Klasyki Polityki

Nie wiem, co czuję. Czy to aleksytymia?

Aleksytymik nie ma dostępu do swojego wnętrza. Aleksytymik nie ma dostępu do swojego wnętrza. Pixabay
Aleksytymik nie ma dostępu do swojego wnętrza. Nie może więc też wpuścić doń innych. Rozmowa z prof. Anną Matczak o emocjonalnym analfabetyzmie.

Rozmowa ukazała się w Poradniku Psychologicznym Ja My Oni. „O sensie i jakości życia”, w marcu 2009 r.

JOANNA PODGÓRSKA: – Aleksytymia to pojęcie coraz popularniejsze, choć różnie rozumiane. Ostatnio słyszałam określenie: styl emocjonalny XXI w. Jest coś na rzeczy?
ANNA MATCZAK: – Nie, to bez sensu.

Inne rozumienie aleksytymii to właściwy mężczyznom styl zimnego drania, niepotrafiącego okazywać uczuć.
Już bliżej, ale też nie to.

Czym więc jest aleksytymia?
W ścisłym sensie oznacza brak słów dla emocji, czyli emocjonalny analfabetyzm. To niezdolność do rozpoznawania i nazywania własnych emocji, rozumienia ich i komunikowania innym. Aleksytymik nie ma dostępu do swojego wnętrza. Nie może więc też wpuścić doń innych.

Czy własnych emocji można tak nie rozumieć, jak nie rozumie się na przykład trzeciej zasady dynamiki?
Można nie tylko nie rozumieć, ale nawet nie uświadamiać sobie własnych emocji. Nie wie się, że emocje to emocje. Na przykład komuś kołacze serce, robi mu się gorąco, ale nie uświadamia sobie, że się boi albo jest zdenerwowany. Nie jest więc tak, że aleksytymik nie doznaje emocji. On po prostu nie kontaktuje się z nimi. Ludzie różnią się między sobą tym, że jedni mają większą, a inni mniejszą zdolność do uświadamiania sobie emocji.

Czyli aleksytymię można stopniować?
Naturalnie. Nie jest przy tym oczywiste, od kiedy można używać tego słowa; jak mała świadomość emocji jest już aleksytymią. To podobnie jak z określeniem, że ktoś jest niski. Jest umowne. Ktoś może odczuwać emocje, ale nie potrafi ich zrozumieć i nazwać. Może mieszać zakłopotanie, złość, lęk. Płacze, ale nie wie dlaczego; jest zły, ale nie wie na kogo. Zakres takiej niewiedzy o własnych doznaniach emocjonalnych może być większy lub mniejszy.

Aleksytymia to choroba czy cecha charakteru?
Choroba nie, raczej syndrom, swego rodzaju niedorozwój emocjonalny, który powstaje od najmłodszych lat.

Czyli nie można na to zapaść jak na depresję?
Nie. Jeśli ktoś poznał emocjonalny język, to raczej go nie zapomina. Choć aleksytymia może się pojawić jako efekt uszkodzenia mózgu. Na przykład w literaturze został opisany przez neurologa Antonio Damasio przypadek pacjenta Elliota, który przeszedł operację guza mózgu (nawiasem mówiąc, uznaną za udaną); jej skutkiem ubocznym było prawdopodobnie przecięcie dróg, które łączą ciało migdałowate – strukturę mózgową odpowiedzialną za doznawanie emocji, nazywaną nawet mózgiem emocjonalnym – z korowymi ośrodkami racjonalnego myślenia. Wskutek tego Elliot stracił kontakt poznawczy z własnymi emocjami i mimo zachowania dobrej sprawności intelektualnej zaczął źle sobie radzić w życiu: rozpadło się jego małżeństwo, stracił pracę i wszystkie oszczędności, nie mógł znaleźć nowego stałego zajęcia. Przypadek ten jest interpretowany jako dowód na znaczenie emocji w życiu człowieka.

Czy to znaczy, że aleksytymik nie może normalnie funkcjonować społecznie?
Tak. Nie potrafi nazywać swoich emocji, zatem brak mu także środków, żeby zrozumieć cudze doznania. Nie jest zdolny do empatii i dostrzegania uczuć innych ludzi. Nie potrafi nawiązywać więzi, jego partner będzie się czuł odtrącony, nierozumiany. W dodatku nie rozumiejąc swoich negatywnych emocji i nie wiedząc, co z nimi zrobić, aleksytymik ma tendencję do lokowania winy na zewnątrz. To także psuje jego relacje z innymi. Funkcjonowanie społeczne aleksytymików jest zatem mocno zaburzone. Ale też sami ze sobą nie dają sobie rady. Często aleksytymia idzie w parze z zaburzeniami psychosomatycznymi i uzależnieniami. Ktoś, kto nie radzi sobie z emocjami, wypiera je ze świadomości, ale wyparte pobudzenie nie przestaje istnieć. Odczuwając pobudzenie, z którego emocjonalnego charakteru nie zdaje sobie sprawy, aleksytymik może widzieć w nim objawy jakichś chorób. Albo szuka ucieczki w alkoholu lub w narkotykach.

Często kojarzy się aleksytymików z pokerową mimiką, nieużywaniem mowy ciała. Czy można rozpoznać ten syndrom po zewnętrznych objawach?
Niekoniecznie. Aleksytymicy mogą się maskować. Inteligentny aleksytymik wie, że ludzie okazują emocje, uśmiechają się do siebie. Więc może demonstrować wyuczone schematy zachowań emocjonalnych pasujące do określonych sytuacji. Ale istotnie, często na pierwszy rzut oka tacy ludzie sprawiają wrażenie superopanowanych i rzeczowych.

Ich sposób działania porównywany jest do cyborga, nazywany komputerową racjonalnością. Mają tendencję do bardzo szczegółowego opisu zdarzeń, hiperlogiczności, algorytmicznego sposobu myślenia. Może tu należy szukać klucza do nazywania aleksytymii osobowością XXI w., takim funkcjonowaniem na wzór komputera?
Przecież ujawniania takich cech człowiek nie nauczył się dopiero od komputerów. Nasz umysł racjonalny rozwija się w kierunku logiczności i systematyczności; na drodze od dzieciństwa do dorosłości stopniowo zdobywamy zdolności analizowania, logicznego porządkowania informacji, tworzenia ich powiązań w sposób zapewniający wytworzenie wszystkich możliwych kombinacji (co komputer robi oczywiście znacznie szybciej i sprawniej niż my). Ale w sytuacjach życiowych trzeba zwykle spośród wszystkich dostrzeżonych czy wytworzonych rozwiązań wybrać jedno – to, które jest optymalne dla danej osoby w danej sytuacji (czego komputer, przynajmniej na razie, nie potrafi zrobić). I tu właśnie potrzebne jest włączenie się emocji, które stoją za systemem wartości i preferencji, ukierunkowującym nasze wybory. Często zresztą w życiu niepotrzebne jest tworzenie i branie pod uwagę wszystkich możliwych rozwiązań. Rola emocji polega między innymi na tym, że pozwalają nam zaoszczędzić czas i zamiast tworzyć dziesiątki potencjalnych kombinacji – kierować się preferencjami. Nie zawsze superracjonalność jest ekonomiczna i użyteczna. Bez emocji pozbawieni bylibyśmy drogowskazu umożliwiającego dokonywanie wyborów. Nie da się wszystkiego wykalkulować na zimno.

Czy są zawody, w których aleksytymik może dobrze funkcjonować?
Aleksytymik to człowiek, który sam ze sobą czuje się źle, więc chyba w żadnym zawodzie nie będzie funkcjonował dobrze. Są jednak takie, których na pewno nie powinien wykonywać; należą do nich oczywiście wszystkie profesje wymagające kontaktu z ludźmi. W tych zawodach niezbędny jest wysoki poziom inteligencji emocjonalnej. Mniej ważna, co nie znaczy bezużyteczna, jest ona w zawodach, w których ma się do czynienia z techniką, informatyką itp.

Czy człowiek, który nie okazuje emocji, nie sprawdzi się w negocjacjach?
Nie, bo w negocjacjach kluczowym elementem jest emocjonalna kontrola, czyli panowanie nad własnymi uczuciami, a to wymaga ich świadomości, a także odczytywanie emocji i intencji partnerów. Aleksytymik tego wszystkiego nie potrafi.

Można ustalić, jaki procent populacji stanowią aleksytymicy?
Raczej nie. Aleksytymicy nie mają motywacji do szukania pomocy. Do terapii trafiają najczęściej ci, którzy są uzależnieni. Trzeba też pamiętać, że nie jest to jednostka chorobowa, lecz jedynie syndrom, który może mieć różne uwarunkowania. Często jest skutkiem wychowania w zimnym lub nadopiekuńczym domu.

Że w zimnym, to zrozumiałe, ale dlaczego w nadopiekuńczym?
Dziecko nadopiekuńczo chowane nie ma wystarczającego treningu emocjonalnego. Wszystko mu się natychmiast podsuwa, więc niczego nie zdąży naprawdę zapragnąć. Nie musi nauczyć się tolerować negatywnych stanów, bo się do nich nie dopuszcza.

W literaturze można przeczytać, że jest to przypadłość dotykająca przede wszystkim mężczyzn. Pierwszą z przyczyn ma być trening społeczny, który u mężczyzn kładzie nacisk na dążenie do statusu i emocjonalny dystans, a u kobiet – na zdolności komunikacyjne i wchodzenie w związki emocjonalne. Drugą – ewolucyjne dziedzictwo. Polującym mężczyznom potrzebne były krótkotrwałe emocje, takie jak strach czy gniew. Wychowanie dzieci sprzyjało rozwijaniu się u kobiet o wiele bardziej złożonych mechanizmów emocjonalnych.
Tak, to się przełożyło na różnice w budowie mózgu. Mężczyźni mają silniej zlateralizowany mózg (co oznacza dominację „racjonalnej” lewej półkuli) i mniej niż kobiety połączeń między półkulą lewą i prawą, a właśnie harmonijna współpraca między nimi jest ważna dla wiązania emocji z poznaniem, stanowiącego istotę inteligencji emocjonalnej.

Czy można trenować emocje? Rozwijać inteligencję emocjonalną?
Oczywiście. Głównie poprzez rozmawianie o emocjach, naukę rozpoznawania ich i nazywania. Także trening we wchodzeniu w role innych ludzi, w wyobrażaniu sobie, jak i dlaczego ktoś może się czuć w określonych sytuacjach, ponieważ rozumienie siebie i rozumienie innych to procesy, które wzajemnie się wspierają.

To powinno się robić w dzieciństwie.
Należałoby, ale jest to, przynajmniej częściowo, do nadrobienia. Ale tak jak łatwiej jest nauczyć czytania i pisania dziecko niż dorosłego analfabetę, łatwiej rozwinąć inteligencję emocjonalną w procesie wychowawczym, niż potem nadrabiać deficyty.

rozmawiała Joanna Podgórska

Anna Matczak jest profesorem psychologii, pracuje na Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego; także w Pracowni Testów Psychologicznych. Zajmuje się psychologią różnic indywidualnych, zwłaszcza w zakresie inteligencji. Od kilku lat prowadzi badania nad inteligencją emocjonalną i metodami jej pomiaru.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Lekarka: Polska odwróciła się od pacjentek

„Osoby, które argumentują ten wyrok troską o życie i rodzinę, kradną czas kobietom. Decyzja trybunału sprawi, że te z nich, które chciały być matkami, nigdy nimi nie będą. A nas stawia w sytuacji nieetycznej” – mówi Kaja Filaczyńska, inicjatorka listu otwartego do TK, pod którym podpisało się niemal tysiąc lekarek i lekarzy.

Mateusz Witczak
23.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną