Raport: Polaków coraz mniej. Może to dobrze?

Demoniczna demografia
Pod pewnymi względami przyszłość za 20, 30 lat jest zaskakująco czytelna. Polaków będzie mniej. Ale to żaden koniec świata. Przeciwnie – ta sytuacja ma też spore plusy.
Dziś statystyczny środek życia przypada na 36 rok, za dwadzieścia lat – na 47 rok.
Alamy/BEW

Dziś statystyczny środek życia przypada na 36 rok, za dwadzieścia lat – na 47 rok.

Niedługo ludzie będą raczej potrzebowali pomocy nie w opiece nad jedynakiem, ale nad piramidą żyjących wciąż przodków.
Mirosław Gryń/Polityka

Niedługo ludzie będą raczej potrzebowali pomocy nie w opiece nad jedynakiem, ale nad piramidą żyjących wciąż przodków.

Dziś brakuje i instytucji, i mechanizmów finansowych wspierających dorosłe dzieci w opiece nad starszymi członkami rodzin.
Mirosław Gryń/Polityka

Dziś brakuje i instytucji, i mechanizmów finansowych wspierających dorosłe dzieci w opiece nad starszymi członkami rodzin.

Politycy mówią: mnóżcie się. Właściwie wszyscy – niezależnie co pod tym określeniem rozumieją – chcą jakiejś polityki prorodzinnej, żeby wspierać dzietność. W dyskusji publicznej obowiązuje dogmat zastępowalności pokoleń: powinno rodzić się tylu Polaków, ilu odchodzi do wieczności. To – wraz z reformą emerytalną – ma nas uratować przed katastrofą finansową, społeczną, polityczną. Im bardziej na prawo, tym bardziej traktowane jest to w kategoriach być albo nie być Państwa i Narodu.

Ale gdy przyjrzeć się szczegółowym prognozom demograficznym, sięgającym nawet 2050 r., to widać, że tej Wisły nie da się już zawrócić. Będzie nas mniej. Demografia uważa to za pewnik wynikający z twardych danych.

A przecież pojawiają się jeszcze trendy obyczajowe, zjawiska związane z filozofią i stylem życia czy przemiany psychospołeczne, które tę demograficzną tendencję jeszcze nasilą. To też już raczej pewne. Może zamiast walczyć o dzietność i rozrodczość, lepiej zacząć godzić się z tą nową rzeczywistością.

Pewnik pierwszy: będzie nas mniej

Z prognozy demograficznej ONZ wynika, że w ciągu 30 lat ubędzie 6 mln Polaków. Około 2050 r. mamy być czwartym na liście najszybciej wyludniających się krajów na świecie, zaraz po Rumunii, Rosji i Łotwie.

Nawet gdyby kobiety nagle, z niewiadomych powodów, zaczęły rodzić na wyścigi, wiadomo, że potencjalnych matek jest mało i więcej nie będzie. To dzisiejsze 5–15-latki. Dziewczynek w tym wieku jest w Polsce ok. 1,8 mln. O 1,4 mln mniej niż kobiet 25–35-letnich, będących dziś w okresie najbardziej sprzyjającym prokreacji. Nie urodziło się ich wystarczająco wiele, by urodzić te oczekiwane miliony dzieci.

W dodatku te, które są, urodzą swoje dzieci później, co się zawsze przekłada na ewentualne decyzje o kolejnych potomkach. To też rzecz pewna. Już dziś pierwsze dziecko pojawia się zwykle w 27 roku życia, o cztery lata później niż dwie dekady temu. Trend jest stały, wieloletni, wynika z całej masy różnych pomniejszych procesów, jak dłuższa edukacja, zmiana aspiracji, aktywność kobiet na rynku pracy.

Być może więcej niż co trzecia kobieta nie urodzi w ogóle. Bo nasilają się problemy z płodnością; za 10 lat będzie z nimi się borykać już co trzecia para (dziś – co siódma). Ale mogą też rezygnować z macierzyństwa z powodu zjawiska, które socjologowie nazywają „pędem do wolności”. Mając na myśli uwalnianie się z determinującego życie (lub nieżycie) wpływu środowiska społecznego (konwenanse, normy). Ten proces przyniósł między innymi antykoncepcję i objawia się podejmowaniem decyzji prokreacyjnych z namysłem, także w sensie świadomości kosztów posiadania potomstwa. Ludzie zaczynają brać pod uwagę koszty alternatywne, czyli utracone zarobki, niezrealizowane przyjemności. I czasem okazuje się, że miłość rodzicielska plus krótkotrwałe nierzadko poczucie dumy z potomka nie rekompensują tych osobistych strat.

Pewnik drugi: starych będzie więcej niż młodych

Najliczniejszą za 20 lat grupą będą osoby 45–55-letnie (ok. 6,5 mln). Potem 70–80-latkowie (5–5,5 mln) oraz 60–70-latkowie (też ok. 5 mln). W 2050 r. liczba najstarszych niemal się podwoi. Blisko co trzeci Polak będzie miał 65 lat lub więcej; na dwie osoby poniżej 45 roku życia przypadać będzie siedem osób starszych. W porównaniu z dzisiejszymi realiami zauważalnie przybędzie 80- i 90-latków. Dziś statystyczny środek życia przypada na 36 rok, za dwadzieścia lat – na 47 rok.

Dla rynku oznacza to nowy typ pracowników. W niebyt odejdą zapewne dzisiejsze realia, w których już po 45 roku życia pada się ofiarą dyskryminacji na rynku pracy ze względu na wiek.

Taki obrót spraw oznacza też przewrót konsumencki. Pracownik po sześćdziesiątce będzie musiał zainwestować w nową garsonkę czy garnitur, zmienić samochód czy komputer. Powinien pojawić się wreszcie nowy sektor usług, skierowanych do ludzi w starszym wieku, w tym oczywiście medycznych i opiekuńczych. Rozwijać się musi medycyna gerontologiczna; dziś mamy w Polsce niespełna 70 sprofilowanych poradni (jeden lekarz gerontolog przypada na 200 tys. osób starszych!).

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną