Kraj

Cicha taca

Skąd Kościół ma pieniądze

„ Polską specyfiką jest to, że państwo daje Kościołowi dużo i nawet nie chce policzyć ile”. „ Polską specyfiką jest to, że państwo daje Kościołowi dużo i nawet nie chce policzyć ile”. Corbis
Finanse Kościoła w Polsce nadal są tabu, ale coraz głośniej zaczyna się mówić o ich uregulowaniu. Aby wierni wiedzieli, ile i za co płacą, a zwłaszcza – ile Kościół bierze od państwa.
„Podatnicy świeccy mogliby marzyć o stawkach, które płacą proboszczowie i wikariusze. Ich podatek jest symboliczny, zależy wyłącznie od liczby parafian”.Leszek Zych/Polityka „Podatnicy świeccy mogliby marzyć o stawkach, które płacą proboszczowie i wikariusze. Ich podatek jest symboliczny, zależy wyłącznie od liczby parafian”.
„Kościół konsekwentnie o stanie swoich finansów milczy, a państwo – mimo ogromnych dotacji – żadnej ciekawości w tej kwestii nie przejawia”.Polityka „Kościół konsekwentnie o stanie swoich finansów milczy, a państwo – mimo ogromnych dotacji – żadnej ciekawości w tej kwestii nie przejawia”.
Polityka

Janusz Palikot odświeżył pomysł likwidacji finansowanego przez państwo Funduszu Kościelnego. Zamiast tego wierni odpisywaliby na Kościół 1 proc. swojego podatku. Episkopatowi pomysł bardzo się spodobał, ministrowi finansów nie. Rachunek jest prosty – Fundusz Kościelny kosztuje budżet 94 mln zł, 1 proc. z PIT mógłby uszczuplić dochody państwa nawet o 500 mln zł rocznie. W dodatku Fundusz Kościelny (z jego konta finansowane są składki emerytalne dla części duchownych oraz odnowa niektórych zabytków sakralnych) nie jest ani jedyną, ani nawet największą dotacją państwa na rzecz Kościoła. Polską specyfiką jest to, że państwo daje dużo i nawet nie chce policzyć ile: wydatki na ten cel zadekretowane są w różnych ustawach i poukrywane w budżetach MON, MEN, Biura Ochrony Rządu, Służby Celnej, ZUS, a nawet w puli środków przeznaczonych na służbę zdrowia. W Ministerstwie Finansów zbiorczych danych nie ma.

Sprecyzowaniem stosunków finansowych na linii państwo–Kościół miała zająć się specjalna komisja, której powstanie zapisano w artykule 22 konkordatu. Nomen omen – ten artykuł żywcem przypomina słynny „Paragraf 22”: mimo że ratyfikowano go w lutym 1998 r., komisja… do tej pory nie powstała. Trudno powiedzieć, której ze stron mniej zależało na jej powołaniu. Kościół przecież i tak zadbał, aby w tym samym artykule znalazł się zapis o uwzględnieniu jego potrzeb. Ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że systemowe uregulowanie finansów wymusi ich jawność, a na to Kościół nie zdecydował się do dziś.

Państwo natomiast ustąpiło na całej linii. Nawet bardzo restrykcyjne przepisy o zbiórkach publicznych, nakazujące m.in. dokładne rozliczenie się z zebranych sum, czyni jeden wyjątek – nie musi tego robić Kościół. Pod warunkiem, że są to ofiary na cele religijne, charytatywne lub oświatowe. Przywilej ten także zapisany jest w konkordacie.

Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej, uważa, że sprawa finansów Kościoła obrosła mitami i mylnymi wyobrażeniami: – Niektórym wydaje się, że polski Kościół jest instytucją niesamowicie bogatą. Z mojej wiedzy, a jestem nieźle zorientowany, wynika, że jest on jednym z uboższych w Europie.

W zdecydowanej większości działalność Kościoła utrzymywana jest ze składek wiernych – tłumaczy Przeciszewski. A przecież utrzymać trzeba nie tylko kościoły, ale i seminaria duchowne, hierarchię kościelną, instytucje dobroczynne, katolickie media. Sympatycy Palikota bardzo chętnie przywołują przykład świeckiej Francji, tylko że tam każda świątynia zbudowana przed 1905 r. nie tylko konserwowana jest za państwowe pieniądze, ale również ogrzewana i oświetlana. U nas ten trud spoczywa na parafii.

Pomysł Palikota, wzorowany na modelu węgierskim – wierni przekazują 1 proc. na Kościół, tak jak na organizacje pożytku publicznego – Marcin Przeciszewski uważa za optymalny. Bałby się natomiast modelu niemieckiego, w którym na Kościół wierni mogą odpisać 8–9 proc. podatku. – Polacy, jako młoda demokracja, ciągle jeszcze nie mają nawyku sumiennego płacenia podatków – tłumaczy. Dodać trzeba, że w Niemczech niepłacenie na wybraną wspólnotę wiernych wyklucza z niej podatnika. Oznacza to, że np. nie może już wziąć ślubu kościelnego.

Armia chudnie, kapelanów nie ubywa

Zdaniem Przeciszewskiego, likwidacja Funduszu Kościelnego zmusiłaby Kościół do przezwyciężenia oporu przed jawnością swoich finansów. Pozwoliłaby też płacić na Kościół tylko tym, którzy tego chcą. To jednak niezupełna prawda. Likwidacja FK nie zmieniłaby bowiem faktu, że wspieramy Kościół także wtedy, gdy nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Oto przykład: w tym roku w budżecie Ministerstwa Obrony Narodowej 20 mln 530 tys. zł wydane zostanie na pensje dla księży. W polskim wojsku jeden ksiądz kapelan przypada na 689 żołnierzy. Dodatkowo ordynariat polowy ma jeszcze do pomocy 124 pracowników cywilnych.

Ten rekordowy stan osobowy to pozostałość po ustaleniach z czasów, kiedy ordynariat wracał do wojska po przerwie za czasów PRL. Kiedy w 1990 r. go tworzono, wojsko polskie liczyło prawie 236 tys. żołnierzy. Przez ostatnie 19 lat armia skurczyła się do 100 tys. etatów. W efekcie w kilku miastach istnieją utrzymywane przez armię parafie garnizonowe, choć od wielu lat nie ma już w nich wojska. Ordynariat generuje spore koszty, ponieważ duża część kapelanów ma wysokie stopnie oficerskie. W polskiej bazie w Ghazni msze odprawia polski pułkownik i amerykański sierżant.

Po serii krytycznych artykułów na początku tego roku w MON zaczęto mówić o przeglądzie kadrowym w ordynariacie. Kościół przyjął te pomysły z oburzeniem.

Ordynariat zapowiada, że od stycznia 2012 r. zmniejszy liczbę etatów do 117. Ale mowa tu tylko o etatach cywilnych. W tych 20 mln 530 tys. zł, które wojsko wyda w tym roku na kapelanów w mundurach, nie uwzględnia się jednak pieniędzy, które wypływają z budżetu MON jako uposażenie emerytalne księży. A sama tylko emerytura pierwszego biskupa polowego Sławoja Leszka Głodzia wynosi prawie 9 tys. zł.

Na podobnych zasadach funkcjonuje Służba Więzienna, która ze swojego budżetu opłaca księży udzielających posługi duchowej skazanym. Etatowych kapelanów ma Biuro Ochrony Rządu, Służba Graniczna oraz Policja. Księża, odwiedzający chorych w szpitalach, otrzymują za to wynagrodzenie z puli przeznaczonej na nasze leczenie. Najbardziej jednak obciążony jest budżet Ministerstwa Edukacji Narodowej. Na pensje dla 18,4 tys. świeckich nauczycieli religii, 11,4 tys. księży katechetów, 2,6 tys. sióstr zakonnych i 1,1 tys. zakonników MEN musi wyegzekwować rocznie około 500 mln zł. Kiedy osiągną wiek emerytalny, będzie im przysługiwała emerytura z ZUS.

Wielkim dobroczyńcą okazała się dla Kościoła Unia Europejska. Mimo że spora część kleru straszyła Brukselą i była przeciwna integracji, w nowej rzeczywistości odnalazła się błyskawicznie. Dopłaty do gruntów rolnych to tylko jedna z form pozyskiwania środków z UE. Kościoły albo związane z nimi fundacje i stowarzyszenia coraz częściej startują w konkursach na różnego rodzaju projekty.

Przykład: w Kielcach zakon księży pallotynów, reprezentowany przez Stowarzyszenie Pro Patre, postanowił wziąć na swoje barki trud promowania województwa. Wyjątkowej urody klasztor na Karczówce zamieszkiwało tylko sześciu księży. Na dodatek, w wyniku stworzenia przez jednego z pallotynów konkurencyjnej parafii, księża z klasztoru zostali bez parafii (czytaj – bez dochodu). Postanowiliśmy stworzyć ośrodek refleksji i zadumy. Miejsce na warsztaty, spotkania – tłumaczy ksiądz Jan Oleszko, mózg projektu. Za rok na poddaszach klasztoru zamieszkają pierwsi ze 110 gości, których jednocześnie pomieści przebudowywany właśnie klasztor. Czy województwu świętokrzyskiemu opłacało się przekazać pallotynom prawie 5 mln zł z unijnego Regionalnego Programu Operacyjnego, skoro stowarzyszenie nie będzie mogło prowadzić działalności gospodarczej, czyli zasilać kasy województwa? – Oczywiście, to unikatowy projekt, dzięki któremu będziemy promować region, przyciągać turystów. Z turystami pojawią się też pieniądze – zapewnia Jacek Kowalczyk, dyr. Wydziału Promocji, Edukacji i Kultury w Świętokrzyskim Urzędzie Marszałkowskim.

Ponieważ państwo nie sumuje środków, jakie wydaje na Kościoły, o szacunki pokusił się portal Money.pl. Na podstawie budżetów resortowych, wyliczeń firmy Sedlak&Sedlak oraz FOR, policzył, że Kościół dostaje z budżetu łącznie 1 mld 630 mln zł rocznie. Wpływy od wiernych Money.pl ocenia na 1 mld 223 mln rocznie. Unijne dotacje to średnio 100 mln zł, ale to suma szybko rosnąca. Zatem, to nieprawda (jak twierdzi choćby szef KAI), że Kościół utrzymują głównie wierni. Głównie jednak państwo.

Wyspowiadać się z dochodu

„Finanse Kościoła katolickiego nie są tabu, co nie oznacza jednak, że wiedza na ich temat jest publikowana. Decyduje o tym zarówno autonomia Kościoła i państwa, jak i kwestie zwyczajowe” – powiedział w 2002 r. biskup Wiktor Skworc, przewodniczący Rady Ekonomicznej Episkopatu w wywiadzie dla KAI.

Kościół konsekwentnie o stanie swoich finansów milczy, a państwo – mimo ogromnych dotacji – żadnej ciekawości w tej kwestii nie przejawia. Marcin Przeciszewski, szef Agencji, zachęca wprawdzie Kościół do przezwyciężenia oporu przed jawnością finansów, ale rozumie tę niechęć: – Myślę, że ten lęk przed ujawnieniem liczb nie jest spowodowany ich wielkością, ale historyczną spuścizną. Przecież lata, w których Kościół ograbiany był ze wszystkiego, co ujawnił, minęły nie tak dawno temu. Ten lęk pozostał. Musi zostać przełamany.

Ksiądz Franciszek Kamecki przełamał go już 18 lat temu. Usiadł nad kartką papieru i po jednej stronie napisał „przychody”, a po drugiej „rozchody”. Następnie skrupulatnie zaczął wypełniać tę tabelkę danymi ze swojej parafii. Wymienił, ilu udzielił ślubów, chrztów, pogrzebów i ile w sumie na tym zarobił. Ksiądz Kamecki poszedł dalej – napisał, ile przez cały rok zebrał na tacę. Kiedy już to wszystko powpisywał, to skserował dokument w kilkuset egzemplarzach. Dla każdego domu odwiedzanego po kolędzie po jednym. O ile parafianie byli pozytywnie zdziwieni, o tyle koledzy po fachu – wstrząśnięci. – Nie wszystkim się to podobało. Ale skoro ja ludziom w duszę mam zaglądać, to niech oni zajrzą do mojego portfela – tłumaczy proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela w Grucznie na Pomorzu.

Od tamtego czasu finansowe sprawozdanie ksiądz Kamecki przedstawia wiernym rok w rok. W zeszłym roku wyszło mu, że parafia miała 200 tys. zł przychodu. Ale koszty też były wysokie, bo na samo ogrzewanie poszło 40 tys. zł. Niewiele mniej kosztowały pensje pracowników parafii, czyli gosposi, organisty i kościelnego. Bo u księdza Kameckiego ma być nie tylko po bożemu, ale i zgodnie z prawem. Nie jak u niektórych księży, że gosposia na kopercie robi, a o ZUS nikt się nie martwi. Ze swojej pensji, 4 tys. zł, proboszcz się także przed wiernymi wyspowiadał.

Odmienne podejście do finansowej jawności prezentuje proboszcz krakowskiej parafii przy kościele Mariackim Bronisław Fidelus. W jego zastępstwie finanse parafii podsumował tygodnik „Przekrój”. Ujawnił, że należy do niej siedem kamienic przy Rynku Głównym i w jego okolicach. Finansową pomyślność kościoła wspierają też świeccy goście hotelu Wit Stwosz, w którym najtańszy pokój poza sezonem kosztuje 270 zł. Parafia ma również własny sklep z dewocjonaliami oraz kawiarnię. Ksiądz Fidelus potrafił nawet zamienić w złoto ruch oazowy. Parafia prowadzi dwa ośrodki rekolekcyjne, w Bronowicach i Zembrzycach. Perłą w koronie są jednak liczne grunty uzyskane od Komisji Majątkowej. W Kościele Mariackim także tace są ciche. To znaczy, że wierni nie rzucają na nie monet, tylko same banknoty.

Wierni na Zachodzie, bez względu na sposób finansowania swoich Kościołów, domagają się od nich finansowej jawności. Są w tej sprawie o wiele bardziej wymagający niż fiskus – jest standardem, że proboszczowie czy pastorzy rozliczają się przed wiernymi ze stanu swoich finansów. W Polsce parafianie też coraz częściej zaczynają się nad tym zastanawiać, a jawność poniekąd wymusza Internet. Na portalu colaska.pl wierni wymieniają informacje, ile w jakiej parafii trzeba zapłacić za ślub, pogrzeb czy mszę.

Z portalu wynagrodzenia.pl dowiadujemy się, że polski proboszcz zarabia średnio 5564 zł miesięcznie. Nie ponosząc, w przeciwieństwie do własnych parafian, kosztów utrzymania mieszkania, samochodu itp. Według serwisu racjonalista.pl, miesięczne dochody proboszczów są jeszcze wyższe: 6,7–8,3 tys. zł. „Gazeta Krakowska” zajrzała do kieszeni nawet biskupowi wrocławskiemu Wiesławowi Meringowi (temu, który tak protestował przeciwko obecności Nergala w TVP). Doniosła, że zanim przeszedł na wypłacaną przez ZUS emeryturę, dostawał z Kościoła 4,5 tys. pensji. Niby niedużo, ale to przecież tylko na drobne wydatki. Zapewnienia, że wielu wiejskich proboszczów musi hodować kury i prosiaki, aby nie umrzeć z głodu, przyjmowane są przez wiernych z coraz większym niedowierzaniem.

Dokładny stan finansów ponad 10 tys. parafii w Polsce znają natomiast kurie. Nie mają jednak zamiaru dzielić się tą wiedzą ze świeckimi. One – w przeciwieństwie do fiskusa – domagają się od proboszczów skrupulatności i sprawozdawczości. Wszystkie wpływy są rejestrowane, 30 proc. dochodów zabiera parafii kuria. Państwo – w przeciwieństwie do kościelnej zwierzchności – na dochody osobiste księży przymyka oko. Podatnicy świeccy mogliby marzyć o stawkach, które płacą proboszczowie i wikariusze. Ich podatek jest symboliczny, zależy wyłącznie od liczby parafian.

W parafii do 1 tys. mieszkańców proboszcz płaci 384 zł podatku kwartalnie, wikary – 118 zł kwartalnie. To stawka minimalna. Maksymalny ryczałt dla proboszczów wynosi 1374 zł kwartalnie, jeśli parafia liczy więcej niż 20 tys. mieszkańców. Ryczałt pomniejszany jest o składkę zdrowotną. Duchowni, pracujący na etatach jako kapelani lub katecheci, płacą PIT. Ta grupa liczy 19,4 tys. osób. Ich podatki (średnio niecałe 2 tys. zł rocznie na osobę), tak jak pensje, pochodzą jednak z budżetu.

Podatkowy raj na ziemi

Kościół świetnie odnajduje się też w biznesie. Przed kilkoma laty Niemców zbulwersowała książka Friedhelma Schwarza „Imperium gospodarcze Kościół – najpotężniejszy koncern w RFN”. Żyłkę do zarabiania od dawna wykazuje też sam Watykan. Znana jest historia Banco Ambrosiano, który stał się największym bankiem prywatnym we Włoszech. Zarabiał nawet na praniu pieniędzy w rajach podatkowych i współpracy z mafią. Afera zakończyła się skandalem i wyrokami skazującymi dla wielu finansistów w sutannach. W Polsce swoistą pralnią pieniędzy okazało się wydawnictwo kościelne Stella Maris. Dziś Watykan zarabia m.in. na czarterowaniu samolotów, którymi wysyła pielgrzymów do Lourdes, Fatimy czy Gwadelupy. Pielgrzymkowy biznes kwitnie także w Polsce.

Władze Częstochowy narzekają, że z kilku milionów pielgrzymów, odwiedzających corocznie Jasną Górę, samo miasto nic nie ma. Nocują w należącym do ojców paulinów Domu Pielgrzyma, żywią się w zakonnej Claramontanie, parkują na klasztornym parkingu. Wyjeżdżając zaopatrują się w pamiątki sprzedawane w zakonnej księgarni. Świetnie prosperującym przedsiębiorstwem turystycznym jest także bazylika w Licheniu. Nawet z podatku od nieruchomości Kościół jest zwolniony.

Duchowni bez kompleksów wchodzą też w biznes nowoczesny, czego u nas dowodem jest medialne imperium ojca Rydzyka, wyceniane już na kilkaset milionów złotych. Państwo zrezygnowało nawet z opłaty koncesyjnej. W przypadku tylko Radia Maryja redemptoryści zaoszczędzili ponad 7 mln zł. Furtkę do prawdziwie wielkiego biznesu otworzyła Kościołowi działalność Komisji Majątkowej. Na działkach, zwracanych lub darowanych przez państwo, powstają nowoczesne biurowce, w których metr powierzchni do wynajęcia kosztuje dziś 30–40 euro miesięcznie. Kościół w roli dewelopera radzi sobie znakomicie. Zbudował już Centrum Jasna w stolicy, o powierzchni 14,5 tys. m kw. Warszawska kuria jest współwłaścicielem biurowca Roma Office Center przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie (10,5 tys. m do wynajęcia). Ale wszystkie te cuda architektury zbledną przy drapaczu chmur, który ma powstać na działce Archidiecezji Warszawskiej u zbiegu ulic Nowogrodzkiej i Emilii Plater. Stamtąd biznesowi będzie najbliżej do nieba – budynek będzie miał 180 m wysokości i aż 50 tys. m kw. powierzchni biurowej i handlowej do wynajęcia – doniósł portal www.pb.pl.

Tak wielkim biznesem nie zarządzają proboszczowie, ale profesjonalne firmy. Według Ministerstwa Finansów, takich firm, założonych przez Kościoły, jest już 1010. Tak jak inne duże firmy powinny płacić podatek CIT. MF podaje, że za 2010 r. zasiliły budżet kwotą zaledwie… 252 tys. zł. Osoby prawne Kościołów, prowadzące działalność gospodarczą, są bowiem także od podatku zwolnione. W części, w jakiej przeznaczają zyski na „cele kultowe, oświatowo-wychowawcze, naukowe, kulturalne, działalność charytatywno-opiekuńczą, punkty katechetyczne, konserwację zabytków, inwestycje sakralne”. Tak wielką hojnością państwo wykazało się w maju 1989 r., kiedy Sejm uchwalił ustawę o gwarancjach wolności sumienia i wyznania.

Dla porównania – w 2010 r. inne osoby prawne, czyli firmy, w ramach darowizn na cele kultu religijnego przekazały Kościołowi 29,6 mln zł, uszczuplając w ten sposób wpływy do budżetu o 6,2 mln zł. Suma darowizn osób fizycznych nie jest znana.

Kościół w Polsce utrzymywany jest zarówno przez wiernych, jak i przez państwo, a w grę wchodzą sumy o wiele większe niż 94 mln zł, jakie rocznie budżet płaci na Fundusz Kościelny. Przerzucenie tego ciężaru tylko na jedną ze stron wymagałoby zmian wielu ustaw, a – być może – także nowej umowy z Watykanem. Zacząć należałoby więc raczej od tego, by oddzielić wiarę od biznesu. Nie ma powodów, by państwo ciągle obdarzało Kościół przywilejami rodem z PRL, wtedy gdy występuje on w roli wielkiego kapitalisty. To grzech wobec innych podatników.

Z czego żyją Kościoły na świecie

Niemcy płacą 8–9 proc. podatku od wynagrodzeń. Gdy wierny przestaje świadczyć, urząd skarbowy powiadamia o tym odpowiedni Kościół i ten wyklucza go ze wspólnoty. W Austrii na ten cel płaci się 1,1 proc. podatku. Na Węgrzech na instytucje wiary wierny może przeznaczyć 1 proc. podatku. W Szwecji podatek kościelny jest dobrowolny i wynosi ok. 1,19 proc. We Włoszech Kościół żyje ze zwrotu z podatku przeznaczonego na działalność wyznaniową (0,8 proc.). Podobnie jest w Hiszpanii, gdzie każdy może przeznaczyć 0,7 proc. podatku na wybraną wspólnotę religijną. Kościoły w tych krajach korzystają też z ulg w podatku od nieruchomości. We Francji Kościoły utrzymują się głównie ze składek wiernych i darowizn. Lekcje religii odbywają się w szkołach tylko na wyraźne życzenie rodziców, którzy sami opłacają pensje katechetów i wynajęcie sal. Natomiast państwo utrzymuje budynki kościelne wybudowane przed 1905 r. Oprócz katedr, będących własnością Kościołów, pozostałe budynki sakralne należą do samorządów lokalnych. Wyjątkiem jest Alzacja i Lotaryngia, tam związki wyznaniowe otrzymują subwencje. W Holandii Kościoły utrzymują się np. z wynajmowania swoich nieruchomości. Mogą też wspierać je wierni dobrowolnymi odpisami od podatku (1–3 proc.). Państwo częściowo finansuje też kilka wyższych szkół teologicznych oraz katolicki uniwersytet w Nijmegen. W Grecji, Luksemburgu i Belgii Kościoły są finansowane z budżetu. Państwo płaci pensje duchownym, utrzymuje ich mieszkania i łoży na budowę świątyń. Podobnie jest w Czechach i na Słowacji, ale tam znaczna część funduszy pochodzi też z tacy i darowizn.

Polityka 44.2011 (2831) z dnia 26.10.2011; Temat tygodnia; s. 12
Oryginalny tytuł tekstu: "Cicha taca"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną