Klasyki Polityki

Syna nazwiemy Wiktor

Gdy jedno z rodziców ma wirusa HIV, a drugie nie

Mirosław Gryń / Polityka
Trzeba w końcu komuś o tym powiedzieć, skrywanie jest duszące, przeszkadza żyć. Dlatego chętnie przyjeżdżają na spotkania par takich jak oni, zrzeszonych w Stowarzyszeniu Małżeństw, w których jedna osoba jest zakażona wirusem HIV, a druga nie. Są wobec siebie na spotkaniach szczerzy, tu nie mają nic do ukrycia. Podtrzymują się, wymieniają doświadczenia.

Każdy nowy dzień to dzień, w którym jestem – mówiła Magda. – Chodzę, mówię, patrzę, kiedy pada deszcz chcę wyjść i doświadczyć go, bo może to ostatni. Mam obsesję na punkcie wykorzystywania czasu i czuję wyraźnie każdą upływającą chwilę. Zazdroszczę innym beztroski. Nie umiem nic nie robić, nie umiem marnować życia.

Magda poznała męża w taksówce. Była niewysoka, z miłym uśmiechem, ale żadna piękność. Poprosił o spotkanie. Pomyślała, że nic złego się nie stanie, jeśli pozwoli sobie na trochę radości.

Polityka 15.2000 (2240) z dnia 08.04.2000; Kraj; s. 34
Oryginalny tytuł tekstu: "Syna nazwiemy Wiktor"

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020