Władysław Serafin, czyli człowiek od taśm PSL

Anioł Zagłady
Pierwszą ofiarą afery z taśmami PSL okazał się minister rolnictwa Marek Sawicki. Drugą Andrzej Śmietanko, były minister rolnictwa, dyrektor spółki zbożowej Elewarr. Teraz kolej na Władysława Serafina, który całą aferę rozpętał. Dla ludu peeselowskiego Serafin to dziś Anioł Zagłady.
Główny bohater  „taśm PSL” zawsze dbał o dobre kontakty z prominentnymi politykami stronnictwa.
Adam Guz/Reporter/EAST NEWS

Główny bohater „taśm PSL” zawsze dbał o dobre kontakty z prominentnymi politykami stronnictwa.

Władysław Serafin może stać się dla PSL tym, kim dla SLD był dziesięć lat temu Lew Rywin.
Tomasz Gzell/PAP

Władysław Serafin może stać się dla PSL tym, kim dla SLD był dziesięć lat temu Lew Rywin.

Szef kółek rolniczych ma też inną, mniej znaną twarz, którą pokazał 12 lat temu podczas rolniczych blokad.
Grzegorz Skowronek/Agencja Gazeta

Szef kółek rolniczych ma też inną, mniej znaną twarz, którą pokazał 12 lat temu podczas rolniczych blokad.

Grono ofiar będzie zapewne rosnąć w miarę tego, jak media będą ujawniać, na jakich jeszcze rządowych posadach ludowcy usadowili swoich ludzi. Po dymisji Śmietanki seniora zagrożona jest także posada jego syna Jacka. Pracę zaczął dopiero w lipcu, gdy Waldemar Pawlak powierzył mu promocję polskiego eksportu przy Ambasadzie Polskiej w Sztokholmie. Media węszą nie tylko wokół stanowisk, które rozdawał Marek Sawicki, ale także Waldemar Pawlak, czyli podległych Ministerstwu Gospodarki. Przecież Władysław Łukasik zdymisjonowany przez Marka Sawickiego z funkcji prezesa Agencji Rynku Rolnego prosił Serafina o wstawiennictwo „u Waldka”, w domyśle – Pawlaka, żeby dał mu posadę w kontrolowanej przez PSL Krajowej Spółce Cukrowej. Sytuacja zrobiła się nerwowa nawet wśród członków rad naukowych licznych instytutów resortowych. Tu także sporo politycznych nominatów.

Ludowcy uważają, że całą tę lawinę spuścił im na głowę Władysław Serafin, szef Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych. To on nagrywał taśmy. Działacze chcą Serafina wyrzucić z partii, a w najlepszym razie zawiesić go w prawach członka. Teren od dawna zwracał centrali uwagę, że z Serafinem mogą być kłopoty.

Gospodarz od gospodyń

Władysław Serafin jest od 1999 r. szefem Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych. Kółka rolnicze mają 150-letnią tradycję, w PRL były traktowane jako narzędzie polityki państwa wobec bezpartyjnych chłopów; przetrwały do dziś trochę siłą rozpędu. Serafin fotel przejął po Januszu Maksymiuku, bliskim współpracowniku Andrzeja Leppera, którego Samoobrona konkurowała o głosy wsi z ludowcami. Choć kółka mają opinię przybudówki PSL, Serafinowi było blisko do Leppera. Znano go z tego, że „potrafił zadymić”.

Zawsze zabiegał o obecność w mediach. Jeszcze w trakcie posiedzenia kierownictwa PSL, które zmusiło Sawickiego do dymisji, siedział obok Waldemara Pawlaka i Władysława Kosiniaka-Kamysza, ministra pracy. Dziś liderzy partyjni już nie podają mu ręki. Z każdym dniem coraz bardziej zdają sobie sprawę, ile partii upuścił krwi.

Najpierw sprawca nieszczęścia ukrywał się przed mediami. Po kilku dniach przeszedł do ataku. Na poniedziałkowej konferencji prasowej powiedział m.in.: „Nikt za mną nie stał, nikt mnie nie inspirował, z nikim się nie układałem..., wszystko dementuję”. Całość wyglądała kuriozalnie. O tym, że jednak się przestraszył, świadczy jego wcześniejsza wypowiedź: „Janowskiego otruli, Leppera powiesili, teraz kolej na mnie”. Nikt nie wierzy w jego słowa, że te taśmy to brutalna prowokacja. Na nagraniu widać przecież, jak ustawia aparaturę. – Ma dwie lewe ręce do techniki – mówi jego były współpracownik. – Musiał więc mieć kogoś do pomocy. Pewnie nie zapłacił i ten ktoś, po złości, poszedł z taśmami do mediów? Dla tych, którym afera zaszkodzi, nie ma to jednak większego znaczenia. Kamień już ciągnie lawinę.

Serafin, z zawodu ślusarz, publicznie zaistniał pod koniec lat 90. jako organizator blokad dróg, w trakcie których rolnicy domagali się od rządu Jerzego Buzka zamknięcia granic przed importowaną żywnością. Na gabinecie Leszka Millera wymusił 420 mln zł dopłat dla rolników produkujących mleko. Potem straszył, że Unia wykończy nasze rolnictwo. Zyskiwał na wsi popularność. Pierwszy raz został posłem w 1989 r. z listy PZPR, od 1991 do 1997 r. już w barwach PSL. Potem jednak kandydował bez powodzenia. Prezesowanie związkowi rolników pozwalało mu jednak na istnienie w polityce. Kolejni ministrowie rolnictwa musieli liczyć się z radykalnym przywódcą. Chętnie zapraszali Serafina na różnego rodzaju konsultacje, dodawali mu ważności. Mimo że KZKiOR wśród samych rolników tracił na znaczeniu. – Opiera się dziś głównie na kołach gospodyń wiejskich – twierdzi Cezary Olejniczak, poseł SLD.

Zdanie na temat Unii Serafin zmienił, zanim jeszcze do niej weszliśmy. Zorientował się, że Bruksela może mu pomóc w politycznej karierze. Kółka rolnicze (czyli personalnie on), jako pierwszy i przez kilka lat jedyny polski związek rolników, miały w Brukseli własne biuro, za które czynsz opłacało państwo. Zgodnie z zasadą, że obciążenia wynikające z uczestnictwa polskich związków rolniczych w organizacjach międzynarodowych finansuje budżet. KZKiOR był jedynym polskim członkiem Copa Cogeca, organizacji zrzeszającej unijne reprezentacje związków rolniczych. – Przez kilka lat nie mogliśmy się do Copa Cogeca zapisać, ponieważ Serafin nas blokował. Kiedy po kilku latach dopuścił Samoobronę, po niej doszli inni, m.in. Solidarność Rolników Indywidualnych. Zgodę na przyjęcie nowego członka muszą bowiem wyrazić ci, którzy już są w organizacji – żali się Mariusz Olejnik ze związku dzierżawców.

Komisja Europejska zanim podejmie decyzje ważne dla unijnych rolników, musi je skonsultować z Copa Cogeca. Władysław Serafin został nawet wiceprezydentem tej organizacji. Na obecną kadencję już go jednak nie wybrano. – Polskie związki rolnicze postanowiły nie wystawiać jego kandydatury – mówi Wiktor Szmulewicz, szef izb rolniczych. To on zastąpił Serafina na funkcji wiceprezydenta Copa Cogeca i wprowadził się do biura w Brukseli. Dobrze zapowiadająca się brukselska kariera Serafina została brutalnie przerwana, a do polskiego parlamentu znów się nie dostał. Wcześniejszy start do europarlamentu też okazał się nieudany.

Z czterech milionów złotych, które Ministerstwo Rolnictwa przeznaczy w tym roku na uczestnictwo polskich związków w ponadnarodowych organizacjach rolniczych, Krajowemu Związkowi Kółek i Organizacji Rolniczych przypadnie prawie 756 tys. zł. Kiedy poseł Cezary Olejniczak zapytał w Sejmie ministra Sawickiego, ilu członków liczą poszczególne organizacje, okazało się, że nie wie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną