Rzecznik SLD dał plamę

Wizytówka na miarę
Jaki argument stoi za utrzymywaniem Dariusza Jońskiego na stanowisku rzecznika Sojuszu Lewicy Demokratycznej?

- Jeśli jest w ciąży, to niech zajmie się ciążą, dzieckiem. Nie ma głowy, nie ma siły, niech kibicuje z boku –  tak w rozmowie z Superstacją rzecznik SLD Dariusz Joński uzasadniał powody, dla których ze stanowiska powinna odejść minister sportu Joanna Mucha. Dla porządku dodajmy, że główna przyczyna, dla której Mucha – według Jońskiego - miałaby się podać do dymisji, to problemy z rozegraniem meczu Polska-Anglia. Wątek domniemanej ciąży polityczki PO został wywołany przez pytanie reportera, ale poseł lewicy podjął go z dużym zapałem.

W zetknięciu z takimi przejawami wrażliwości i intelektualnego wyrafinowania, najbardziej chciałoby się mruknąć: chamstwo i zająć się ciekawszymi sprawami. Kłopot w tym, że Dariusz Joński jest tym, kim jest, czyli rzecznikiem SLD. I jeśli władze partii w końcu tego nie zmienią, pozostanie uznać, że – w osobie Jońskiego - prezentują wyborcom uczciwą i autentyczną wizytówkę swojego ugrupowania. I w zasadzie byłoby to całkiem spójne i konsekwentne postępowanie.

Sojusz głosuje ostatnio co prawda w sposób zgodny z tym, czego można oczekiwać od lewicy, ale politycy tej partii, zwłaszcza starszego pokolenia - z przewodniczącym na czele - zawsze mieli skłonność do serwowania co jakiś czas koszarowych dowcipów, czy zajmowania się urodą tej czy innej posłanki. Ot, mocno ugruntowane nawyki z czasów PRL, kiedy lewicy wypadało być seksistowską i patriarchalną. Może więc rzecznikowanie Jońskiego, rocznik 1979, to takie mrugnięcie do wielodekadowego żelaznego elektoratu – że niby robimy zmianę pokoleniową, ale tak naprawdę to ciągle przecież my, swoi.

Inna rzecz, że wypowiedź o Joannie Musze to nie pierwsza wpadka polityka SLD. Kilka miesięcy temu ogłosił, że Powstanie Warszawskie wybuchło w 1988 roku, a rok później wprowadzono stan wojenny. Po tamtym wyskoku przynajmniej pokornie zapowiadał, że uzupełni wiedzę. Po komentarzu o domniemanej ciąży minister sportu w końcu przeprosił, zapewniając, że nie było jego intencją odnoszenie się do jej życia prywatnego (sic!), a w międzyczasie zdążył oskarżyć dziennikarza Superstacji o manipulację. To, jak człowiek przeprasza za to, że dał plamę, więcej mówi o człowieku niż ta plama sama w sobie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną