Kto za in vitro, ten poza Kościołem

Jak bomba
Katolicy popierający in vitro mają kłopot; niestety, niekatolicy też.

Tuż po noblu za in vitro i przed sejmową debatą na temat ustawy regulującej polski episkopat ponowił swe negatywne stanowisko w tej kwestii.

Kościelny ekspert od in vitro, abp Henryk Hoser, sam lekarz i były misjonarz w Afryce, porównał metodę in vitro do wynalazku bomby atomowej. Technologicznie to wielkie osiągnięcie, ale zastosowanie to całkiem inna sprawa, zaznaczył w wywiadzie dla PAP.

Negatywne stanowisko Kościoła hierarchicznego w sprawie in vitro jest znane i nie zmieni się w przewidywalnej przyszłości. Wiemy też, że biskupi od dawna lobbują na rzecz niedopuszczalności prawnej zapłodnienia pozaustrojowego. Wszystko to mieści się w ramach debaty publicznej.

Katolicy zostali pouczeni i ostrzeżeni. Ci, którzy z powodów osobistych lub innych nie zgadzają się z nauką Kościoła w tej sprawie, mają więc problem. Tak samo jak politycy i parlamentarzyści, uważający się za katolików, ale otwarci na argumenty za dopuszczeniem metody.

Tym abp Hoser miał do przekazania, że jeśli nie działają przeciwko ustawie dopuszczającej in vitro, automatycznie stawiają się „poza wspólnotą Kościoła”. Przekaz twardy, lecz jasny. Z tym, że dostojnik kościelny wtrącił do niego słowa „moim zdaniem”, co odrobinę łagodzi ostrość sformułowania.

„Poza wspólnotą Kościoła” oznacza de facto ekskomunikę, najcięższą karę kościelną dla osoby wierzącej. Jeśli episkopat w całości podzieli opinię Hosera, katolicy, którzy mają inne zdanie, mogą być napiętnowani. Dla polityków katolików to w polskich realiach eliminacja z życia publicznego, chyba że sami wyjdą z Kościoła. Ilu z nich okazałoby się gotowymi do cywilnej śmierci za in vitro?

Ale zmartwienie mają też niekatolicy. Głosem episkopatu nie muszą się kierować, jednak mogą być atakowani za ignorowanie etyki katolickiej, którą u nas przedstawia się często jako jedyną możliwą. W Polsce z taką łatką żyć się da, ale mało komu aktywnemu publicznie to całkiem nie przeszkadza, że go tu i ówdzie przedstawiają jako zwolennika „cywilizacji śmierci”.

A sedno sprawy jest przecież takie, że nie ma przekonujących podstaw, by polski parlament przyjął kościelne stanowisko. Zwłaszcza, że zgłoszone umiarkowane projekty ustaw biorą pod uwagę zastrzeżenia przeciwników in vitro w kluczowej sprawie niewykorzystanych zarodków.

W Polsce nie wszyscy są katolikami, nie wszyscy katolicy odrzucają in vitro, dlatego prawo nie może i nie powinno wyłączać tych osób ze wspólnoty obywatelskiej, która jest szersza i ważniejsza niż wspólnota Kościoła.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną