Marek Bieńczyk o Polakach na murawie

Odwróć tabelę
To mnie przypadła dziś nieszczęśliwie rola żałobnego dzwonnika ciągnącego za sznury, by obwieszczać pożar, dżumę i rozlaną zupę, ale wszyscy wyglądamy w ten niedzielny poranek jak Quasimodo, z niedomytymi śladami biało-czerwonych smug na gębach i spojrzeniem zbitego psa zwanym niekiedy duszą słowiańską.
Marek Bieńczyk – pisarz, tłumacz i eseista, historyk literatury w Instytucie Badań Literackich PAN. Autor m.in. powieści „Terminal” i „Tworki”.
Leszek Zych/Polityka

Marek Bieńczyk – pisarz, tłumacz i eseista, historyk literatury w Instytucie Badań Literackich PAN. Autor m.in. powieści „Terminal” i „Tworki”.

Koledzy po sznurze i piórze, Pilch i Kuczok, wyrażali na tych łamach tydzień temu, po meczu z Grekami, ostrożny pesymizm, lecz prasa, media i za nimi naród, wyniesione w górę jednym kopnięciem Błaszczykowskiego, nie bacząc na ostrzeżenia, szybowały jak szalone do ćwierćfinału, a może i półfinału, i hop, dalej jeszcze. Kuczokowi czołowy dziennikarz sportowy kazał się zamknąć i przestać, cytuję, bredzić, bo mu przeszkadzał w lewitacji. Lewitowali prawie wszyscy, pilnując, czy inni również odpowiednio lewitują; lewitował „zwycięski remis”, z godziny na godzinę stając się coraz bardziej zwycięski i coraz mniej remisowy, utwierdzając w słuszności lewitacji wszystkich lewitujących, w tym, zachodzi podejrzenie, również sztab decyzyjny. A tymczasem, to kolejne domniemanie, Czesi myśleli. W czego następstwie – że ujmę to po czesku – nas wyszukali. Wyiskali do cna.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj