Rozmowa z Bohdanem Zdziennickim, prezesem TK

15 prawych ludzi
O zbliżającej się wymianie sędziów Trybunału Konstytucyjnego i o tym, czy mogą oni mieć swoje poglądy polityczne - mówi Bohdan Zdziennicki.
Bohdan Zdziennicki, prezesem Trybunału Konstytucyjnego
Tadeusz Późniak/Polityka

Bohdan Zdziennicki, prezesem Trybunału Konstytucyjnego

Bohdan Zdziennicki
Tadeusz Późniak/Polityka

Bohdan Zdziennicki

Janina Paradowska: – W ciągu kilku miesięcy, od grudnia poczynając, nastąpi największa wymiana sędziów Trybunału Konstytucyjnego w jego dziejach. Odchodzą ci najbardziej doświadczeni, pozostają głównie nowi, często mocno politycznie naznaczeni. To groźna zmiana?

Bohdan Zdziennicki: – Jako prezes nie mogę oceniać poszczególnych sędziów, w orzekaniu wszyscy są równi. Faktem jednak jest, że nie mamy okazji dyskutować o tym, kto w tym gremium zasiądzie. W Stanach Zjednoczonych wybór członka Sądu Najwyższego jest wielkim wydarzeniem; debatuje się, kto jest bardziej liberalny, kto zbyt konserwatywny, co często rozgrzewa całą opinię publiczną. U nas temperatura jest zbyt letnia.

Sądzi pan, że kandydaci na sędziów TK powinni mówić o swoich poglądach, systemie wartości, przekonaniach politycznych, a nie chować ich i udawać, że są obiektywni i bezpartyjni?

Kandydaci na pewno mogą i powinni prezentować swoje poglądy, system wartości, ale wszystko to powinno być wyzute z jakiejkolwiek polityki. Na tym polega istota zawodu sędziego.

To jest możliwe?

Każdy ma swoje poglądy filozoficzne, to jego prawo, podobnie jak każdy ma prawo mieć poglądy polityczne, ale trzeba je oddzielić od przywiązania do poszczególnych partii. Sędzia ma być wierny konstytucji, a nasza ustawa zasadnicza opiera się na wartościach demokratyczno-liberalnych. Inna sprawa, że co najmniej od pół roku powinny być wysuwane różne nazwiska i powinno ich być zdecydowanie więcej niż miejsc do obsadzenia. Tymczasem dopiero teraz, praktycznie tuż przed wyborem, pojawili się kandydaci. Nasze nazwiska były znane o wiele wcześniej.

Ale pan też był kandydatem politycznym.

W Polsce wybór jest ostatecznie polityczny, dokonuje go Sejm zwykłą większością, a nie jak w niektórych państwach kwalifikowaną, gdzie do wyboru nie wystarczają tylko głosy rządzącej większości, ale trzeba też pozyskać głosy opozycji. Nie przekreśla to jednak wagi argumentów merytorycznych. Proszę zresztą spojrzeć na tych, którzy byli wybrani wraz ze mną, a było to za rządów lewicowych: prof. Ewa Łętowska, której autorytetu nikt nie zakwestionuje, podobnie jak prof. Mirosława Wyrzykowskiego; ja przez 20 lat byłem sędzią NSA i można przejrzeć tysiące moich wyroków; prof. Marek Mazurkiewicz jako parlamentarzysta przewodniczył zgromadzeniu uchwalającemu konstytucję, prof. Marian Grzybowski jest prezesem Polskiego Towarzystwa Konstytucyjnego. Taki jak u nas wybór ma też swoje zalety, otrzymujemy rodzaj podwójnego umocowania – jedno konstytucyjne i dodatkowo wybór przez parlament reprezentujący suwerena – Naród. Ma to, oczywiście, również mankamenty, gdyż czasem polityka zwycięża.

Pan mówi o tożsamości ideowej sędziów, ale u nas oceny są prostsze: ci są pisowscy, ci są eseldowscy, a ci z PO. I nie ma co ukrywać, to widać w orzeczeniach czy w zdaniach odrębnych.

Cenię zdania odrębne, napisałem ich chyba najwięcej i uważam, że są one równie ważne jak orzeczenia. Może się przecież w przyszłości zdarzyć, że właśnie uzasadnienie zdania odrębnego okaże się trafne i będzie stanowić argument w orzekaniu. Zdanie odrębne powstaje wówczas, gdy sędzia dochodzi do wniosku, że stoi już przy ścianie, bo nie może zaakceptować rozstrzygnięcia większości. W naszym systemie zdanie odrębne ma wysoką rangę, wygłasza się je, potem jest publikowane w Zbiorze Urzędowym Orzecznictwa TK.

O postrzeganiu Trybunału jako gremium ulegającego jednak politycznej presji świadczą nie tylko niejednomyślne wyroki, ale także sytuacja, w której Trybunał zwleka z rozpatrzeniem jakiejś sprawy, bierze się za nią niechętnie. Gdy patrzę wstecz,

to właściwie jedynie ustawa lustracyjna została rozpatrzona szybko, przed wejściem przepisów w życie, z innymi się wam nie spieszyło.

Takie oceny w dużej mierze wynikają z nieznajomości zasad funkcjonowania Trybunału. Prezes wyznacza rozprawę wówczas, gdy w wyniku wielu wcześniejszych narad i konsultacji rysuje się większość co do kierunkowych rozstrzygnięć. Dlatego bardzo rzadko odraczamy rozprawy, a wydajemy przecież 160 orzeczeń rocznie. To jest potężna liczba spraw, bo przecież cały czas inne są w toku. Przeciętny okres rozpatrywania sprawy wynosi obecnie 18 miesięcy. To nie jest długo, biorąc pod uwagę, że znakomita większość tych najtrudniejszych orzeczeń zapada w składach pełnych, 15-osobowych, to oznacza, że tylu ludzi o różnych poglądach, różnych specjalnościach musi dojść do konsensu. W jednej ze spraw podatkowych, która nie rozgrzewa emocji, mamy już szóstą wersję projektu orzeczenia końcowego i nie wiadomo, czy na tym się skończy.

Mówi pan, że w zasadzie nie odraczacie spraw, tymczasem kwestię oceny z religii na świadectwie odroczyliście. Argument, że Trybunał ugiął się przed Kościołem, wcale nie jest od rzeczy.

Można przeczytać, czego dotyczył wniosek i co Trybunał mógł rozpatrzyć związany tzw. zasadą skargowości. Przedmiotem wniosku nie było przecież to, czy w ogóle ma być religia w szkole. Posłowie lewicy nie kwestionowali także tego, że religia jest traktowana jak każdy inny przedmiot dodatkowy. Jeżeli jest traktowana jak każdy inny przedmiot dodatkowy, to dlaczego jako jedyny ma być pozbawiona oceny? I tylko w tej sprawie Trybunał się wypowiedział, bo z urzędu nie może rozszerzać wniosku.

Czy mam rozumieć, że posłowie źle napisali swoją skargę i jeżeli napiszą ją lepiej, sprawa może wrócić?

Zawsze można złożyć kolejny wniosek. Reszta zależy od składu orzekającego.

W ostatnim czasie zmniejszyła się liczba ustaw zaskarżanych do Trybunału. A przecież nie zmniejszył się konflikt polityczny, który owocował m.in. dużą liczbą spraw.

Mamy w tej chwili 200 spraw do rozpatrzenia, czyli ich liczba jest ogromna. W czasie mojej kadencji liczba spraw z roku na rok rosła o około 20 proc., ten wzrost uległ zahamowaniu dopiero w 2009 r. Rzecz w tym, że nie budzą one takich namiętności politycznych, gdyż mają wydźwięk głównie merytoryczny, chociaż bardzo ważny dla różnych grup społecznych.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną