Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Klasyki Polityki

Skałki pod strzechy

Miejscy łojanci. Jak sztuczne ścianki zmieniły polską wspinaczkę

1.	Nogi powinny być silne, żeby przez całą drogę nie polegać tylko na mocy rąk, ale nie mogą być za ciężkie. Dla większości najtrudniejsze jest jednak spojrzenie w dół z kilku metrów. 1. Nogi powinny być silne, żeby przez całą drogę nie polegać tylko na mocy rąk, ale nie mogą być za ciężkie. Dla większości najtrudniejsze jest jednak spojrzenie w dół z kilku metrów. Leszek Zych / Polityka
Wspinacz to łojant. Słownikowo – osobnik świadomie decydujący się na wchodzenie do góry możliwie najtrudniejszą drogą bez czerpania z tego korzyści materialnych. Łojantów w Polsce przybywa z każdym rokiem. Elitarny kiedyś alpinizm dzięki sztucznym ściankom staje się modny i masowy. Zszedł z gór do ludzi.
2.	Bracia Naporowie (nauczyciel i pracownik banku), wraz z przyjaciółmi w piwnicy domu na starej Ochocie: – Komu nie podoba się atmosfera spędu, stania w kolejkach albo nakaz wspinania się w koszulkach, musiał zejść do podziemi.Leszek Zych/Polityka 2. Bracia Naporowie (nauczyciel i pracownik banku), wraz z przyjaciółmi w piwnicy domu na starej Ochocie: – Komu nie podoba się atmosfera spędu, stania w kolejkach albo nakaz wspinania się w koszulkach, musiał zejść do podziemi.

Piątek wieczór, Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego. Studenckie niedobitki przygotowujące się do poprawek egzaminów tkwią w czytelni przy zapalonych lampkach. Dwa piętra niżej, przy głośnej muzyce, kilku młodych ludzi mierzy się ze ścianką. Dzięki późnej porze nie wchodzą w paradę bywalcom znajdującego się w tym samym pomieszczeniu placu zabaw i zjeżdżalni dla dzieci.

Ścianka to imitacja stromego zbocza z systemem uchwytów i szczelin, po których wspinacz się podciąga. Duża liczba i charakter uchwytów pozwalają wybierać drogi wspinaczkowe o różnej skali trudności, łącznie z przewieszkami.

Zajęcie niejednoznaczne

Na ściance nie obowiązuje żaden styl ubrania, żaden rodzaj fryzury. Dziewczyny w wypłowiałych koszulkach nie przejmują się brakiem makijażu, a panowie – często finansiści, lekarze, adwokaci – nie wstydzą się wytartych spodenek w kratkę i T-shirtów z Myszką Mickey. W powietrzu unoszą się kurz i magnezja – proszek, którym naciera się ręce przed podejściem do zadania. – Wspinaczka nie przypisuje do jakiejś subkultury – mówi Włodek Szczeciński, katecheta i nauczyciel rosyjskiego. – Na ściankach widać przekrój społeczeństwa, kakofonię kultur. Może muzyki słucha się ostrej, ale tylko po to, żeby do wspinania był odpowiedni rytm.

Włodek przychodzi do BUW dwa razy w tygodniu, ale są tacy, którzy meldują się codziennie. Od kilku lat w Polsce sztuczne ścianki się mnożą, a przy tym potrafiły się obronić przed etykietką sportu zabawowego – jak kręgle, przy których więcej się gada i śmieje, niż rzuca kulą. – Przychodzą czasem chłopcy w dresach, przypakowani na siłowni, ale szybko okazuje się, że są za ciężcy, że nie dają rady dźwigać tych swoich nadmuchanych nóg – opowiada Włodek.

Polityka 9.2006 (2544) z dnia 04.03.2006; Na własne oczy; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Skałki pod strzechy"
Reklama