Kraj

W glorii

Gloria Maria - dowód świętości Jana Pawła II

Gloria Maria Wrona. Cud jej istnienia uznano za dowód świętości polskiego papieża. Gloria Maria Wrona. Cud jej istnienia uznano za dowód świętości polskiego papieża. Piotr Deska / BEW
Gdy rodzice Glorii Wrony udzielają świadectw o jej cudownym uzdrowieniu, publiczność jest proszona o oklaski dla tego dziecka. Dziecka, które miało nie żyć. Cud jej istnienia uznano za dowód świętości polskiego papieża.
2012 r. Z rodziną: tatą Jackiem, siostrą Dominiką,mamą Joanną, siostrą Wiktorią i braciszkiem Maksem.Piotr Bławicki/EAST NEWS 2012 r. Z rodziną: tatą Jackiem, siostrą Dominiką,mamą Joanną, siostrą Wiktorią i braciszkiem Maksem.
2011 r. Z mamą i tatą w Rzymie podczas beatyfikacji Jana Pawła II.Archiwum 2011 r. Z mamą i tatą w Rzymie podczas beatyfikacji Jana Pawła II.
Urodziła się 1 lipca 2005 roku, w 28 tygodniu ciąży. Dwa miesiące po śmierci papieża.Piotr Deska/BEW Urodziła się 1 lipca 2005 roku, w 28 tygodniu ciąży. Dwa miesiące po śmierci papieża.

Artykuł w wersji audio

Siedem. Tyle lat ma Gloria Maria Wrona z Częstochowy, a cud jej istnienia udokumentowany medycznie został wybrany z tysięcy napływających do Postulacji ds. Beatyfikacji i Kanonizacji Sługi Bożego Jana Pawła jako dowód utwierdzający papieską świętość.

Jeszcze nie przeczytała książeczki o sobie „Świadectwo Glorii Marii”, napisanej przez mamę i tatę, choć już wyszło szóste wydanie poprawione. O tym, że kiedy świat transmitował papieskie umieranie, a potem żałobę, ona też umierała w łonie mamy. Na USG stwierdzono m.in.: znikomą ilość wód płodowych, brak nerek, pęcherza, rozdęte jelita, przerośnięte serce, komory niewspółpracujące z przedsionkami, niewykształconą wątrobę.

Prof. Jerzy Sikora, ordynator Patologii Ciąży Szpitala Klinicznego Śląskiej Akademii Medycznej, tak wtedy powiedział mamie: Żadnej możliwości życia poza łonem. Każdego dnia mama kładła na brzuchu obrazek z papieżem i odręcznym napisem na odwrocie: „Ojciec św. wziął go do rąk i pobłogosławił z myślą o chorych w Krakowie 22 czerwca 1983 r.”.

Dziś Gloria jest najwyższa w klasie, choć do katolickiej szkoły podstawowej poszła rok wcześniej. A rodzice jej istnienie interpretują skromnie: jako narzędzie, które zostało użyte do ewangelizacji.

Pierwszy cud

Dwadzieścia osiem. Tyle tygodni miała, kiedy opuściła łono. Był 1 lipca 2005 r., trzy miesiące wcześniej umarł Jan Paweł. Zagrażała już życiu mamy. Ekipa operacyjna czekała, bo mama szła na ten zabieg jak na ukrzyżowanie, a żeby mieć duchową pewność, poprosiła o kontakt z duszpasterzem. Najpierw przyszli do mamy dwaj zakonnicy, zagrozili, że urodzenie będzie równoznaczne z aborcją. Na wszelki wypadek zadzwonili do franciszkańskiego etyka o. Mieczysława Wnękowicza, który miał na sobie stułę o. Pio i przeczucie, że wolno rodzić.

Mama podpisała formalności, co zrobić z ciałem. Jeszcze zawahała się nad imieniem Gloria Maria. Jaka to chwała? Imię Maria na nagrobku? Nocą nasłuchiwała brzdęku metalowych wózków o posadzkę korytarza, którymi wożono mamom dzieci do karmienia. Jeśli któryś nie skręcił do sali, może jechał do prosektorium?

I stał się pierwszy cud. Rano pediatra powiedział mamie, że z dzieckiem dzieją się niesamowite rzeczy. Pojawiły się kropelki moczu i oddycha samodzielnie. Ale niech mama nie rozbudza nadziei. Stwierdzono: nieprawidłowe otwory w sercu, uszkodzenia słuchu, oczu, mózgu, krwawienia środczaszkowe II i III stopnia, nierozwinięte stawy biodrowe i inne. W 62 dniu życia Gloria opuszcza inkubator, w 71 dniu – klinikę, a po kilkunastu miesiącach, bez cienia ingerencji chirurgicznej, lekarze ośmiu specjalizacji nie wychodzą z podziwu: wszystkie wady (w tym uszkodzone oczy, słuch i serce) cofają się samoistnie.

Gdy media polskie i zagraniczne pytają prof. Jerzego Sikorę o cud Glorii, mówi, że w 30-letniej karierze to jedyny przypadek, by noworodek z tak skrajnie niską masą urodzeniową po roku życia stał się zdrowym dzieckiem. Noworodki o tej masie często umierają, a jeśli przeżyją, cierpią na liczne dolegliwości.

 

To nie był koniec cudów. W 11 ­dobie Gloria została zarażona posocznicą, na którą przecież umierają żołnierze. Okoliczności wskazują, że do drugiego cudu jej istnienia przyczyniły się pielęgniarki z oddziału patologii noworodka Górnośląskiego CZD. Zabawa pań we wkładanie sobie do kieszonek fartuchów dzieci wielkości dłoni i fotografowanie się wyciekła do ogólnopolskich mediów. Jeden maluch wystający z kieszeni bardzo przypominał Glorię, choć prokuratura do tej pory nie ma pewności.

Pięć tysięcy. Tato obliczył, że tyle autografów złożyła Gloria na książeczce o sobie. Sprzedano już 16 tys. egzemplarzy. Tata mówi: cuda idą. Chodzi mu o dzisiejszą potrzebę realnych życiowych historii, nieokraszonych nudną teologiczną filozofią.

Gloria miała 5 lat, gdy na targach wydawców katolickich przez dwa dni składała autografy. Po 100 dziennie. Czasem mama musiała podtrzymywać mały zmęczony nadgarstek. A jaka przy tym cierpliwa. Kiedy już była bardzo głodna i zmęczona, tato kupił jej ciasteczko. Mama mówi: To ugryź sobie. Choć zbierało się Glorii na płacz, nie ugryzła. Powiedziała: Zjem, jak podpiszę wszystkie książeczki. Ubrana w wełnianą garsonkę ze sklepu Endo wyglądała jak pisarka.

Całus z nieba

Rodzice Glorii ciągle przyjmują zaproszenia na złożenie świadectw. Tato mówi, że będzie to duchowy posag Glorii. Zwykle siada na stołeczku w centralnym miejscu i słucha o tym, że żyje, a z perspektywy „szkiełka i oka” nie powinna. Świadczyła m.in. dla pątników z Solca Kujawskiego, Janikowa i Wrocławia, na XI Radomszczańskich Dniach Rodziny przed każdą z siedmiu mszy, w Myszkowie, Legnicy, Toporowie, Poznaniu, Otwocku, Ostródzie, Pakości, Kleszczowie, Parczewie, Pelplinie, Pniewach, Zawierciu, Jastrzębiu-Zdroju, na Jarmarku Antoniańskim w Białej Podlaskiej, we Włodowicach, w kościele i szpitalu uzdrowiskowym w Iwoniczu-Zdroju, dla dzieci ze szkoły specjalnej w Dąbrowie Górniczej, dzieci z Leszna, z Wielunia, ze Smolajnów, w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Lidzbarku Warmińskim. Na błoniach w Leśniowie witało Glorię ponad 10 tys. wiernych. Gdy na błoniach w Kobielach Wielkich podczas Regionalnych Dni Młodzieży wchodziła na ołtarz z mamą i tatą, ksiądz poprosił o owację. Została posadzona na stołeczku. Najpierw mówił tata.

 

Tato to twardziel, emerytowany policjant. Gdy miała umrzeć poza łonem, był wykładowcą szkoły policyjnej w Szczytnie i oficerem CBŚ. Rozpracowywał przestępczość narkotykową, nosił spodnie moro plus pistolet. On, wówczas Brudny Harry, nie popadał w skrajności, z miłosierdziem też.

Więc mama głaskała po główce Glorię, machającą nogami na stołeczku, a tata mówił do młodzieży w Kobielach Wielkich, że jego praca wymagała wtopienia się w przestępczy świat, że woził się pięknymi brykami, miał kieszenie pełne dolarów, złote łańcuchy, ochroniarzy jak świniaków. Aż ta zła poświata zaczęła go oślepiać.

Drodzy – mówił tata – Gloria jest dowodem na to, jak niebo daje całusa ziemi. I wcale nie namawia do bycia dziadem. Chrystus nie potrzebuje dziadów. Oklaski.

Osiemset sześćdziesiąt.Tyle gramów będzie miał relikwiarz, projektowany na przyszłościową uroczystość kanonizacji papieża, odwzorowujący wagę Glorii, gdy przyszła na świat.

To są niuanse, ale wszystkie ważne wydarzenia w jej życiu działy się w święta Matki Boskiej. Mamine kalendarium Glorii: poczęta 1 stycznia – dla niewierzących w Nowy Rok, dla wierzących w Matki Bożej Rodzicielki. 2 lipca – w Niepokalanego Serca Maryi – pojawiły się pierwsze krople moczu. 8 września – w Narodzenie Marii Panny – opuściła klinikę. 15 września – w Maryi Panny Bolesnej – pierwsza podkliniczna wizyta okulistyczna, 7 października – w Maryi Panny Różańcowej – wizyta neonatologiczna. 2 lutego – w Matki Boskiej Gromnicznej – wizyta u kolejnych czterech specjalistów. 15 września – w Maryi Panny Bolesnej – stawia pierwsze kroki. W kościele. Podczas mszy świętej.

Dlatego w niedziele o 8 rano Gloria chodzi z tatą na Jasną Górę na nabożeństwa łacińskie, a gdy przeor Sebastian Matecki zauważy ją z ołtarza, zawsze stara się do tego odnieść. Dlatego była z mamą i tatą w Rzymie w piątą rocznicę śmierci Jana Pawła i w towarzystwie dwóch ekip telewizyjnych złożyła na grobie książeczkę o sobie i laurkę.

Gloria zwykła i Gloria uzdrowiona

Dlatego nosi na szyi łańcuszek z oprawioną w złoto relikwią drugiego stopnia – fragment chusteczki, którą po śmierci przykryto papieską twarz. Dlatego Mariusz Drapikowski, projektant autorskich sukienek na obrazy Matek Boskich, ofiarował jej kawałek skały oprawionej w złoto i tytan, po której w czasie objawień stąpał św. Archanioł Michał.

Gloria odróżnia, kiedy jest Glorią zwykłą, a kiedy uzdrowioną. Gdy w „Dzień Dobry TVN” powiedziała, że w przyszłości chce zostać modelką, szefowa pewnej agencji zaprosiła ją na wybieg podczas Fashion Week w Rzeszowie. Wiedziała, że jedzie tam ten pierwszy rodzaj Glorii, dziewczynki lubiącej przebieranki. Jeśli nie rozumie, pyta mamę, jako kto jedzie?

Siedem i pół tysiąca. Tyle eksponatów jest w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II, które półtora roku temu założył w Częstochowie wujek Krzysiek (Krzysztof Witkowski, biznesmen) jako wotum za swoje uzdrowienie z udaru. Jest prywatne, ultranowoczesne pod względem audiowizualnym, oświetlone ponad 30 tys. punkcików i największe na świecie. Wujek ma nawet jeden z trzech papieskich długopisów. Pewien arcybiskup przed zapieczętowaniem pokoju Jana Pawła wziął je z biurka.

A jak uważnie w muzeum zachowuje się Gloria, choć dla dziecka w jej wieku wokół wszystko świeci tak samo. Nie może jej zabraknąć, gdy 18 dnia każdego miesiąca (18 przyszedł papież na świat) o godz. 18 odwiedzają muzeum znamienici goście i prelegenci, a każdy chce mieć zdjęcie z Glorią. Był m.in. kard. Stanisław Dziwisz, Wanda Półtawska, a nawet Arturo Mari, osobisty fotograf Jana Pawła, który szczególnie Glorię ukochał.

Już trzy razy wujek Arturo odwiedził ją w domu na kolacji. Gdy przyjechał pierwszy raz, przywitał się z dwiema starszymi siostrami Glorii i młodszym bratem (urodzonymi podręcznikowo), ale dopiero jak spojrzał na nią, zaświeciły mu się oczy i powiedział radośnie: Tak, to ona. Choć przez 52 lata służył u sześciu papieży i zna najważniejszych ludzi na tym świecie, widzi w Glorii „anioła Boga” i „rękę Ojca Świętego”. Kiedy wujek Arturo zapytał ją: Jak znasz Jana Pawła, powiedziała: rozmawiam z nim. A stało się to, kiedy Jan Paweł II już nie żył. Wujek Arturo odwiedził też szkołę Glorii.

 

W domu na kolacji był też ks. Stanisław Małkowski, duszpasterz Solidarności i przyjaciel ks. Popiełuszki. Opowiadał Glorii o doświadczeniach, jakich doznał za czasów komunistycznych bandytów.

Wracając do muzeum. Na razie medale i monety odwiedza jakieś 100 osób miesięcznie. Z początku wujek Krzysiek, licząc na większe zainteresowanie, codziennie zamawiał do bufetu 20 kremówek z wadowickim certyfikatem, ale zjadała je głównie obsługa, która narzekała, że już nie mieści się w fotelach. Wujek mówi, że jest przerażający brak zainteresowania Janem Pawłem. Przy medalu z papieżem całującym polską ziemię wycieczki szkolne potrafią zapytać: Jest pijany czy czegoś szuka?

Tysiąc albo więcej. Tyle razy była nazwana niezwykłą dziewczynką. Gazety dopatrywały się wzniosłości w każdej zabawie Glorii: „Jeśli oczy są zwierciadłem duszy, to jej dusza jest bezkresna. Można zatopić się w spojrzeniu tej sześciolatki”; „Niedzielne popołudnie, rodzina Wronów schodzi wąską ścieżką, Gloria wesoło podskakuje i na chwilę przystaje, wpatrując się w pierwsze wiosenne źdźbła trawy”; „Pytana o papieża mówi: kocham go, po czym wraca do kolorowanek”.

Na placu zabaw często babcie poszturchują się: Patrz, to jest ta dziewczynka. Mamie ciąży ta popularność. Mama musi czuwać, żeby Gloria wiedziała, że jest drugim tłem. Bo to Jan Paweł, nie ona, w całej tej historii jest bohaterem. Wie. Przedstawiając się nie mówi: Jestem ta Gloria, tylko: Jestem Gloria, jak mnie papież uzdrowił.

Koszty ewangelizacji

Mama i tato nie eksponują w domu jej cudowności w stylu: będziesz ukarana, bo Bóg na ciebie patrzy. Ale jest traktowana szczególnie. Nie chodzi o surowe formatowanie na świętą. Chodzi o to, żeby nie zmarnować tego, co w jej życiu już zostało zasiane. Przecież będzie żyła z tym piętnem. Że po coś ten Bóg zachował ją na tym świecie. Więc należy pilnować, by nie uderzyła jej woda sodowa.

Żadne z dzieci, nawet tych celebryckich, nie było jeszcze w depeszach największych światowych agencji, w tym CNN, BBC, DPA, Reuters. W „Niedzieli”, „Poradniku Domowym”, „Super Expressie”, „Twoim Imperium”, „Rewii”, „Kobiecie i Życiu”, „Vivie!”, „Wyborczej”, „Przyjaciółce”, „Życiu na Gorąco”, „Tinie”, „Chwili dla ciebie”, „Kawie czy herbacie”, „Pytaniu na śniadanie”, „Ekspresie reporterów”, „Wiadomościach”, „Faktach”, „Rozmowach w toku”, „Czarno na białym”, „Celowniku”, „Uwadze”. Czasem to są występy żenujące – gdzieś między celebrytą a przepisem na kotleta. Ale mama czuje pokorę. To są koszty ewangelizacji.

Jest w Wielkiej Księdze Cudów. A gdy tato wysyłał zdjęcia Glorii na okładkę największego miesięcznika w Ameryce Płd., meksykańscy redaktorzy zachwycili się, że jest ideałem słowiańskiego dziecka. Lubią ją nawet muzułmanie.

W lutym 2010 r. metropolita częstochowski Stanisław Nowak otworzył wystawę o Glorii w Katolickim Gimnazjum św. Józefa. Są owoce. Dziewczynka z tej szkoły w tym roku urodziła dziecko. Choć w trakcie ciąży okazało się, że nie ma ono rączki, podejrzewano upośledzenie i sugerowano aborcję, nie zabiła.

Czasem mama odmawia występów. Raz telewizja wyszła z propozycją, żeby zrobić o Glorii quiz. Chodziło o to, że puszczą niedopowiedziany fragment, jak mama dowiaduje się o stanie Glorii w łonie, a widzowie zagłosują drogą esemesową, co powinna zrobić. Odmówiła też „Miastu kobiet” w TVN Style. Ciągle przekładali zaproszenie Glorii do studia tłumacząc, że nie mogą dobrać do programu bohaterów adekwatnych tematycznie, czyli transparentnych moralnie. Mieli zboczeńców, morderców, a normalnych nie? Mama i tato nie chcą, żeby ktoś ogrzewał się przy Glorii i robił swój negatywny show.

Gloria spowodowała też – jak pisze tato w książeczce o niej – „wręcz histeryczną reakcję zastępów lewactwa, ateistów, racjonalistów, ciotek rewolucji”. Oskarżano mamę i tatę, że TVN kupił im samochód, a George Bush przesłał dolary na mieszkanie. Tymczasem wysłał tylko podziękowanie za obraz Matki Częstochowskiej, który mama wyhaftowała krzyżykiem jako wyraz szacunku, że stoi na straży rodziny.

Pięćdziesiąt tysięcy. Tyle odwiedzających ma Gloria na stronie o sobie. W zakładce „intencja modlitewna” mama codziennie sprawdza proszących o wstawiennictwo Glorii. Niektórzy zwracają się z gorącą prośbą o przysłanie tamtego obrazeczka z Janem Pawłem, który kładła sobie na brzuchu. Mama odpisuje, że obrazek nie spełnia życzeń, to nie jest talizman. Czasem Gloria pyta: Co to jest aborcja, przeciw której się modli? Raz modliła się z mamą za karłowate dziecko. Mama tłumaczyła, co to jest karłowatość i że temu dziecku już nic nie pomoże. Gloria: Jak to, nawet Jan Paweł?

Więc trzeba wychowywać ją tak, żeby cud własnego istnienia jej zbyt nie spowszedniał.

Polityka 50.2012 (2887) z dnia 12.12.2012; Kraj; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "W glorii"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Mury Granady. Co zachwyca w Andaluzji

Gdy w Polsce zimno i plucha, tylko niespełna trzy godziny lotu dzielą nas od Andaluzji, gdzie cieszyć możemy się promieniami słońca i niezwykłymi zabytkami.

Paweł Moskalewicz
10.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną