Słowniczek kaczyńsko-polski
Co oznacza „prezapateryzm Komorowskiego” Kaczyńskiego? Czy są słówka, z którymi nie mogą sobie Państwo poradzić? Czekamy na propozycje!
Jakub Pavlinec/PantherMedia

Nie mając pewności, co znaczy użyte ostatnio przez Jarosława Kaczyńskiego sformułowanie „prezapateryzm Komorowskiego”, poprosiliśmy o pomoc w zrozumieniu językoznawcę prof. Jerzego Bralczyka.

– Przedrostek „pre” odnosi słowo do czegoś, co było przed, wcześniej. To także jeden z takich przedrostków, które dają możliwość niebrania pełnej odpowiedzialności za sformułowanie (tak jak np. post- albo quasi-). Kaczyńskiemu zapewne chodziło o coś, co poprzedza „zapateryzm”, czyli nie tyle o działanie samego Zapatero, ile o pewien rodzaj polityki, państwowej czy społecznej, prowadzonej przez jakieś ugrupowania lewicowe, sprowadzającej się do walki z Kościołem, symbolami religijnymi itd. Wypowiedź prezesa PiS zakładałaby, że ten „prezapateryzm” już się w Polsce pojawił.

Sufiksy „-izm” i „-owszczyzna” często tworzą wyrazy pochodzące od nazwisk (gomułkowszczyzna, lepperyzm). Dzięki nim, zamiast opisywać poglądy czy politykę, można uogólnić. Gdy od jakiegoś nazwiska tworzy się tego rodzaju rzeczownik pospolity, to najczęściej jest to jakaś krytyka, czasem nawet inwektywa, a nie pochwała czy wyraz uznania (oczywiście nie odnosi się to do nazw prądów czy poglądów filozoficznych).

Jednocześnie sugeruje to, że rzeczywistość jest opisana precyzyjnie, że to jest prawie termin naukowy. Użycie takiego sformułowania utrudnia dyskusję, bo dyskutować można z określeniami odnoszącymi się do konkretnych zjawisk, zachowań czy sposobu myślenia, jak np. walka z symbolami religijnymi. Wówczas łatwiej można odpowiedzieć, że to nieprawda. W różnych momentach historycznych takie słowa bywały niebezpieczne. Mówiło się np. „trockizm” i wiadomo było, że to coś, z czym należy walczyć. Wróg musi być nazwany i to w taki sposób, który przywołuje wrażenie zagrożenia, najlepiej w miarę realnego. Zapatero nie jest dyktatorem ani tyranem, w końcu ma wielu zwolenników. Jest też człowiekiem, który rządzi. Komorowski też jest u władzy. Można próbować wprowadzać takie pojęcia, przy czym lepszy, bo mniej określony, jest „prezapateryzm” niż „zapateryzm”. Tylko czekać, kiedy pojawią się prezapateryści.

Prof. Bralczyk spróbował również rozszyfrować wyrażenie barbaryzacja Polski dokonywana przez Janusza Palikota: – O barbaryzacji można mówić z punktu widzenia kultury albo wyższych wartości, to nie zawsze musi być to samo. Barbarzyńca nie akceptuje, nie wyznaje naszej kultury, która z założenia jest wyższa, zagraża jej. My jesteśmy tą cywilizacją prawdziwą, wobec której inne propozycje są barbarzyńskie. Od rzymskich czasów dziki i brodaty „barbarzyńca” nabył dodatkowych konotacji – wywołuje skojarzenia nie tylko z odmiennością, lecz także okrucieństwem (są barbarzyńskie metody, barbarzyńskie zwyczaje, czyli nieliczenie się z ludźmi i wartościami, barbarzyńsko można traktować człowieka, znęcając się nad nim czy zabijając go). Barbaryzowanie byłoby ciągłym procesem, to forma niedokonana. Zaś barbaryzacja może być procesem, ale może też być czymś, co się już dokonało. Określenie kogoś promotorem tego, który barbaryzuje, jest ciekawe, bo promotor łączy się z promowaniem, działaniem w sferze intelektu.

Hiperoportunizm red. Lisickiego, szefa „Rzeczpospolitej”: – Dążenie do absolutywizacji jest charakterystyczne dla języka Jarosława Kaczyńskiego. On nie może powiedzieć, że coś jest oczywiste, mówi, że jest to „oczywistą oczywistością”. Atak jest od razu „niesłychanie agresywny” i nic więcej właściwie tutaj dodać już nie można. Takie przedrostki, które intensyfikują (super-, hiper-, ekstra-), są bardzo często używane w reklamie. Z jednej strony jesteśmy na nie podatni, ale z drugiej strony znieczulają nas, odbierają wrażliwość. Jeśli powiem, że coś jest „super”, to jest to już zwykle dobre, nic więcej. A „super hiper” dopiero mogłoby być czymś „ekstra mega”. Zasadniczą kwestią jest to, z czym to się może łączyć. „Oportunizm” sam w sobie jest ciekawy, dla wielu to „stawianie oporu”! Prawdziwy „oportunizm” łączy się z podążaniem za siłą, za większością. Jest więc często czymś bliskim inercji, zaniechania. Jeżeli dodajemy do tego taki intensywny przedrostek, to tworzymy swojego rodzaju hybrydę – trudniej bezwładowi być hiperbezwładem.

Mamy dla naszych Czytelników propozycję, aby sami spróbowali rozszyfrować kilka innych sformułowań:

Troszkę dostosować się do obowiązującego tonu
Chłopcy bawili się zapałkami
Sfera niejako pośrednia: sfera odpowiedzialności moralnej i politycznej
Katyńska gra Donalda Tuska z Władimirem Putinem
Obrońca Wojskowych Służb Informacyjnych prezydent Komorowski
Pan Komorowski
Bzdury wierutne, odrażające
Radykalny brak odwagi
Skrajne tchórzostwo

Czekamy na Państwa propozycje na forum.


prof. J. Bralczyk:
– Rozumiemy teksty niejako na trzech poziomach. Pierwszy poziom związany jest z rozumieniem bądź niezrozumieniem słów, drugi dotyczy zdań, trzeci zaś całego tekstu w ogóle. Często rozumiemy na pierwszym i trzecim poziomie, z trudnością interpretując poszczególne zdania. Dość rzadko się zdarza, żebyśmy nie rozumieli na pierwszym poziomie, rozumiejąc na drugim i trzecim. Tutaj taki przypadek chyba właśnie zachodzi. Kaczyński używa słów, które nie są łatwe do zrozumienia, ale o co chodzi prezesowi, to my chyba wiemy.
Kaczyński jest w moim przekonaniu człowiekiem językowo sprawnym. Ma umiejętność budowania zdań, ma umiejętność przekazu całościowego, natomiast czasami wydaje mu się, że język nie wystarcza i że potrzebne są jeszcze na poziomie leksykalnym pewne nowe elementy, które pozwalają na intensyfikowanie. Ten język, który jest, to dla niego czasem za mało. Dlatego sięga po te „hiper” „izmy” i szuka mocy w języku. I czasem ją znajduje.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną