Pusta kasa PSL

Chłopska bida
Gdyby Waldemar Pawlak prowadził firmę, a nie partię, pewnie myślałby teraz o ogłoszeniu upadłości. PSL naprawdę cienko przędzie.
„ Finansowe kłopoty, jakie dotykają ludowców, wydają im się niezasłużone. Wielu skłonnych jest nawet uważać, że to polityczna nagonka”.
Sławek Biegański/Forum

„ Finansowe kłopoty, jakie dotykają ludowców, wydają im się niezasłużone. Wielu skłonnych jest nawet uważać, że to polityczna nagonka”.

„W ciężkich chwilach partia zwraca się do szarych członków. Gdyby każdy ze 110 tys. ludowców wyłuskał choćby 200 zł, a nawet połowę tej sumy, standing finansowy PSL zostałby uratowany”.
Ahorcado/Flickr CC by SA

„W ciężkich chwilach partia zwraca się do szarych członków. Gdyby każdy ze 110 tys. ludowców wyłuskał choćby 200 zł, a nawet połowę tej sumy, standing finansowy PSL zostałby uratowany”.

Zaufana prezesa Pawlaka Ewa Kierzkowska, w ubiegłej kadencji wicemarszałek Sejmu (obecnie poza parlamentem), rozesłała do członków partii dramatyczny list. Apeluje w nim o finansowe wsparcie partyjnej kasy. Do tej pory system tzw. dobrowolnych dotacji obejmował najwyższych urzędników państwowych rekomendowanych przez PSL (w ich przypadku wysokość wsparcia mogła sięgać nawet 20 tys. zł rocznie) oraz posłów dobrowolnie opodatkowanych nieco niżej. W ciężkich chwilach partia zwraca się jednak także do szarych członków. Gdyby każdy ze 110 tys. ludowców wyłuskał choćby 200 zł, a nawet połowę tej sumy, standing finansowy PSL zostałby uratowany.

Masy członkowskie ludowców też liczyć umieją, więc pozytywnego odzewu z pewnością można się spodziewać. Dzięki temu, że partia jest w koalicji rządzącej, mogła obsadzić w całym kraju sporo stanowisk. Głównie w agencjach rolnych – Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa, Agencji Rynku Rolnego, Agencji Nieruchomości Rolnych. W spółkach kontrolowanych przez państwo sprawdza się w biznesie także wielu prominentnych członków partii.

W Platformie, wkurzonej demonstrowaną ostatnio coraz bardziej opozycyjnością Pawlaka, powstają już listy takich stanowisk. Na razie znalazło się na nich około 6 tys. osób. Listy mają służyć uświadomieniu koalicjantowi, co może stracić, gdy koalicjantem być przestanie. W PSL nad zimną kalkulacją chwilowo przeważa jednak poczucie krzywdy. Finansowe kłopoty, jakie dotykają ludowców, wydają im się niezasłużone. Wielu skłonnych jest nawet uważać, że to polityczna nagonka.

Na pierwszy rzut oka, w kasie partii, zwłaszcza w tym roku, pieniędzy brakować nie powinno. Z tytułu zwrotu kosztów kampanii wyborczej PSL spodziewa się 4,4 mln zł, do tego dochodzi subwencja z budżetu na działalność, czyli kolejne 6 mln zł (te dwie formy dotacji przewiduje ustawa o finansowaniu partii). Nie byłoby więc biedy, gdyby nie rubryka „winien”.

Po latach procesów i odwołań PSL jest już nieodwołalnie winne budżetowi 20 mln zł, które zwrócić musi w ciągu najbliższych pięciu lat. Czyli pierwsze 4 mln jeszcze w 2012 r. W następnym, gdy ratę trzeba będzie odjąć od gołej subwencji, na statutową działalność firmy zostanie niewiele. Partia i osobiście Waldemar Pawlak mają wielkie pretensje do ministra finansów Jacka Rostowskiego, że nie rozłożył tego długu na 10, tylko zaledwie na pięć lat. Rostowski zastosował taki harmonogram spłat, jaki rutynowo wdraża w przypadku firm i nakładanych na nie kar.

Wśród partyjnych liderów, konkurujących z obecnym prezesem, narasta ferment. W ciągu ostatnich 10 lat partyjna kasa Stronnictwa stała się uboższa o ponad 60 mln zł! W Stronnictwie coraz więcej osób domaga się rozliczenia odpowiedzialnych. A kongres partii, na którym będą wybierane nowe władze, już na jesieni.

Pierwszym winnym jawi się Jarosław Kalinowski. To za jego czasów, w 2001 r. podczas kampanii wyborczej do parlamentu, popełniono pierwszy błąd, który zaowocował tak dramatycznymi skutkami finansowymi. Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła wtedy sprawozdanie ludowców, zarzucając im, że kampanię finansowano bezpośrednio z konta partyjnego. Ordynacja wyborcza wymaga natomiast stworzenia odrębnego rachunku bankowego i do tej zasady dostosowały się inne partie, zakładając wyborcze subkonta.

Kamień, który wtedy wydawał się mały, pociągnął za sobą lawinę. PSL odwoływało się do wszystkich sądowych instancji. Złożyło nawet skargę do Trybunału Konstytucyjnego z prośbą o stwierdzenie sprzeczności (a więc i nieważności) z ustawą zasadniczą przepisów, które stały się podstawą niekorzystnych dla PSL rozstrzygnięć PKW i Sądu Apelacyjnego. Skutek był taki, że do kary głównej, czyli 9 mln 422 tys. zł (równej kwocie, jaką PSL zgromadziło na zakwestionowanym przez PKW koncie), przez wszystkie te lata narosło kolejne 11 mln zł odsetek.

Janusz Piechociński już w 2006 r. apelował, by PSL zachowało się jak porządny dłużnik. Taki spłaca należność główną i dalej dochodzi sprawiedliwości. Robi to po to, żeby zatrzymać narastanie odsetek. Zwłaszcza że w tamtym czasie kasa PSL była pełna. Na czysto, na sprzedaży deweloperowi swojej siedziby przy ul. Grzybowskiej w Warszawie, ugrupowanie zarobiło 42 mln zł. Jednak Stronnictwo do apelu Piechocińskiego się nie dostosowało i zaczęły rosnąć kolosalne odsetki. Jakby odezwało się jakieś pieniactwo rodem z „Samych swoich”: miedza jest moja, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną