Sprawa szczepionek przeciwko A/H1N1

Bać się grypy czy szczepionki
Panika, która wybuchła wiosną po pojawieniu się wirusa A/H1N1, ustąpiła miejsca emocjom – wokół szczepionek na grypę.

Czy Ministerstwo Zdrowia postępuje słusznie wstrzymując się z masowymi szczepieniami? W tej sprawie nie ma prostych odpowiedzi i dziwi mnie, że zarówno przedstawiciele rządu, opozycja, jak i niektórzy eksperci komunikują się ze społeczeństwem prostymi hasłami, czyniąc w głowach pacjentów coraz większy zamęt. W dużym stopniu przyczyniają się do tego rozgorączkowane media. Pora więc na kilka wyjaśnień:

Wirus A/H1N1 nie jest dla całej populacji śmiertelnym zagrożeniem, podobnie jak nie jest nim grypa sezonowa. Może być groźny dla osób z osłabionym układem odporności (starszych, przewlekle chorych, dzieci z częstymi infekcjami) oraz dla tych, którzy zbagatelizują objawy choroby i zamiast zostać w łóżku, postanowią ją „przechodzić”. Przed wirusem grypy sezonowej chroni każdego mniej lub bardziej sprawny układ odporności, który zna przeciwnika od lat (i radzi sobie z nim jeszcze lepiej, gdy jest zaszczepiony szczepionką sezonową). Na kontakt z zarazkiem A/H1N1 nie zareaguje tak, jak powinien, bo to dla niego nowy wróg. Po to właśnie nowa szczepionka, aby nauczyć go rozpoznawać i zniszczyć.

Przy zakupie szczepionek resort zdrowia już latem postanowił przyjąć strategię wyczekiwania. Być może kierowano się zasadą ministra finansów Jacka Rostowskiego, który słusznie postanowił przeczekać kryzys gospodarczy. Ta zasada („patrz i obserwuj!”) w medycynie również się sprawdza, toteż – nie mając gotówki na szybkie kupno szczepionek (za pierwszeństwo w kolejce Anglicy, Niemcy i Francuzi musieli zapłacić) – minister zdrowia pocieszała się: jakoś to będzie! Może epidemia sama wygaśnie, może wirus przekształci się w nową postać – prawdę mówiąc, i taki scenariusz jest możliwy. Dziś WHO ogłasza, że jednak świński zarazek trzyma się mocno – ok. 70 proc. krążących obecnie wirusów grypy należy do tej odmiany.

Maksymalnie skrócony czas przygotowania nowej szczepionki musiał wpłynąć na szybkość badań klinicznych, mających dać pewność, że będzie ona tak samo skuteczna i bezpieczna jak szczepionki przeciwko grypie sezonowej. Tak samo, to znaczy, że nie w 100 proc. – bo takiej gwarancji żadna szczepionka nikomu nie daje. W tym przypadku pojawił się jednak kłopot z ustaleniem dawki koniecznej do uodpornienia i prawdą jest, że w ciągu ostatnich kilku tygodni europejskie władze trzykrotnie zmieniały decyzje (ostatecznie mówi się, że dwie spośród trzech szczepionek dostępnych w Europie wymagają zastosowania dwóch dawek, a jedna – być może jednej). To kwestia zawartych w nich ilości antygenów, ale dopiero czas pokaże, czy te przewidywania okażą się słuszne. Nasze władze mają więc rację, że do tej pory nie chciały kupować kota w worku – gdyby postąpiły tak jak Amerykanie lub Niemcy, naraziłyby się na zarzut, że są zbyt rozrzutne.

Z punktu widzenia interesów finansowych kraju byłoby lepiej, gdyby szczepionki zaakceptowane przez Europejską Agencję ds. Leków (EMEA, w której Polska ma również swoich przedstawicieli) trafiły do aptek tak jak szczepionki sezonowe. Nie byłoby wtedy całej tej dyskusji, czy zamawiać dostawy i z czyich pieniędzy za nie płacić. Ale żeby było szybciej, producenci pakują do jednej fiolki po 10 dawek, co wyklucza sprzedaż w aptekach. Prawdą jest też, o czym wspomina Ewa Kopacz, że wytwórcy, świadomi narzuconego tempa badań, postanowili przerzucić odpowiedzialność za ewentualne działania niepożądane na stronę zamawiającą, czyli rządy krajów, które postanowiły szczepić swoich obywateli. Nie chodzi tu o lęk przed lawiną zgonów – koncernom chodzi o to, by w związku z ekspresowym tempem wyprodukowania szczepionek pacjenci nie pozywali ich do sądów za nawet najdrobniejsze działania niepożądane.

Co zatem powinna zrobić minister zdrowia? Przede wszystkim nie podważać decyzji urzędów sprawdzających bezpieczeństwo szczepionek. Skoro EMEA w Londynie i władze Unii w Brukseli zadecydowały o dopuszczeniu ich na rynek w Europie, nie powinniśmy tego kwestionować. Trzeba twardo negocjować z producentami, ale rozmów nie przeciągać – bo szczepionki są potrzebne w pierwszej kolejności dla 4 mln Polaków, których wyszczególnił nasz Krajowy Komitet ds. Pandemii Grypy: pracowników służb medycznych, kobiet w ciąży z lekarskim zaleceniem przyjęcia szczepionki, dzieci powyżej 6 miesiąca życia z grup ryzyka, pracowników transportu, policji. Co z resztą? Muszą chronić się przed grypą tak jak przed każdą infekcją wirusową.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną