Klasyki Polityki

Pluń na balladę

W Bieszczady po wielką przygodę

Kiedyś dzieci dokonają wyboru: zostać czy uciec bliżej świata. Kiedyś dzieci dokonają wyboru: zostać czy uciec bliżej świata. Konrad Pustoła / Polityka
Krzysztof Bross pierwszy raz przyjechał w Bieszczady polować na wilki. Ale tak naprawdę w nosie miał wilki, chciał się przespać z cudzą dziewczyną w hotelowym pokoju.

Do dziś pamięta, jak przytuleni, urywali się z obławy, szli na flankę. Bieszczady tonęły w śniegu, wyglądały romantycznie, kusząco, niezwykle, pachniały wolnością i przygodą. Bo to się zwykle tak zaczyna. Tu miało nie być układów i kombinacji, miało się toczyć prawdziwe życie, o jakim marzy zmęczony mężczyzna koło czterdziestki. Z dala od cywilizacji. Tylko dziewicza przyroda i kobieta dobra w łóżku. Czy to nie piękne?

Z tej wyprawy na wilki-nie wilki wrócili na Śląsk już tylko na trochę.

Polityka 7.2001 (2285) z dnia 17.02.2001; Na własne oczy; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Pluń na balladę"
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za murami seminariów. Co chłopaków tam pcha? Jak sobie radzą?

Dziś mamy w Polsce ponad 70 seminariów, gdzie klerycy przez sześć lat są przygotowywani do swego zawodu.

Adam Szostkiewicz
24.09.2021