Klasyki Polityki

Kilometr od Marzeny

Jak stosować przepis, którego nie ma w kodeksie

Decyzją Prokuratury Rejonowej w Głubczycach Marcin K. nie może zbliżać się do Marzeny na odległość mniejszą niż 1 kilometr. Decyzją Prokuratury Rejonowej w Głubczycach Marcin K. nie może zbliżać się do Marzeny na odległość mniejszą niż 1 kilometr. Mirosław Gryń / Polityka
Marzena W. została brutalnie zgwałcona w lesie pod miasteczkiem Z. w Opolskiem. Była w ciąży. Na własnych nogach dotarła do komisariatu w Z. Mimo gróźb gwałciciela zawiadomiła policję, opisała sprawcę i jego samochód. Marcin K., podejrzany o gwałt 38-letni mieszkaniec pobliskich Głubczyc, pozostaje na wolności.

Decyzją Prokuratury Rejonowej w Głubczycach Marcin K. nie może zbliżać się do Marzeny na odległość mniejszą niż 1 kilometr. Ale gdyby zechciał ten zakaz złamać, to policja nie będzie w stanie temu zapobiec. W kodeksie postępowania karnego nie ma odpowiednich sankcji. Na szczęście nie ma sygnałów, żeby próbował Marzenę odnaleźć i zakłócać jej spokój.

Wypadek przy pracy

Z. to 20-tysięczne miasteczko na Śląsku Opolskim. Jeden duży plajtujący zakład. Anons w urzędzie gminy reklamuje konserwatora opon i kompleksowy serwis pogrzebowy. Przed sklepem tekstylnym kobiety wybierają nerwowo wystawione na zewnątrz darmowe ciuchy. O wypadku cicho, nawet burmistrz nie wie, że poszkodowana, o której przez ostatnie dni rozpisują się gazety, jest mieszkanką Z. – To jednak kwestia czasu – rzuca pani Maryla znad pojemnika z ciuchami. – Ktoś dostaje czkawki i na drugim końcu miasta zaraz się o tym dowiedzą. Pani Maryla mieszka w pobliżu poszkodowanej. Już domyśliła się, która to ta zgwałcona.

15 czerwca w godzinach popołudniowych Marzena wracała z Głubczyc do Z. – Pewnie nie zdążyła na autobus i cześć – mówią pod sklepem. – W regionie brakuje autobusów, brakuje trzech złotych na bilet. Wszyscy jeżdżą stopem, nic nadzwyczajnego, żadna prowokacja. Raczej wypadek przy pracy.

Na szosie za Głubczycami zatrzymał się 38-letni Marcin K. – Już niedaleko Z. Marcin K. zjechał do lasu. Groźbą i siłą zmusił poszkodowaną do stosunku oralnego – relacjonuje Roman Wawrzynek z Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Zaraz po zdarzeniu Marzena zgłosiła się do komendy w Z. Komenda zgłosiła sprawę do Głubczyc. Po trzech godzinach policja ustaliła tożsamość Marcina K. Tego samego dnia przesłuchał go prokurator Artur Piela.

Podejrzany nie wyjaśnił, dlaczego zmusił ofiarę do stosunku oralnego, przyznał się do winy, przeprosił i powiedział, że mu wstyd – opowiada prokurator. – Jednak z zebranych danych osobopoznawczych wynikało, że w stosunku do Marcina K. nie powinniśmy zastosować aresztu tymczasowego.

Marcin K. ma na utrzymaniu spore gospodarstwo rolne, jego dziecko wymaga stałej opieki, chora żona leży unieruchomiona chorobą. – W tym wypadku areszt tymczasowy spowodowałby ogromne szkody dla jego rodziny – wyjaśnia prokurator.

Decyzja o zakazie zbliżania się do Marzeny jest nowatorska, takiego środka zapobiegawczego nie ma w kodeksie postępowania karnego. – Jeśli odczytać odpowiednio artykuł 275 kpk – tłumaczy Artur Piela – można taki środek wyinterpretować.

Art. 275 kpk dotyczy dozoru policyjnego. Podejrzany ma obowiązek stosowania się do wymagań zawartych w postanowieniu sądu lub prokuratora. Obowiązek ten może polegać na zakazie oddalania się z określonego miejsca pobytu, a także na innych ograniczeniach swobody.

Oprócz zakazu zbliżania się do poszkodowanej prokurator zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 10 tys. zł oraz nakazał podejrzanemu meldować się na komendzie w Głubczycach 2 razy w tygodniu. – Sprawcy często wracają do swoich ofiar, grożą i próbują nakłonić je do wycofania obciążających zeznań. Stąd taki środek – tłumaczy Wawrzynek.

– Podejrzany nie jest raczej osobnikiem, który wypatruje na szosie samotnych kobiet w celach lubieżnych. Wiadomo z wiktymologii, że czasami takie zachowania męskie są spontaniczne – tłumaczy rzecznik.

Egzekucji brak

Słuszna, pożyteczna dla poszkodowanej decyzja – uważa komendant Słowik z maleńkiej komendy policji w Z. Ostatnio często uspokaja zdenerwowaną Marzenę, która mimowolnie jest w centrum zainteresowania, bo stała się bohaterką akcji unowocześniania prawa. Marzena ma wątpliwości. A jeśli podejrzany zechciałby złamać zakaz, to kiedy do akcji wkroczyć powinni podwładni komendanta Słowika albo policja z Głubczyc? Skąd sam podejrzany ma wiedzieć, czy nie zbliżył się do Marzeny, jeśli ze względów oczywistych nie ujawniono, gdzie ona mieszka?

Czy wszyscy policjanci z miejscowej komendy znają Marzenę, czy wiedzą, jak wygląda podejrzany, czy zareagują, jeśli zobaczą go na rynku w Z.? Co się stanie, jeśli wstąpi on zwyczajnie do gminnego domu handlowego, a tam zakupy będzie robić Marzena? A jeśli Marzena pojedzie do Głubczyc, właściwie często tam jeździ, i natknie się na podejrzanego? Jeśli więc przepis ma chronić Marzenę przed kontaktem z oprawcą, to czy w praktyce ochronę taką można wyegzekwować?

Nie można, bo zastosowany środek zapobiegawczy nie ma jeszcze przepisów wykonawczych – tłumaczy rzecznik Wawrzynek. – Przecież moi ludzie nie będą chodzić po Z. ze zdjęciem K.! – obrusza się komendant Słowik.

Prokurator Piela, autor pomysłu: – Bardzo wiele rzeczy w prawie polskim jest tylko zwykłym zapisem, w bardzo wielu przypadkach są małe szanse egzekucji.

Prokuratura liczy na Marzenę. Jeśli zgłosi Słowikowi, że w kolejce po chleb stał za nią K., jeśli taka sytuacja (złamania przez K. art. 275) zostanie przez Słowika odpowiednio zdokumentowana, to prokuratura prawdopodobnie zgłosi wniosek, żeby zamienić dozór na areszt tymczasowy.

Artur Piela: – Liczyliśmy na szeroki oddźwięk społeczny.

Powiedz, Sejmie!

Prokuratura i sąd w Opolu, rzecznik praw ofiar przy MSWiA oraz stołeczne Centrum Praw Kobiet są zgodni, że rodzaj dozoru zastosowany przez prokuraturę należy umieścić w kodeksie i opatrzyć odpowiednimi przepisami wykonawczymi.

Ograniczenie kontaktu podejrzanego i ofiary ma długą tradycję w prawodawstwie anglosaskim. Taki przepis ma szczególne znaczenie w przypadku przestępstw przeciwko zdrowiu i życiu.

– Tam podejrzanemu wszczepia się elektroniczny biper, który miga na ogromnej mapie np. Londynu. Od razu wiadomo, kiedy zechce on opuścić administracyjne granice miasta – tłumaczy Wawrzynek.

Na razie w komendzie w Z. na wyposażeniu znajduje się radio i maszyna do pisania, o biperach można tylko pomarzyć.

Jolanta Plakwicz z Centrum Kobiet dodaje jednak, że jakkolwiek brzmiący przepis o zakazie kontaktowania się podejrzanego o gwałt z ofiarą ma charakter doraźny. W Irlandii Północnej przeprowadzono kampanię na rzecz ekspresowego rozpatrywania spraw o gwałt. Ściąga się prokuratora, skład sędziowski obraduje nawet w nocy, zapada wyrok. Jeśli sprawa o gwałt ciągnie się rok, środek zapobiegawczy zastosowany przez prokuraturę głubczycką przestaje mieć sens.

– Więc ten środek wprowadzony w Z. to wołanie w stronę Warszawy: Powiedz nam Sejmie, co z tym przepisem zrobić? – oświadcza rzecznik opolskiej prokuratury Roman Wawrzynek.

PS. Nazwiska i inicjały niektórych bohaterów oraz inicjał miejscowości, w której mieszka poszkodowana, zostały zmienione.

Polityka 32.2000 (2257) z dnia 05.08.2000; Społeczeństwo; s. 76
Oryginalny tytuł tekstu: "Kilometr od Marzeny"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Marian Turski: Przeżyłem dwa marsze śmierci. Po wojnie nic nie pamiętałem

Najpierw miałem trwającą 20 lat amnezję. A potem nie chciałem. Dopiero kiedy w 2001 r. otwarto dla zwiedzających saunę (łaźnię), zgodziłem się coś powiedzieć publicznie.

Jacek Żakowski
27.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną