Refundacja leków to fikcja? Lekarze nie chcą wystawiać recept ze zniżką

Lek na sto procent
Pacjenci prywatnych przychodni tracą dostęp do refundowanych przez państwo leków. Prowadzący je lekarze, tłumacząc się represyjnym prawem, nie chcą podpisywać umów z NFZ.
Pacjenci nie zawsze są świadomi, że ich rachunek w aptece byłby niższy, gdyby prywatny lekarz miał podpisaną umowę z NFZ i wypisał im dany lek z refundacją.
Anna Jarecka/Agencja Gazeta

Pacjenci nie zawsze są świadomi, że ich rachunek w aptece byłby niższy, gdyby prywatny lekarz miał podpisaną umowę z NFZ i wypisał im dany lek z refundacją.

Joanna pracuje w jednym z warszawskich wydawnictw. Oprócz podstawowej opieki zdrowotnej, która przysługuje jej w ramach powszechnego ubezpieczenia, pracodawca zapewnia jej pakiet medyczny w  jednej z prywatnych przychodni. Specjalny bonus, który od kilku lat w dużych firmach jest standardem. Pakiet obejmuje wizyty u większości specjalistów i zestaw podstawowych badań. Atuty takiego rozwiązania to krótsze kolejki i lepsza obsługa. Przynajmniej teoretycznie.

Gdy na twarzy wyskakuje dziwna wysypka, następnego dnia Joanna znajduje się w gabinecie dermatologicznym. Lekarz chętnie wypisuje receptę na specyfik. W aptece farmaceutka prosi o 8 złotych i za dwa dni wyznacza termin odebrania maści. Ale gdy Joanna wraca po lek, sprzedawczyni jeszcze raz dokładnie przygląda się recepcie, po czym informuje, że cena będzie wyższa i to siedmiokrotnie. Dlaczego? Farmaceutka nie zauważyła wcześniej, że dermatolog wypisał receptę ze 100 proc. odpłatnością, czyli bez refundacji Narodowego Funduszu Zdrowia. Zrobił tak, bo nie miał podpisanej umowy z NFZ, a tym samym nie miał uprawnień, by wypisać receptę z należną refundacją.

Pacjent nieinformowany

Okazuje się, że na niespełna 160 tys. zarejestrowanych w Polsce lekarzy (w tym stomatologów) umowy z NFZ ma podpisanych tylko niewiele ponad połowa. Te dane nie odzwierciedlają jednak skali problemu, bo liczba medyków mogących wystawiać recepty ze zniżką jest różna w zależności od województwa.  Według danych Stowarzyszenia Lekarzy Praktyków, najgorzej jest w województwie pomorskim, gdzie indywidualne umowy z NFZ zawarło raptem 34 proc. lekarzy. Tylko niewiele lepiej jest w małopolskim, gdzie jest ich zaledwie 37 proc. i w warmińsko-mazurskim (40 proc.). Lekarze którzy umów nie podpisali, nie mogą w gabinetach prywatnych wypisywać recept z refundacją.

Efekt jest taki, że - jak pokazuje sondaż przeprowadzony przez portal Medycyna Praktyczna podczas zeszłorocznego kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego - 44 proc. lekarzy przyjmując pacjentów w prywatnych gabinetach, przepisuje im wyłącznie leki nierefundowane.

Ale największy problem polega na tym, że nieświadomi pacjenci zdecydowanie za późno dowiadują się o tym, że nie dostaną leku z niższą ceną. Tak jest nawet w dużych, prywatnych przychodniach, które chwalą się gęstą siecią swoich placówek.

Dzwonię na numery infolinii kilku warszawskich centrów medycznych. Chcę się zapisać na wizytę do specjalisty. Wszędzie pytam o to samo: czy lekarze, którzy świadczą tam swoje usługi, mają podpisane umowy z NFZ. Zazwyczaj po chwili wahania pada podobna odpowiedź: - Nie wszyscy, ale wielu.

Pytam więc o możliwość sprawdzenia, który specjalista ma taką umowę, a który nie. I tu pojawia się problem. Okazuje się, że przychodnie nie prowadzą powszechnie dostępnej dla pacjentów ewidencji. Nie ma jej ani na stronie internetowej, nie posiada jej również rejestratorka. Tego, czy dany lekarz może wystawiać recepty ze zniżką, dowiemy się dopiero w gabinecie. W przypadku pacjenta, który nie ma abonamentu, oprócz straty czasu, oznacza to wydanie dodatkowych pieniędzy - około 100 złotych za wizytę. Wszystko zgodnie z prawem. - Wskazane byłoby, aby taką informację pacjent mógł uzyskać już podczas rejestracji do konkretnego lekarza, jednak żadne przepisy nie nakładają na placówki takiego obowiązku – mówi Krystyna Barbara Kozłowska, rzeczniczka praw pacjenta.

Strach przed karą?

Dlaczego lekarze omijają NFZ łukiem? Najwięcej z nich zrzuca winę na nieprzejrzyste procedury i wciąż zmieniające się przepisy (głównie w formie komunikatów NFZ, a nie aktów prawnych).  Wiele wątpliwości budzi też obowiązek wypisywania recept z refundacją zgodnie z Charakterystykami Produktu Leczniczego zatwierdzonymi przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych. Nakładają one na lekarzy obowiązek zapisywania danego leku tylko na określone choroby. O dowolności nie ma mowy. Weźmy choćby heparynę – popularny lek przeciwzakrzepowy stosowany głównie w profilaktyce i leczeniu zatorowości płucnej oraz żylnej chorobie zakrzepowo-zatorowej.  Okazuje się, że pomaga ona również wielu pacjentom, którzy są dializowani. Substancja ta zapobiega bowiem zamykaniu się wąskiej przetoki łączącej żyłę z tętnicą, co jest warunkiem prawidłowego podłączenia sprzętu filtrującego i oczyszczającego krew ze zgromadzonych toksyn. Ministerstwo nie umożliwia jednak takim pacjentom refundacji heparyny. W ich przypadku miesięczna kuracja to koszt około 300 złotych. Gdyby mogli skorzystać z refundacji, płaciliby miesięcznie około 10 razy mniej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną