Klasyki Polityki

Różowe dolary

Na czym polega różnica między zawodami hetero i homo?

Różowe igrzyska to nie tylko sport Różowe igrzyska to nie tylko sport Reuters / Forum
Wśród samych homoseksualistów pojawiają się głosy kwestionujące sensowność Gay Games. Bo jak z jednej strony domagać się równych praw i zapewnienia integracji, a z drugiej organizować imprezy tak jaskrawo podkreślające odmienność.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w sierpniu 1998 r.

Na czym polega różnica między zawodami hetero i homo? Weźmy zapasy. Dwóch potężnie umięśnionych, włochatych mężczyzn próbuje się położyć na łopatki. Jednemu się udało. Radość i smutek. Jak na razie nie ma różnic. Ale wtedy zwycięzca łapie w objęcia pokonanego i z pasją go całuje. Prosto w usta.

W pierwszych różowych igrzyskach, zorganizowanych w 1982 r. w San Francisco, wzięło udział 1350 sportowców z 12 krajów. 16 lat później, na pierwszy tydzień sierpnia do Amsterdamu przyjechało ich już ponad 15 tysięcy z 66 różnych państw. Na nowym stadionie słynnego Ajaxu uczestników i widzów witał burmistrz miasta, przez łącza satelitarne pozdrawiała ich Martina Navratilova, na miejscu śpiewała słynna zwyciężczyni tegorocznego konkursu Eurowizji, izraelska transseksualistka Dana International. Holenderska telewizja publiczna zamieściła półtoragodzinną transmisję na żywo z uroczystości otwarcia.

Igrzyska wymyślił lekarz Tom Waddell, członek ekipy amerykańskich dziesięcioboistów na olimpiadzie w Mexico City w 1968 r. Zaczęło się od problemów, gdyż Amerykański Komitet Olimpijski wygrał sprawę w sądzie, w wyniku której zakazano Waddellowi używania przymiotnika „olimpijski”. Z Gay Olympic Games zrobiło się więc Gay Games i dosłownie na chwilę przed otwarciem organizatorzy musieli zmieniać wszelkie dokumenty, reklamy, druki, plakietki. Ich budżet został za to dofinansowany przez urząd miasta San Francisco, nieformalnej stolicy amerykańskich homoseksualistów.

Kolejne igrzyska ponownie odbyły się na Zachodnim Wybrzeżu, by w 1990 r. przenieść się do Vancouver w Kanadzie. Nie doczekał tego już sam Waddell, który trzy lata wcześniej zmarł na AIDS. W 1994 r. ścigano się i balowano w Nowym Jorku. W tym roku po raz pierwszy igrzyska opuściły zachodnią półkulę.

Cztery lata temu w geście przypominającym akt skruchy Amerykański Komitet Olimpijski przyznał swe najwyższe odznaczenie skoczkowi do wody Gregowi Louganisowi, mistrzowi olimpijskiemu i zdeklarowanemu homoseksualiście, który wraz z Martiną Navratilovą szukał sponsorów gotowych wesprzeć różowe igrzyska. Louganis zadedykował otrzymane odznaczenie Waddellowi.

Jednak i dzisiaj, i to wśród samych homoseksualistów, pojawiają się głosy kwestionujące sensowność Gay Games. Bo jak z jednej strony domagać się równych praw i zapewnienia integracji, a z drugiej organizować imprezy tak jaskrawo podkreślające odmienność.

Rzut damską torebką

W Amsterdamie zawodnicy rywalizują w kilkudziesięciu dyscyplinach, oprócz całkiem tradycyjnych jest na przykład konkurs fokstrota. Par jednej płci rzecz jasna. A że każda alternatywa ma swoją alternatywę, tedy homo–ekstremiści zorganizowali zawody w rzucie damską torebką i bieg na 200 metrów w szpilkach. W głównym nurcie najmniejszą popularnością cieszy się hokej (ledwie trzy drużyny), największą – siatkówka: aż 1800 uczestników.

Ta dyscyplina ma też swój „Dream Team” – reprezentację Holandii. Ze sportem zimowym wiąże się też wielki zgryz organizatorów. Międzynarodowa Federacja Jazdy Figurowej na Lodzie zagroziła, że przedstawiciele tej dyscypliny, którzy wezmą udział w różowych igrzyskach, zostaną wykluczeni z normalnej rywalizacji. Groźba poważna, gdyż co czwarty startujący w Amsterdamie bierze również udział w zwyczajnych zawodach organizowanych w ramach Federacji. Poruszenia było co niemiara. Burmistrz Amsterdamu nazwał decydentów z Federacji „draniami”, a co poniektórzy rozkoszowali się ironią, że kontra przyszła ze strony szefów dyscypliny powszechnie uważanej za jedną z najbardziej zhomoseksualizowanych.

Różowe igrzyska to nie tylko sport. Przez cały tydzień, kilka metrów od pałacu królowej na placu Dam, odbywają się koncerty. W całym mieście można zwiedzać specjalne wystawy, brać udział w dyskusjach i happeningach bądź w aukcjach, na które gadżety ofiarowały m.in. Madonna i Naomi Campbell. Wydarzeniem jeszcze większym niż ceremonia na stadionie Ajaxu była homo–parada łódek na amsterdamskich kanałach, obserwowana według policji przez ponad ćwierć miliona widzów.

Policja specjalnie przygotowała się do igrzysk. Zwiększono liczbę funkcjonariuszy, ściągając przede wszystkim kochających inaczej posiadaczy pałek, którzy w holenderskiej policji mają otwarcie działające własne stowarzyszenie. W czasie kanałowej parady największy zachwyt widzów, obok transwestytów przebranych w tradycyjne holenderskie stroje kobiece, wywołał policjant na służbie, który obnażył owłosioną nogę.

Jedną z najwspanialszych łodzi pod nazwą GayLM wyszykował KLM, holenderskie linie lotnicze, główny i oficjalny sponsor igrzysk (pieniądze dali również Kodak, Levi's, Durex, a także miasto i państwowe fundacje), który na czas zawodów przystroił nawet karty bagażowe kolorami tęczy – barwami homoseksualistów.

Homorynek wart 350 miliardów dolarów rocznie

Amsterdam, słynące z tolerancji dla wszelkich odmienności i dziwactw miasto, jest naturalnym miejscem zawodów. Burmistrz określił swój rewir jako „Gayway to Europe” (gra słów: „Gateway” to brama, „gay” to homoseksualista wedle preferowanej przez siebie poprawnej terminologii). Niedawno zalegalizowano tu małżeństwa przedstawicieli tej samej płci, a i walka o prawo do adopcji dla nich wydaje się zbliżać do końca. Zastępca burmistrza spotkał się z krytyką, gdy wyraził wątpliwość, czy dwóch panów młodych, którzy pobrali się w czasie igrzysk, musiało następnie spacerować po mieście w stanie półnagim. Dziennikarze biuletynu Gay Games wyśmiali ten przejaw ignorancji i konserwatyzmu zastępcy burmistrza.

KLM jednakże nie walczy o różową złotą palmę tolerancji, lecz o bardziej wymierne różowe dolary (tzw. Dorothy Dollars). Sprawa jest prosta: homoseksualiści zarabiają więcej niż średnia w ich kraju, a proporcjonalnie jeszcze więcej wydają na zabawę i podróże. Słowem – wymarzona grupa. BBC szacuje światowy homorynek na 350 miliardów dolarów rocznie, a homoseksualiści potrafią odwdzięczać się otwartym na nich firmom, przywiązując się do sprzedawanych przez nie produktów. Brytyjska Izba Turystyki reklamuje więc w Australii gay–trasy po Zjednoczonym Królestwie, Citroën sponsoruje homokarnawał w Manchesterze, do głębszej penetracji rynku szykują się American Express i Apple. A Amsterdam zarobi na czysto 75 milionów dolarów tylko w tym tygodniu. Pomijając zyski przyszłe. Za cztery lata Gay Games w Sydney.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną