Handel narządami po polsku

Bogaci wewnętrznie
Co sprzedać żeby przeżyć? Najbardziej zdesperowani oferują własne nerki, fragment wątroby, szpik... Ostatnio takimi anonsami najbardziej interesują się agenci CBŚ.
Trudno jest wybić się ze swoją nerką. Ogłoszeniodawcy bardzo reklamują swój dobry stan techniczny.
PantherMedia

Trudno jest wybić się ze swoją nerką. Ogłoszeniodawcy bardzo reklamują swój dobry stan techniczny.

98 proc. polskich narządów pochodzi od zmarłych. W takiej Gruzji, Islandii, a nawet Rumunii mają 100 proc. żywych pobrań.
Jörg Horstmann/PantherMedia

98 proc. polskich narządów pochodzi od zmarłych. W takiej Gruzji, Islandii, a nawet Rumunii mają 100 proc. żywych pobrań.

Zgodnie z ustawą transplantacyjną, art. 43: Kto rozpowszechnia ogłoszenia o odpłatnym zbyciu/nabyciu narządu lub o pośredniczeniu w nim, podlega karze pozbawienia wolności do roku.
NEAL GRUNDY/SCIENCE PHOTO LIBRARY/EAST NEWS

Zgodnie z ustawą transplantacyjną, art. 43: Kto rozpowszechnia ogłoszenia o odpłatnym zbyciu/nabyciu narządu lub o pośredniczeniu w nim, podlega karze pozbawienia wolności do roku.

Nerki – narząd stanowiący najistotniejszą część układu wydalniczego większości zwierząt (głównie stałocieplnych). Narząd parzysty, dysponuje znaczną rezerwą funkcjonalną – można żyć z jedną nerką. Narząd niedrogi – już od 12 tys. zł. Teoretycznie łatwo osiągalny, np. na portalu www.ogłaszamy24.pl w zakładce moda/zdrowie/inne. Według ogłoszeniodawców – mimo że w Polsce 1571 potencjalnych reflektantów oczekuje w nerkowym korku – narząd niedochodowy. Podaż jest, popytu brak.

Wnętrze R.

Nerkę R. można by zareklamować tak: należąca do honorowego krwiodawcy o spokojnym usposobieniu, bez nałogów, żadnego pobytu w szpitalu, zimą czosnek dla zdrowotności, młoda, w okazyjnej cenie.

Choć R., właściciel nerki, zaoferował się 29 czerwca na www.ogłaszamy24.pl („mężczyzna, lat 34, grupa krwi 0Rh+, pomoże, oczekując również pomocy, jako jedyny żywiciel rodziny”), zainteresowanych było tylko dwóch. Dzwonił jeden pan z Kielc, chciał sfinalizować transakcję, zabierając R. za granicę, gdzie przebywa znajomy o tej samej grupie krwi. Ale żona R., bezrobotna fryzjerka, zapłakała, że poddadzą go narkozie, wytną więcej, niż się umawiali, i co? Drugi pan zaaranżował spotkanie. Siedzieli w busie tego pana zaparkowanym na wylocie z Płocka. Dużo pytał, lustrując R. zza ciemnych okularów, na końcu ujawnił, że jest z TVN, ale niech się R. nie martwi, zniżą mu głos.

R., ciągle niemający perspektyw, o szóstej zwleka się z tapczanu i jedzie do Płocka rozprowadzać CV napisane odręcznie. Z CV: wykształcenie – technikum stolarskie w Kołobrzegu; doświadczenie – tartaki, gastronomia, dozorca w ośrodkach wczasowych, pomocnik budowlany m.in. przy stadionie żużlowym w Toruniu, osiedlu Kryształ w Wilanowie; zainteresowania – kultura na pierwszym miejscu. W młodości pisał miłosne wiersze, bardzo wprowadzające w głąb. Dowódca kompanii w wojsku nawet się popłakał.

Dystans 20 km w obie strony, czyli z domu do Płocka, kosztuje 14 zł, ale R. pokonuje go gratis. Przez 10 lat zdał 20 litrów krwi, dawno przekraczając limit, od którego przysługują darmowe przejazdy miejskie i podmiejskie. Krwi nigdy nie sprzedałby i to jest granica R. – płynne, odnawiające się komórki oferuje bezpłatnie (bakcyla honorowości łyknął na służbie, gdy za krew było trzy dni wolnego plus czekolada). Na narządy stałe go nie stać, ma przecież potrzebujące dzieci. Żona też jest honorowa. Zdała 2 litry, za co należy się jej połówka na podmiejskie przez rok do następnego zdania.

Zajechawszy do Płocka, R. zaczyna swoje bezrobotne tournée od trzech urzędów pracy (wojewódzki, miejski, powiatowy), gdzie sczytuje tablice, następnie idzie z CV wedle adresów z tablicy. Po południu kupuje na bazarze zwiędłą przecenioną spożywkę i wraca tą samą darmową trasą do kwatery wynajętej za 300 zł miesięcznie. Właściciel modrzewiowego domku, odziedziczonego po zmarłych ojcach, to ludzki człowiek. Czeka z czynszem już czwarty miesiąc, a R. obiecuje, że już niedługo się odbije.

Licząc na prawdziwy przetarg w sprawie swojej nerki, pogrążył się finansowo jeszcze bardziej, czyli pożyczył od teściowej (sprzątającej w przychodniach) 600 zł, a za 200 zł zastawił w lombardzie nowiutki telefon, który otrzymał z Plusa, żeby „zostali razem”. Przeterminowany dług to 10 tys. zaciągnięte 5 lat temu w PKO BP na zakup ślubnego garnituru, obrączek oraz lodówki. Choć R. spłacił już 13 tys., suma podwoiła się z powodu licznych prolongat, a na niego siadł komornik. Dlatego w grę wchodzi tylko dyskretny interes.

Codziennie wieczorem przepisuje nową porcję CV, czasem uaktualniając dane. Ostatnie doświadczenie zawodowe R. to cieśla szalunkowy na budowie wiaduktów kolejowych przy stacji Ursus Warszawa. Odszedł z powodu braku badań wysokościowych. Nocą w baraku opowiadali, jak spadających nierejestrowanych przerzucają przez płot.

Pracodawca jeszcze wygrażał się, że jak R. będzie natarczywy w sprawie zaległych pieniędzy, ktoś znajdzie go, a wtedy zobaczy nie jedną, tylko dwie wypłaty.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną