Z braćmi Bratkowskimi o naprawie Polski

Choroba niedasię
Andrzej i Stefan Bratkowscy, autorzy książki „Gra o jutro”, o tym, co poszło nie tak przez ostatnie 20 lat i o naprawie Polski
Andrzej i Stefan Bratkowscy.
Tadeusz Późniak/Polityka

Andrzej i Stefan Bratkowscy.

Stefan Bratkowski (w okularach) z Jackiem Kuroniem podczas zebrania NZS w 1980 r.
Janusz Fila/Forum

Stefan Bratkowski (w okularach) z Jackiem Kuroniem podczas zebrania NZS w 1980 r.

Stefan Bratkowski głosuje w wyborach parlamentarnych 2007 r.
Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta

Stefan Bratkowski głosuje w wyborach parlamentarnych 2007 r.

'Gra o jutro'.
Polityka

"Gra o jutro".

Jacek Żakowski: – Ale dół!
Andrzej Bratkowski: – Dlaczego?

Bo w książce „Gra o jutro” pokazali panowie, że wszystko poszło nie tak.
Stefan Bratkowski: – W ogóle nie o to chodziło. Nie o przeszłość. O jutro właśnie.

No to po kolei wątki z panów książki. Konstytucja: kiepska.
S: Nigdy nad ustrojem naszej demokracji nie dyskutowano. Od 80 lat. Teraz też nie było żadnej publicznej dyskusji, tylko polityczny kompromis.

Samorządy – dobra ustawa z 1990 r., popsuta już w 1997. Między innymi wprowadzeniem powiatów i samorządowych wielkich województw, dających zajęcie krewnym i znajomym partyjnych królików.
A: Usiłowano rozwodnić samorządność w wielopiętrowej i wielotysięcznej, politycznej i biurokratycznej strukturze. Cały świat spłaszcza struktury administracji – a my dodaliśmy dwa poziomy – powiaty i wielkie województwa.

Sądy – jakby przeniesione żywcem z PRL, nie działają.
S: No, jeśli miliony ludzi idą prawować się do sądów, to znaczy, że je traktują serio. Rzecz w tym, by nasi młodsi koledzy, prawnicy, zechcieli dyskutować…

Banki – kompletnie fałszywa wizja ich roli w gospodarce.
A: To rzeczywiście dramatyczna sprawa, kiedy bank nie czuje się współodpowiedzialny za przedsiębiorstwo, które kredytuje. Ani nie zna jego rynku.

Państwo – bezduszny biurokratyczny moloch zamiast menedżera dobra wspólnego.
S: To państwo jakoś nieźle idzie, ani drgnęło po katastrofie smoleńskiej. Za to biurokracja w całej Europie wymaga wspólnych badań i reform. Ale nie rewolucji.

Emerytury – do kitu.
S: Systemy emerytalne wszędzie chorują.

Ubezpieczenia zdrowotne – postawione na głowie.
A: I one też dosłownie wszędzie chorują. Nie tylko u nas. Dlatego warto wrócić do podstawowych doświadczeń ubezpieczeniowych.

Polityka mieszkaniowa – bez głowy…
A: No tak, od 1993 r. próbuję tłumaczyć, że można inaczej… Nie umiem zrozumieć, dlaczego mit powszechnej własności mieszkania przeważa w Polsce nad racjonalnym myśleniem.

Bo kamienicznik jest straszny.
S: To wynieśliśmy z PRL.

Ale się potwierdza.
A: Mamy ustawodawstwo, które na to pozwala. W Niemczech właściciel nie jest straszny. W Anglii nie jest straszny. We Francji nie jest straszny. U nas prawo robi z kamienicznika potwora. I nie ma na konserwację budynków. Do tego robi się atmosferę „sprzedali nas razem z blokiem”. Czy Łęcki, sprzedając kamienicę Wokulskiemu, pytał lokatorów o zgodę?

Byli spokojni, bo chronił ich dobry car.
A: O! Było prawo, które chroniło mieszkańców i właścicieli.

S: Gdybyśmy mieli budownictwo mieszkaniowe czynszowe, a brakuje jakieś 5–6 mln mieszkań, kamienicznicy by konkurowali, wynajem byłby tańszy.

A: A teraz państwo chce sprzedawać mieszkania w Towarzystwach Budownictwa Społecznego, żeby jeszcze bardziej usztywnić rynek mieszkaniowy i zablokować mobilność pracowników. Człowiek z Sokółki nie będzie pracował w Warszawie, bo nie ma tu gdzie mieszkać. Pojedzie do Anglii czy Niemiec. Tam bez trudu wynajmie mieszkanie, na jakie go stać.

Jesteśmy za biedni.
A: Przed wojną też byliśmy biedni, a budowano czynszówki. Bo państwo działało z głową. Na przykład w Warszawie było specjalne Towarzystwo Kredytowe Miejskie. Ze sprzedaży swoich listów zastawnych finansowało długoterminowy kredyt hipoteczny na budowę kamienic czynszowych; kupony od tych listów zastawnych spłacały nawet niemieckie władze podczas okupacji.

S: To były papiery wartościowe o stałym oprocentowaniu, najbezpieczniejsze papiery, odporne na inflację, bo wyceniano je według aktualnej ceny nieruchomości.

A: Takich wypróbowanych rozwiązań, z których nie korzystamy, jest mnóstwo. Dominuje nierealistyczna wiara, że każdy powinien i może być właścicielem swojego mieszkania.

Dlaczego?
A: Za Gomułki to był pomysł na kanalizowanie „nawisu inflacyjnego”. I wpadliśmy w ten kanał.

Czytając „Grę o jutro” ma się wrażenie, że tym kanałem płyniemy do kloaki.
A: Nie ma żadnej kloaki w perspektywie, co najwyżej w sprawach mieszkalnictwa – bezruch. Bo nie rozmawiamy o przyszłości i nie czerpiemy z istniejącej wiedzy ani z wypróbowanych rozwiązań.

S: Tematem debaty są partyjne przepychanki i krzywdy przeszłości. Znajdźcie kogoś sensownie rozmawiającego o tym, co warto w Polsce zrobić.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną