Kraj

Widmo Wielkiej Wody

Czy grozi nam powódź

Piotr Stasiak / Polityka
Specjaliści od powodzi uspokajają, ale jednocześnie ostrzegają – jeśli nagle zrobi się bardzo ciepło, będziemy mieli kłopoty.

Od wielu tygodni obserwowaliśmy kolejne fale opadów śniegu - tak śnieżnej zimy nie mieliśmy w kraju od lat. W tym czasie rodacy przeszli kolejne fazy – od dziecięcego zachwytu (bo wreszcie pięknie i biało), po lekkie znużenie (bo ciągle trzeba odśnieżać), wreszcie irytację z powodu zalegających wszędzie gigantycznych pryzm śniegu. I niepokój – co się stanie, jak to wszystko się stopi? Wystarczyło kilka dni odwilży, a w wielu miastach ulicami już płyną potoki wody. Czy grozi nam powódź?

- Obecnie sytuacja hydrologiczna w kraju jest stabilna. Nigdzie nie występują podtopienia. Nie ma również w tym momencie bezpośredniego zagrożenia powodziowego. Synoptycy zapowiadają, że po 21 lutego nastąpi ochłodzenie i spadek temperatur nocą, co wpłynie na stopniowy proces topnienia śniegu. Woda  powinna powoli spływać do koryt rzek i powinny się stopniowo zmniejszać zatory lodowe – informuje Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA).

Choć zagrożenia nie ma, służby antykryzysowe postawiono w stan gotowości. Pokrywa śnieżna i zawartość wody w śniegu – te dwa parametry są przede wszystkim brane pod uwagę, gdy przewiduje się skalę zagrożenia powodziowego. A w tym roku oba każą sądzić, że sprawa jest poważna.

Jak się topi

Wszystko zależy teraz nie od ilości zalegającego śniegu, lecz od sposobu, w jaki będzie się topił. Potrzebujemy łagodnego przejścia między zimą a wiosną. A więc niewielkich dodatnich temperatur w ciągu dnia, lekkich mrozów w nocy. I to przez wiele dni. Wtedy woda, uwolniona ze śniegu, będzie miała jak wsiąkać w glebę, a także częściowo wyparować. Z transportem reszty rzeki powinny sobie poradzić. Jak mówi Dariusz Bogacz – rzecznik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie – w zbiornikach retencyjnych w całym kraju od wielu dni zwiększana jest rezerwa, tak aby mogły przyjąć znacznie więcej wody z roztopów.

Jeżeli w ogóle nastąpi, to grozi nam powódź roztopowa o charakterze lokalnym. Przede wszystkim na dużych rzekach na terenach nizinnych – mówi Marianna Sasim, hydrolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie. – Zasadnicze znaczenie ma teraz drożność rzek i to nie tylko tych głównych, ale też najmniejszych, a nawet rowów melioracyjnych. Woda po prostu musi mieć dokąd spływać, dlatego drożność tzw. cieków jest tu tak istotna – dodaje.

- Najgorsze byłoby gwałtowne ocieplenie do temperatury około 10 stopni i gdyby do tego nastąpiły długotrwałe opady deszczu – mówi profesor Artur Magnuszewski z Zakładu Hydrologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Niestety, pogody nie da się zamówić. Znawcy zjawisk meteorologicznych zgodnie twierdzą, że sensowne jej prognozy są ograniczone najwyżej do tygodnia. Czyli w zasadzie możemy być pewni, że za tydzień powodzi nie będzie. Ale potem?

Różne rodzaje powodzi

Istnieje kilka typów powodzi. Przede wszystkim można mówić o tak zwanej powodzi roztopowej. Z zagrożeniem takim mamy do czynienia obecnie. Duże ilości śniegu, a w nim duża zawartość wody – powyżej 10 procent – stają się niebezpieczne, gdy topnienie następuje szybko i uwolniona woda nie ma się gdzie pomieścić. Największe powodzie tego typu miały u nas miejsce w 1924 roku oraz w 1979 roku (po tak zwanej zimie stulecia). - Wydaje się, że okres poprzedzający ją przypominał nieco dzisiejszą sytuację, tyle, że w 1979 roku śnieg bardzo szybko stopniał. Wielka woda zaczęła się przemieszczać Bugiem i Narwią. Przez stopień Dębe podczas kulminacji fali powodziowej przepływało 3400 metrów sześciennych wody na sekundę. Tymczasem przepływ średni w tym profilu to 240-250 metrów - wyjaśnia profesor Artur Magnuszewski.

Istnieje też powódź zatorowa, związana z zaleganiem lodu na rzekach. Też może nastąpić w kilku miejscach tej wiosny. Powodzie roztopowe i zatorowe w naszym kraju zagrażają szczególnie obszarom nizinnym, a więc środkowej i północnej Polsce. Dochodzi do nich zawsze w okresie przedwiośnia.

Są też powodzie opadowe. Z tymi mamy do czynienia głównie latem i to przede wszystkim na południu kraju, na obszarach górskich. Tam występuje tzw. efekt orograficzny – wzniesienia terenu zatrzymują chmury, które kumulują się i dają obfite opady. Właśnie taką była słynna powódź tysiąclecia w 1997. Można też mówić o powodziach sztormowych, ale te rzadko u nas występują.

Oczywiście powódź, podobnie jak inne kataklizmy przyrodnicze jest zjawiskiem naturalnym i nie możemy go zatrzymać. Pozostaje tylko odpowiednio wcześniej się przygotować na kataklizm i minimalizować jego skutki.

Scenariusz najgorszy

Można bowiem wyobrazić sobie scenariusz najgorszy. Jeśli ocieplenie przyjdzie szybko i nagle, nastąpią liczne podtopienia poza rzekami. Na rzekach zaś utworzą się niebezpieczne zatory grożące w każdej chwili wylaniem. – Do takiej ewentualności szykujemy się już od połowy ubiegłego roku, gdy tylko otrzymaliśmy pierwsze sygnały, że zima może być niestandardowa – mówi Paweł Witkowski, wicedyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie. – Przygotowaliśmy tak zwany rodzinny plan przeciwpowodziowy. Informujemy w nim, jak zachowywać się w trakcie powodzi, co i jak chronić przede wszystkim, żeby skutki powodzi zminimalizować. Albo, co robić, gdy do akcji wkroczą już strażacy. Wtedy trzeba koniecznie pamiętać na przykład o odcięciu stacji trafo, które z reguły są nisko usytuowane i narażone na zalanie, a przez to zagrażają życiu strażaków. Dbamy o zapewnienie odpowiednich ilości piasku oraz worków.

W przypadku podtopień występujących poza rzekami, niewiele można zrobić. Jeśli woda nie znajdzie dróg ujścia, nie ma możliwości, by się jej szybko pozbyć. A co z bezpieczeństwem rzek?

Wysokość wałów przeciwpowodziowych jest dobierana do charakterystycznych przepływów wody. Zwykle, na obszarach poza miastami, do przepływu określanego mianem wody stuletniej, czyli takiego, którego prawdopodobieństwo wystąpienia szacuje się na 1 procent. Są też obszary lepiej chronione. Na przykład Warszawa ma wały projektowane na tak zwaną wodę tysiącletnią, czyli taką, której prawdopodobieństwo nadejścia oblicza się na 0,1 procenta. Na dużych rzekach jesteśmy więc w miarę dobrze chronieni, na mniejszych jest gorzej. Zwykle nie ma na nich wysokich obwałowań.

Niestety, nikt dzisiaj nie może zapewnić, że powódź po śnieżnej zimie nas w tym roku nie czeka. Jak informuje MSWiA, w pogotowiu jest m.in. 110 tysięcy ratowników, 10 tysięcy żołnierzy. Przygotowano też do akcji 92 tysiące metrów rękawów przeciwpowodziowych, 1288 łodzi, pontonów i motorówek, 6526 agregatów prądotwórczych, 7,7 milionów worków na piasek. Do akcji w całym kraju można skierować 48 samolotów i śmigłowców, 82 transportery pływające oraz 109 wojskowych łodzi saperskich.

 

Artykuł o zagrożeniach powodziowych i przygotowaniu kraju na wielkie roztopy będzie tematem tygodnia w najnowszym numerze Tygodnika POLITYKA, w kioskach od środy 24 lutego, e-wydanie w sprzedaży od wtorku od godziny 20.00

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dzisiejsza bieda jest inna. Pieniądze jej nie przegonią

Według GUS bieda jest w Polsce marginesem: w skrajnym ubóstwie żyje nieco ponad 4 proc. Polaków i tylko 6,5 proc. rodzin wielodzietnych. 500 plus poprawiło statystyki finansowe, ale ci naprawdę najubożsi bardziej niż pieniędzy potrzebują ludzkiej pomocy.

Juliusz Ćwieluch
26.03.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną