Żakowski z Izdebskim o seksualności Polaków

Raport z łóżka
Prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog, autor książki „Seksualność Polaków na początku XXI wieku”, o seksie w czasach Internetu, małżeńskich zdradach, erotycznych upodobaniach oraz o abstynentach, purytanach i hedonistach
„Tylko 2 proc. mężczyzn i 4 proc. kobiet źle ocenia swoje życie seksualne, chociaż niespełna 60 proc. uprawiało seks w ciągu ostatniego tygodnia”.
Corbis

„Tylko 2 proc. mężczyzn i 4 proc. kobiet źle ocenia swoje życie seksualne, chociaż niespełna 60 proc. uprawiało seks w ciągu ostatniego tygodnia”.

„Religia ewidentnie coraz mniej się liczy w sprawach seksu. Ubywa osób wierzących, że seks służy prokreacji, a przybywa takich, które uważają, że chodzi o przyjemność”.
BEW

„Religia ewidentnie coraz mniej się liczy w sprawach seksu. Ubywa osób wierzących, że seks służy prokreacji, a przybywa takich, które uważają, że chodzi o przyjemność”.

Prof. Zbigniew Izdebski.
Tadeusz Późniak/Polityka

Prof. Zbigniew Izdebski.

„Seksualność Polaków na początku XXI wieku”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2012 r.
Polityka

„Seksualność Polaków na początku XXI wieku”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2012 r.

Jacek Żakowski: – Jak się ma seks?
Zbigniew Izdebski: – Polacy sobie chwalą.

Mają dobry seks czy mało oczekują?
Dużych oczekiwań przeważnie nie mają. Kiedy z próby 3200 naszych respondentów wyciągam jedną osobę deklarującą, że jest zadowolona, i patrzę na jej seksualną biografię, przeważnie się zastanawiam: mój Boże, z czego ten człowiek jest zadowolony?

Bo?
Mało, rzadko, monotonnie.

Kłamią?
Raczej mają to, czego oczekują. Tylko 2 proc. mężczyzn i 4 proc. kobiet źle ocenia swoje życie seksualne, chociaż niespełna 60 proc. uprawiało seks w ciągu ostatniego tygodnia.

Więcej im nie potrzeba?
Ograniczają się. Zwłaszcza mężczyźni. Tylko 17 proc. mężczyzn uprawia seks oralny, chociaż lubi to 30 proc. (wśród kobiet lubi i uprawia ok. 13 proc.). 4 proc. mężczyzn uprawia seks analny, chociaż lubi go 9 proc. (wśród kobiet 2 proc. deklaruje, że lubi i uprawia).

Może nie przychodzi im do głowy, że mogą to zaproponować partnerom. A może nie mieści się w głowie, że można to robić. Tylko nieco ponad 20 proc. zmienia pozycje uprawiając seks, chociaż 30 proc. to lubi. Połowa całuje się w usta, chociaż 70 proc. kobiet i 60 proc. mężczyzn ma na to ochotę. 60 proc. lubi, gdy partner pieści ich piersi, a doświadcza tego nieco ponad 40 proc., 6 proc. lubi oglądać pornografię, ale robi to mniej niż 3 proc., 3 proc. lubi seks z wibratorem, ale uprawia go nieco ponad 1 proc.

To źle?
Co komu do domu, jak chata nie jego. Nie oceniam. Ważne, że są szczęśliwi. Może nie ma nic złego w tym, że nie jesteśmy rozerotyzowani i oczekujemy mniej niż większość Europejczyków. Ale to się zmienia. Zwłaszcza wśród internautów.

Czyli wśród młodzieży.
Wiek ma mniejsze znaczenie niż Internet. Internauci są seksualnie inni niż cała populacja. Starsi internauci też.

Sieć erotyzuje?
Jest poręcznym narzędziem zdobywania wiedzy i kontaktów. W Internecie łatwiej znajduje się partnerów seksualnych. Z czatów, z portali. Najpierw czatują, potem flirtują… A niektórzy bez specjalnej gry wstępnej od razu piszą, że chodzi o spotkanie na seks.

I?
I w 2010 r. 30 proc. badanych internautów uprawiało seks z osobami poznanymi przez Internet. Ta grupa szybko rośnie. Zwłaszcza w naszym pokoleniu – czyli 50+.

„Profesor pozna studentkę”?
Niekoniecznie. Poznają się ludzie w bardzo różnym wieku. Duży wpływ mają Uniwersytety Trzeciego Wieku. Wielu starszym osobom dają one przepustkę do świata Internetu i okazje do nawiązywania nowych relacji.

Kilka lat temu w pana badaniach pojawiły się dane, że podczas pobytu w sanatorium co trzeci kuracjusz miał seks z poznaną w sanatorium partnerką. Internet to wersja 2.0 ostatniej deski seksualnego ratunku, którą dotychczas były sanatoria?
Internet to najpowszechniejsze lekarstwo na samotność. Nie tylko dla singli, ale też dla ludzi, którzy czują się samotni w stałych związkach. Coraz częściej i szybciej stałe związki przestają dawać nie tylko namiętność, ale nawet poczucie bliskości i szczęście. Dla dużej grupy naszych rówieśników Internet jest sposobem wyrównania deficytów, których doświadczają w realu, a zwłaszcza w rodzinie. Seksualnych także.

Bo ułatwia zdradę?
Zadaliśmy pytanie, co ludzie uważają za zdradę. Że flirtują – nie. Że szukają – nie. Że nawiązują niejednorazowe kontakty – też nie. Ale że robią to w tajemnicy przed stałym partnerem – już tak. Nie sama czynność się liczy, ale skrytość.

Można powiedzieć, że się wyłania internetowa moralność seksualna?
Rodzi się. Ale wyzwania narastają szybciej. Coraz częściej moje pacjentki w średnim wieku mówią: „Mąż znów zaczął się mną interesować. Znów jestem dla niego atrakcyjna” albo pacjenci mówią: „Mieliśmy lata seksualnie martwe, a teraz żona bardzo się rozbudziła. Wchodzi do sypialni i już jest podniecona. Znów zacząłem ją kręcić”.

To jest wyzwanie?
Sęk w tym, że oni nie sobą są podnieceni. Przed wejściem do sypialni czatują z kimś w sieci. To buduje ich napięcie seksualne. Potem uprawiają seks z mężem albo żoną, myśląc o kimś innym. Kobiety poznają w sieci mężczyzn, którzy im piszą, że są piękne i seksowne. Używają rozbudzających je erotycznie słów, których dawno nie słyszały od swojego męża. Od lat uprawiały seks z przyzwyczajenia, a dzięki znajomościom z sieci odzyskują namiętność, która z wirtualu przenosi się do realu.

Seks w Internecie ratuje małżeństwa?
Bywa różnie. To zależy od relacji w związku. Może pomóc, jeżeli nie przekracza się pewnych granic. Bo kiedy w żonie na nowo rodzi się namiętność, w mężu budzi się „macho”.

Erotyczne zmartwychwstanie w sieci jest specjalnością kobiet?
Mężczyzn w tej grupie jest więcej. Ale w obu przypadkach to już jest skala istotna społecznie. W badaniach z 2004 r., które opisane są w książce, co trzeciej osobie prowadzącej przez Internet seksualne pogawędki zdarzyło się poczuć przypływ podniecenia spowodowany tą rozmową. W badaniach z 2010 r. takich osób mamy już niemal 80 proc. Zwykle druga strona nie wie, co się z jej partnerem dzieje.

To nie jest specjalnie dziwne, kiedy się pamięta wyniki wcześniejszych badań, z których wynikało, że 16 proc. Polaków zdradza swoich partnerów, a tylko 4 proc. myśli, że są zdradzani. Tradycyjnie masowo się samooszukujemy.
Zdradza 28 proc. mężczyzn i 16 proc. kobiet. Ale zwykle zdradzamy bardzo umiejętnie.

Urodzeni konspiratorzy.
Zwłaszcza że wśród tych 4 proc. sądzących, że są zdradzani, wielu jest takich, którzy nie są zdradzani. Zdecydowana większość zdradzanych nie ma o tym pojęcia.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną