Z Andrzejem Wajdą, reżyserem

Osiem i pół (dekady)
Andrzej Wajda o stałym niezadowoleniu inteligentów z władzy, o nowych Dantonach i Robespierre’ach, o polskich tęsknotach i kompleksach.
Andrzej Wajda podczas próby Makbeta, sztuki, którą wyreżyserował dla Teatru Telewizji.
Tomasz Sternicki/Forum

Andrzej Wajda podczas próby Makbeta, sztuki, którą wyreżyserował dla Teatru Telewizji.

Mistrz podczas sesji zdjęciowej dla Polskiej Agencji Prasowej.
Marcin Kaliński/PAP

Mistrz podczas sesji zdjęciowej dla Polskiej Agencji Prasowej.

Nakręcony w 2007 roku Katyń dał Wajdzie ostatnią jak do tej pory nominację do Oscara.
Forum

Nakręcony w 2007 roku Katyń dał Wajdzie ostatnią jak do tej pory nominację do Oscara.

Wajda na planie Pana Tadeusza. Wrzesień 1998 roku.
Piotr Małecki/Agencja Gazeta

Wajda na planie Pana Tadeusza. Wrzesień 1998 roku.

Jacek Żakowski: – Podziwiam, że przetrwał pan tyle jubileuszy, a ma pan jeszcze siłę na kolejny.
Andrzej Wajda: – Teraz dopiero przywalę. Jak zrobię film o Wałęsie. Ale nie mówmy o jubileuszu. Mówmy o czymś ciekawym.

Czyli?
Może jak zawsze. O Polsce.

Dobiją Tuska?
Politycznie wiele na to wskazuje.

To dobrze czy źle?
Ja się solidaryzuję z apelem, żeby się odpieprzyć od Tuska. Nie dlatego, że jak nie Tusk, to PiS, ale dlatego, że ocenia się go wedle jakichś oderwanych od rzeczywistości abstrakcyjnych kryteriów. Wałęsa też był wybawicielem, kiedy przeganiał komunę, a potem nagle się okazało, że nigdy nie było gorszego polityka. I z Mazowieckim to samo. Dlaczego u nas zawsze tak jest?

Może w polskich głowach zbawiciele na dłuższą metę są nie do wytrzymania. Rozumie pan dlaczego?
Kiedy obalaliśmy poprzedni system, wydawało nam się, że znacznie większa część społeczeństwa będzie chciała i umiała skorzystać z wolności. A przynajmniej połowa okazała się niezainteresowana.

Klasyczny błąd oświeceniowej sielanki, narodników i poety z „Wesela”.
Dokładnie. Plus dwa miliony tych, którzy wyjechali, żeby lepiej pożyć. A przecież nie wyjeżdżali bierni i bezwartościowi, tylko raczej przeciwnie. Sielanka się nie udała.

Ale my nie mamy dziś kłopotu z „prostym ludem”, tylko z szeroko rozumianą elitą. Kto maltretuje i obala Tuska? Leszek Balcerowicz – kiedyś przewodniczący Unii Wolności, partii inteligenckiej, czyli też pańskiej i mojej. Aleksander Smolar – jeden z najważniejszych polskich intelektualistów. Ważne figury tego środowiska, z którym związany jest Tusk, pan i ja. Co się stało?
Prawdopodobnie spodziewali się czegoś, co nie zostało zrealizowane.

Jak zawsze.
I jak zawsze zawiedziona miłość wywołuje największe frustracje. Spodziewaliśmy się, że pod rządami Tuska nareszcie zrealizuje się odwieczne marzenie o władzy zdrowego rozumu. PO wydawała się…

...rozumnym głosem w twoim domu...
Właśnie. Tylko tegośmy chcieli. A tu się okazuje, że rozum nie daje takich jasnych i jednoznacznych recept, jak nam się wydawało. Czym kto miał większe nadzieje, tym bardziej się teraz frustruje.

Dlatego jest mi łatwiej, że nigdy nie kochałem Tuska.
Oczywiście. Kto Tuska i PO cenił, lubił, szanował z dystansem, ten się teraz nie męczy, nie wścieka, nie frustruje. W polityce ważny jest realizm. Niech pan popatrzy, co się w Europie wyrabia. Kto tu teraz rządzi! Co to są za postaci, namiętności, tendencje.

Berlusconi, Sarkozy, Klaus…
Kabaret, gdzie się pan nie obróci.

W Polsce to jest po raz pierwszy inteligencki kabaret.
To dlatego pan do mnie przychodzi! Jako do winnego, który ma się tłumaczyć za inteligentów dewastujących rządy zdrowego rozumu?

Jako do człowieka, który całe życie formował i prześwietlał inteligenckie dusze i umysły. Bo pierwszy raz od 1990 r. mamy inteligencki i inteligentny rząd, wyzwalający się z ideologicznych czy doktrynalnych okowów, wdrażający szkołę społecznego myślenia, merytorycznego sporu, publicznej politycznej debaty. I na ten rząd nagle rusza warszawski salon. Co się stało z naszymi przyjaciółmi?
W 1989 r. Wałęsa kazał mi startować do Senatu z Suwałk. Miałem przeciw sobie generała, który rozwieszał ulotki „Czy reżyser z daleka zrozumie prostego człowieka?”. Wygrałem, bo mnie znali i za mną był Wałęsa. Ale w następnych wyborach już nie startowałem. Bo uważałem, że oni sami muszą się w tych Suwałkach ułożyć i wyłonić swoich. Ułożyli się, a ja patrzyłem z boku. Może teraz też coś takiego się stało. Ludzie się ułożyli, jak chcieli. I wybrali Tuska. Elita została z boku, a jej część nie chce się z tym pogodzić.

To by mi lepiej wyjaśniło genezę wojny elit z rządem koalicji PiS-LPR-Samoobrona.
To była święta wojna. Na śmierć i życie. A kiedy Kaczyński odpłynął i przyszła Platforma, oczekiwania elity prawdopodobnie były ponad miarę. Wszystko, co inni popsuli przez 20 lat, Tusk miał zreperować. Wszystko, czego nie zrobili inni, Tusk miał teraz zrobić. Nierealne. Ale po trzech latach wszystko, co się dzieje, w publicznych emocjach obciąża już Tuska. Chociaż inni przez lata podejmowali decyzje mające swoje odbicie w ekonomii, prawie, instytucjach…

...i w głowach...
To, co w głowach, zmienia się najtrudniej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną