Kto ucierpi na zaostrzeniu prawa aborcyjnego?

Pseudowrażliwi obrońcy życia
Jarosław Gowin tłumaczył, że nie głosował za odrzuceniem zapisu, by zakazać aborcji także w przypadku ciężkiego i nieuleczalnego uszkodzenia płodu, bo chciał, żeby w debacie mocniej wybrzmiały postulaty „za życiem”.

Problem w tym, że żadna debata nie jest już możliwa. To widać po argumentach, które padały: że nowonarodzeni niepełnosprawni to mogą być przyszli paraolimpijczycy, że nie wolno wprowadzać dyscypliny podczas głosowania, bo poseł Godson odejdzie z Platformy; z drugiej strony prezydent Komorowski przekonywał, że trzeba bronić kompromisu, bo taka była wola Marii Kaczyńskiej.

Każda odsłona wojny aborcyjnej przynosi jednak eskalację języka, którym posługuje się prawica. Najpierw płód zmienił się w dziecko nienarodzone, a aborcja w zabójstwo. Dziś mówi się już o „mordowaniu osób niepełnosprawnych”, a aborcję płodu, który po urodzeniu nie będzie zdolny do życia, nazywa „eugeniczną zbrodnią”. Takim językiem nie da się sensownie rozmawiać. Nawet używający go posłowie nie traktują go poważnie, bo nie żądają przecież za te „zbrodnie” wysokich kar więzienia. Ale tworzy on wokół aborcji atmosferę tabu. Media, żeby się w tym odnaleźć, ustawiły na kontrze dwa projekty: Solidarnej Polski i Ruchu Palikota, nazywając je radykalnymi i broniąc mitycznego kompromisu społecznego. Tylko że ten kompromis zawarto między prawicą a Kościołem. Drugiej strony, która przed laty zebrała półtora miliona podpisów za referendum w sprawie aborcji, nikt o zdanie nie pytał. Zapisy, które zawierał projekt Ruchu Palikota, też trudno uznać za jakoś szczególnie radykalne. Podobne obowiązują w większości europejskich krajów. Co radykalnego jest w postulatach refundacji antykoncepcji czy edukacji seksualnej w szkołach?

Od początku było wiadomo, że nie ma szans na zmiany i oba projekty skazane są na niepowodzenie. Chodziło o polityczną przepychankę. Ale w oparach ideologii zniknęła rzeczywistość. Posłom umknął fakt, że ich dyskusja jest coraz bardziej bezprzedmiotowa, bo aborcja jest dla Polek w pełni dostępna. Otaczają nas kraje, w których obowiązuje liberalne prawo. Wystarczy pojechać parę kilometrów za granicę do Czech, Niemiec czy na Słowację, by trafić do kliniki z polską obsługą. Środki wczesnoporonne zamawia się przez Internet. Kobiety nie są w tej sprawie zdane na sumienie polityków, jeśli tylko mają pieniądze. Okrutne jest to, że gdyby posłom udało się rzeczywiście zaostrzyć prawo, dotknęłoby ono tych najbiedniejszych i najbardziej bezradnych.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną