Tragiczny weekend na drogach

Za szybcy, za wściekli
71 zabitych, 650 rannych – tragiczny bilans długiego weekendu na drogach od rana powtarzają wszystkie telewizje i stacje radiowe. Tylko że nic z tego nie wynika. Polska przegrywa walkę o bezpieczne drogi.

Liczba ofiar robi wrażenie, to najgorsze pod tym względem dni w tym roku. Tym gorsze, że podczas czerwcowego weekendu trwała mocno nagłośniona akcja policji „Bezpieczny weekend”, a Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad prowadziła swój edukacyjny program Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa „Weekend bez ofiar”.

Jak wynika z policyjnych statystyk, podczas ostatnich dwóch „długich weekendów” było niewiele „lepiej”.  Wielkanoc: 379 wypadków, 35 zabitych, 468 rannych, 1876 zatrzymanych pijanych kierowców. Majowy weekend: 420 wypadków, 41 zabitych, 547 rannych, 2268 zatrzymanych pijanych kierowców. Dodajmy jeszcze – od początku roku do końca kwietnia zginęło na drogach ponad tysiąc osób.

Ponieważ to „tylko statystyka” od jakiegoś czasu instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo na drogach próbując uświadomić skalę tragedii mówią, że „to tak, jakby co kilka tygodni rozbijał się samolot pasażerski” albo „wymierało miasteczko”. 

Bez efektu. I tak niestety będzie, dopóki nie zmieni się mentalność polskiego kierowcy, który wsiadając do auta ma myśli o głównie o jednym – by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. A więc dociska mocno gaz, szczególnie gdy świeci słońce, a droga jest sucha. Dowód? W zimowe „długie weekendy” ofiar jest nieporównywalnie mniej: Nowy Rok - 13, Trzech Króli – 18.

Jeździmy za szybko i zbyt niebezpiecznie, złe drogi to tylko wymówka. Im szybciej te zależności zrozumiemy, tym lepiej. Inaczej wszyscy się pozabijamy.   

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną