Rosja gra na Kaczyńskiego?

Putin woli PiS
Rosjanie (a już na pewno tzw. grupa putinowców) wyraźnie nie chcą, aby w jesiennych wyborach parlamentarnych zwyciężyła partia Donalda Tuska. Wolą sukces Jarosława Kaczyńskiego i objęcie przez niego rządów.

Tak wynika z faktów, które układają się w logiczny ciąg: dręczenie Polski Nordstreamem, zwłaszcza przebiegiem rury, która zagraża polskiemu portowi, zwlekanie przez wiele miesięcy z przykryciem wraku Tupolewa, cięcie go na części i odmowa jego wydania, podobnie jak czarnych skrzynek rządowego samolotu. Dokłada się do tego fatalna współpraca przy śledztwie, a potem upokarzający w treści raport MAK oraz nieskonsultowanie ze stroną polską terminu jego upublicznienia, przez co generał Anodina zaskoczyła premiera Tuska na nartach w Dolomitach. Wreszcie demonstracyjna zamiana tablicy w Smoleńsku.

Rosjanie dobrze wiedzą, że duża część Polaków ma do ich kraju stosunek, oględnie mówiąc, niechętny. Z drugiej strony, jak wiadomo, nic w Rosji nie dzieje się przypadkowo; wszystkie działania są inspirowane, a przynajmniej muszą mieć zgodę najwyższych czynników. Zatem przeczołgiwanie Tuska, te wszystkie afronty i „niezręczności” muszą służyć tylko jego świadomemu osłabianiu. W przeciwnym razie trzeba by uznać, że Rosja, uznawana powszechnie za państwo, które potrafi doskonale rozgrywać swoje interesy w innych krajach, nagle, w przypadku Polski, popadła w chaos i bałaganiarstwo. Albo zatem osłabia Tuska nieświadomie, czyli działa bezmyślnie (co raczej nieprawdopodobne), albo świadomie, czyli osłabić po coś chce.

Pytanie, po co? Otóż Jarosław Kaczyński na czele polskiego rządu miałby dla Rosjan mnóstwo zalet. Wzmacniałby wizerunek kraju z zaawansowaną rusofobią, co można wykorzystywać w relacjach z innymi państwami europejskimi i pomijać Polskę, mówiąc: patrzcie, jak my z nimi mamy rozmawiać? Dochodzi do tego duża nieufność prezesa PiS wobec Niemiec, a więc polski premier nie jeździłby już konsultować się z kanclerz Merkel, co dałoby Rosjanom i Niemcom wolną rękę przy kolejnych wspólnych projektach. Kaczyński to także promocja polskiego nacjonalizmu, a więc osłabianie i tak nadwątlonej spoistości Unii Europejskiej. W sprawie Katynia, a także Smoleńska, Kaczyński zażądałby przeprosin, pokajania się za ludobójstwo i odszkodowań, co zwolniłoby Rosjan z robienia czegokolwiek pod hasłem, że żądania są ekstremalne, niewykonalne, a przez to niepoważne.

Ponadto, premierostwo Kaczyńskiego przy prezydenturze Komorowskiego to gwarantowane polskie piekło wewnętrzne i awantury w polityce zagranicznej, przy których animozje pomiędzy Tuskiem a Lechem Kaczyńskim wydadzą się miłym wspomnieniem. Rosjanie przy Tusku musieli się mocno męczyć, bo szef PO miał wobec nich postulaty na tyle umiarkowane i zasadne, że nie można go było od razu z nimi odesłać z etykietą oszołoma. Trzeba było się jednak spotykać, odbywać jakieś rocznice, czynić gesty. Przy Kaczyńskim polityka rosyjska byłaby prościutka. Trudno sobie wyobrazić, że Kaczyński ściska rękę Putina, gdy jego kukłę sympatycy PiS już profilaktycznie spalili pod ambasadą Rosji. Żyć nie umierać, sprawa z głowy, Polska z głowy. Unia osłabiona. Dlatego Rosja Putina woli Kaczyńskiego i na niego stawia. Jeśli jest w Polsce partia faktycznie realizująca interesy Moskwy (przynajmniej w jej oczach), to jest nią PiS Kaczyńskiego.

PS: Nie upieram się przy tym rozumowaniu, choć od strony formalnej w zasadzie niewiele można mu zarzucić. To było ćwiczenie pokazujące, jak można, przy odrobinie złej woli, uzasadnić każdy pogląd, nawet taki, który koledzy dziennikarze z wydawnictw patriotycznych z krzykiem odrzucają jako monstrualną brednię. Ten komentarz to propozycja małej, świątecznej refleksji.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj