Skutki niżu społecznego

Marudzenie o rodzeniu
Wielkie ubywanie liczby dzieci i jeszcze większe starzenie się całego społeczeństwa zaczęło się na dobre. Niż demograficzny przegnał już tysiące nauczycieli ze szkół. Czy demodemon jest tak straszny, jak się go maluje?
„Emerytury starszych wypłaca się z tego, co wypracują młodsi, których było zwykle więcej niż starszych. Ale gdy na jednego młodszego zaczyna przypadać kilku starszych- tak się nie da”.
Piotr Socha/Polityka

„Emerytury starszych wypłaca się z tego, co wypracują młodsi, których było zwykle więcej niż starszych. Ale gdy na jednego młodszego zaczyna przypadać kilku starszych- tak się nie da”.

25 proc. polskich szkół znajduje się - według hiszpańskich badań edukacyjnych - wśród najgorszych na świecie.
Piotr Socha/Polityka

25 proc. polskich szkół znajduje się - według hiszpańskich badań edukacyjnych - wśród najgorszych na świecie.

„Rzeczywistość to system wielu naczyń połączonych. Zmiany gospodarcze i społeczne są dziś szybkie, często - nieprzewidywalne”.
Piotr Socha/Polityka

„Rzeczywistość to system wielu naczyń połączonych. Zmiany gospodarcze i społeczne są dziś szybkie, często - nieprzewidywalne”.

Kto się nie urodził, ten nie urodzi dzieci, a kto się już urodził, ten będzie żył raczej dłużej niż przodkowie. Przyszłość demograficzna Polski jest przewidywalna, choć nieoczywista. Co niż demograficzny oznacza dla szkolnictwa, służby zdrowia, rynku pracy? Dla przyszłych uczniów, studentów, osób szukających pracy, opiekunów starych rodziców? Można to sobie wyobrazić tak: nauka w kameralnych szkołach, rynek, na którym prawa pracownicze będą chronione, krótsze kolejki do lekarzy. Albo tak: likwidowane szkoły, umowy śmieciowe, pozamykane przychodnie. Teraz państwo wciąż może jeszcze wpłynąć na kierunek, w którym to wszystko pójdzie. Przyjrzyjmy się, czy choćby zamierza wpływać.

Dzieci: lepsza szkoła czy likwidacja szkół?

Jedną szansę już spektakularnie zaprzepaściliśmy: żeby – wraz z nadejściem niżu demograficznego do szkół – klasy były mniej liczne i żeby w szkole zostali tylko najlepsi nauczyciele. Czyli by było tak, jak to sobie wymarzyli teoretycy pedagogiki: praca w kameralnych warunkach i dobrej atmosferze. Wówczas sens wychowawczy miałyby nawet gimnazja.

Trend od jakichś dziesięciu lat jest już oczywisty, a w perspektywie dwóch dekad ubędzie połowa uczniów. Z prawie 8 mln uczniów podstawówek i szkół średnich w 2002 r. i 5,4 mln dziś, za następnych 5 lat zostanie już tylko trochę ponad 4 mln.

Skoro dotąd szkoły mieliśmy ciasne, a klasy horrendalnie tłoczne – nawet ponad 30-osobowe – niewiele potrzeba było, by dzieciaki i ich nauczyciele, ci, którzy pozostaliby w zawodzie, odczuli zmianę na lepsze. Ponad dekadę temu na nauczyciela przypadało prawie 20 uczniów, dziś – dziewięciu. A jednak klasy nie zrobiły się mniej liczne, bo skurczyła się liczba szkół. W ten sposób samorządy oszczędzały.

A robiły to dlatego, że konstrukcja systemu finansowania szkół jest nielogiczna: za ich utrzymanie i za wypłaty nauczycielskich pensji o gwarantowanej wysokości odpowiadają samorządy, którym państwo przelewa na to sumy – ale liczone według liczby uczniów na terenie gminy. Im szybciej ubywa uczniów, tym trudniej gminom zbilansować szkołę. Dotacje z MEN rosną, ale nie uwzględniają wszystkich kosztów, jak obowiązkowe dodatki dla nauczycieli. Konstrukcja nie zmieniła się od dziesięcioleci. Co więcej, Karta Nauczyciela gwarantuje specjalny tryb zatrudniania i zwalniania. W praktyce nadwyżkowych, drogich nauczycieli najłatwiej zwolnić likwidując im szkołę. Przez ostatnie lata samorządy próbowały negocjować Kartę Nauczyciela. Nie udało się, więc w końcu zaczęły zwalniać, kosztem większych odpraw.

Już wiadomo, że w 2013 r. pracę straci około 7,3 tys. nauczycieli, a jeszcze większa grupa dostanie propozycje pracy tylko na część etatu – czyli coś, co da zajęcie, ale nie da możliwości przetrwania. Według ZNP – na części etatu poprzestać będzie musiało nawet około 18 tys. nauczycieli, według innych związków zawodowych – nawet 30 tys. osób. Ministerstwo Edukacji ubolewa. Tłumacząc jednocześnie, że szkoły to – zgodnie z prawem – sprawa samorządów.

Dla zwalnianych nie ma propozycji. Są jedynie lokalne projekty. W Wałbrzychu niektórzy mogą liczyć na posadę w jednym z trzech nowych żłobków i przedszkoli. Nauczyciele sami szukają więc sobie pracy, na przykład – na portalach. Iwona pisze na egzaminy.pl, że ma kwalifikacje nauczyciela środowiska, ale może podjąć się też stylizacji. Chemiczka-fizyczka, że prócz korepetycji z przedmiotów, których uczyła w szkole, podejmie się też pracy jako kosmetyczka. Tyle że nikt nie dzwoni.

Wniosek: szkoły będą tak samo ciasne, jak były, klasy tak samo liczne, poziom nauczania niewiele się zmieni, a 200 tys. świeżych magistrów pedagogiki rocznie – bo tyle opuszcza uczelnie – pójdzie szlifować paznokcie.

Studenci: koniec masówki czy prymat marnych studiów?

O jedną trzecią skurczy się wkrótce liczba potencjalnych studentów. W 2002 r. w Polsce żyło 3,2 mln osób wieku 19–23 lata, w tym roku – o 600 tys. mniej. Za pięć lat zniknie z sal wykładowych 500 tys. młodych ludzi. Ale i w szkolnictwie wyższym latami jedyną obowiązującą strategią był optymizm. Młodych ubywało – uczelni przybywało. Jest ich dziś 470, w tym niepublicznych – 338. Tylko w ciągu ostatnich dwóch lat otwarto kilkanaście nowych.

Te dobre prywatne (np. SWPS, Collegium Civitas, Koźmiński) zapowiadały, że podniosą poziom studiów nawet ponad uniwersytecki i to je uratuje, kiedy przyjdzie niż. Mniejsze, lokalne szkoły spodziewały się, że przetrwają, bo młodzież z małych miejscowości nie ma pieniędzy, by studiować w dużych miastach; zapowiadały, że przystosują się do lokalnego rynku pracy. Uczelnie państwowe, podkreślając swoje zasługi w wykształceniu dziesiątków tysięcy młodych z wyżu, obiecywały ograniczyć płatną masówkę na studiach zaocznych. Tyle oficjalnie. Bo nieoficjalnie każdy sektor wypracował trochę inną strategię przetrwania.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną