Partie w sytuacjach kryzysowych

Siły szybkiego reagowania
Główne partie mają różne sposoby na to, jak złagodzić swoje wpadki i upiększyć rzeczywistość.
Grzegorz Schetyna, Sławomir Nowak i Rafał Grupiński, czyli trzon grupy szybkiego reagowania w PO
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Grzegorz Schetyna, Sławomir Nowak i Rafał Grupiński, czyli trzon grupy szybkiego reagowania w PO

Kiedy w klubie PO zapadła decyzja, aby wykluczyć z komisji hazardowej posłów PiS Beatę Kempę i Zbigniewa Wassermanna, wszyscy parlamentarzyści Platformy dostali e-mailem oficjalne stanowisko partii. Wysłał je szef zespołu szybkiego reagowania Paweł Olszewski. – Nasi posłowie nie mają czasu śledzić pracy komisji hazardowej, ale pytani o nią przez dziennikarzy nie mogą uchylać się od odpowiedzi. Nasz zespół zebrał materiały i argumenty prawne za tym, że posłowie Kempa i Wassermann nie powinni zasiadać w tej komisji – mówi.

Jednak kiedy posłowie cytowali w mediach gotowe formułki, szybko okazało się, że polityczni doradcy z ośrodka decyzyjnego skupionego wokół premiera mają inne zdanie na temat wyrzucenia posłów z komisji. W Alejach Ujazdowskich słusznie uznano, że taka taktyka Platformie się nie opłaca. Premier dał sygnał, że z Kempą i Wassermannem popełniono błąd. To zdarzenie zmieniło reguły rządzące reagowaniem kryzysowym w PO. Od tamtej pory stratedzy z Wiejskiej pozostają na gorącej linii z najbliższymi doradcami Donalda Tuska.

PO odwraca uwagę

W Sejmie, w lidze grającej z mediami w sytuacjach kryzysowych, liczą się politycy zaliczani do niedawna do kręgu najbliższego premierowi. To szef klubu Grzegorz Schetyna oraz jego zastępcy: Rafał Grupiński, Sławomir Nowak, Grzegorz Dolniak i Waldy Dzikowski. Wspomaga ich spec od reklamy i nieoficjalny doradca Tuska – Maciej Grabowski, oraz minister w Kancelarii Premiera Igor Ostachowicz. To tym dwóm ostatnim, jak się wydaje, premier ufa dziś najbardziej, zarówno jeśli chodzi o bieżące reagowanie, jak i długofalowe strategie. To z nimi spotyka się niemal codziennie.

W PO widać przemyślane działania w sprawie hazardowej – ocenia dr Bartłomiej Biskup, specjalista od marketingu politycznego z Uniwersytetu Warszawskiego. – Gdy wybuchła, były natychmiastowe dymisje, świadkowie wywodzący się z Platformy są dobrze przygotowani do zeznań. Ktoś z bliskiego otoczenia Tuska dobrze pomyślał, aby trzymać premiera z dala od afery. Nawet Bogu ducha winny minister Michał Boni przeprosił publicznie Donalda Tuska za urzędników, których nazwiska przewinęły się przez tę aferę. Dodaje, że dobrym posunięciem było też odwrócenie uwagi od głównych jej aktorów. W końcu Tusk ogłosił decyzję, że nie będzie kandydował na prezydenta, w czasie, kiedy zeznawał Drzewiecki.

Do tego zeznania byłego ministra sportu zostały nieoczekiwanie przesunięte, aby zbyt szybko nie zatrzeć dobrego wrażenia po zeznaniach Zbigniewa Chlebowskiego. – Ta spójna i systematyczna strategia została nagrodzona. PO odnotowała jedynie niewielki spadek poparcia w sondażach, który już zresztą został nadrobiony – komentuje Biskup.

PiS ufa prezesowi

W Prawie i Sprawiedliwości w sprawach strategii medialnej, ale tylko na czas kampanii wyborczych, bezkonkurencyjny jest duet Adam Bielan – Michał Kamiński. Jednak, co może zaskakiwać, na bieżące decyzje polityczne, które zapadają w gronie najbardziej zaufanych prezesa Jarosława Kaczyńskiego, ani oni, ani spece od marketingu politycznego nie mają wpływu. Mogą tylko ładniej opakować decyzję, która już zapadła.

Jeden z prominentnych polityków PiS narzeka, że jego partia mogła zdecydowanie więcej wygrać na aferze hazardowej, gdyby skorzystała z rad fachowców. A prawnicy i eksperci powinni pomóc lepiej przygotować się posłom do pracy w komisji.

Innego zdania jest przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS Joachim Brudziński, który winę zrzuca na „niektóre znaczące media”. – Każde nasze ostrzejsze wejście i atak powoduje efekt odwrotny – narzeka. Brudziński nie chce przyjąć do wiadomości, że to politycy PiS źle rozegrali sprawę. Zamiast rzucać wściekłe oskarżenia, które szybko wypłowiały, powinni ograniczyć się do zadawania pytań, a wnioski pozostawić wyborcom.

Według tego schematu, choć nie zawsze udanie, stara się działać SLD, który we wszystkich sytuacjach wymagających szybkiej reakcji wysłuchuje najpierw opinii ekspertów. Po wybuchu sprawy hazardowej kierownictwo partii za ich radą ustaliło, że posłowie SLD nie będą atakować PO „na ślepo jak PiS”. – Mieliśmy jedynie uwypuklać fakty i domagać się pełnego wyjaśnienia sprawy – wspomina jeden z posłów. Łącznikiem między zespołem szybkiego reagowania a władzami Sojuszu jest wiceszef klubu Tomasz Kamiński albo rzecznik prasowy SLD Tomasz Kalita, który odpowiada również za politykę medialną partii. – W sytuacji awaryjnej zwołujemy spotkanie zespołu z udziałem kierownictwa klubu i partii. Eksperci przygotowują analizy i dyskutujemy – mówi Kamiński.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną