Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Wizytówka na miarę

Rzecznik SLD dał plamę

Jaki argument stoi za utrzymywaniem Dariusza Jońskiego na stanowisku rzecznika Sojuszu Lewicy Demokratycznej?

- Jeśli jest w ciąży, to niech zajmie się ciążą, dzieckiem. Nie ma głowy, nie ma siły, niech kibicuje z boku –  tak w rozmowie z Superstacją rzecznik SLD Dariusz Joński uzasadniał powody, dla których ze stanowiska powinna odejść minister sportu Joanna Mucha. Dla porządku dodajmy, że główna przyczyna, dla której Mucha – według Jońskiego - miałaby się podać do dymisji, to problemy z rozegraniem meczu Polska-Anglia. Wątek domniemanej ciąży polityczki PO został wywołany przez pytanie reportera, ale poseł lewicy podjął go z dużym zapałem.

W zetknięciu z takimi przejawami wrażliwości i intelektualnego wyrafinowania, najbardziej chciałoby się mruknąć: chamstwo i zająć się ciekawszymi sprawami. Kłopot w tym, że Dariusz Joński jest tym, kim jest, czyli rzecznikiem SLD. I jeśli władze partii w końcu tego nie zmienią, pozostanie uznać, że – w osobie Jońskiego - prezentują wyborcom uczciwą i autentyczną wizytówkę swojego ugrupowania. I w zasadzie byłoby to całkiem spójne i konsekwentne postępowanie.

Sojusz głosuje ostatnio co prawda w sposób zgodny z tym, czego można oczekiwać od lewicy, ale politycy tej partii, zwłaszcza starszego pokolenia - z przewodniczącym na czele - zawsze mieli skłonność do serwowania co jakiś czas koszarowych dowcipów, czy zajmowania się urodą tej czy innej posłanki. Ot, mocno ugruntowane nawyki z czasów PRL, kiedy lewicy wypadało być seksistowską i patriarchalną. Może więc rzecznikowanie Jońskiego, rocznik 1979, to takie mrugnięcie do wielodekadowego żelaznego elektoratu – że niby robimy zmianę pokoleniową, ale tak naprawdę to ciągle przecież my, swoi.

Inna rzecz, że wypowiedź o Joannie Musze to nie pierwsza wpadka polityka SLD. Kilka miesięcy temu ogłosił, że Powstanie Warszawskie wybuchło w 1988 roku, a rok później wprowadzono stan wojenny. Po tamtym wyskoku przynajmniej pokornie zapowiadał, że uzupełni wiedzę. Po komentarzu o domniemanej ciąży minister sportu w końcu przeprosił, zapewniając, że nie było jego intencją odnoszenie się do jej życia prywatnego (sic!), a w międzyczasie zdążył oskarżyć dziennikarza Superstacji o manipulację. To, jak człowiek przeprasza za to, że dał plamę, więcej mówi o człowieku niż ta plama sama w sobie.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną