Kraj

Tłok na prawicy

Na prawicy nie tylko PiS

Pojawia się poczucie, że mimo przyzwoitych notowań PiS, w partii zbliża się przesilenie. Pojawia się poczucie, że mimo przyzwoitych notowań PiS, w partii zbliża się przesilenie. Michał Dyjuk / Reporter
Prawicowa opozycja przeskoczyła Platformę w sondażach, a jednocześnie jest zakleszczona w polityce Jarosława Kaczyńskiego, która staje się w środowisku przyczyną coraz większego fermentu.
Trudno przypuszczać, by w najbliższych wyborach PJN okazała się czarnym koniem.Michał Dyjuk/EAST NEWS Trudno przypuszczać, by w najbliższych wyborach PJN okazała się czarnym koniem.

Na prawicy zaczyna się walka o przyszłość, panuje tłok i chaos, poszukuje się nowych pomysłów, jak skorzystać na koniunkturze wywołanej przez słabnącą Platformę Obywatelską i rozsypaną lewicę. Dla wielu prawicowców, sfrustrowanych dotychczasowymi niepowodzeniami w walce z Tuskiem, oczywiste staje się, że trzeba szukać jakiegoś sposobu, jakiejś siły, by wyjść poza 30 proc. pewnego poparcia i uzyskać szansę na rządzenie. To walka o te dodatkowe, kluczowe 10 proc. zwolenników, których trzeba wyrwać z grupy lemingów albo spośród tych, którzy z reguły nie głosują. PiS musi zdobyć całkiem nowych wyborców, oddzielonych dotychczas od tej partii silną kulturową barierą. A Platforma musi jedynie odzyskać tych sympatyków, których poparcie już miała i z którymi mimo okresowych „fochów” ma mentalną i kulturową łączność.

Ta walka jeszcze się nie skończyła, a prawica jeszcze nie może odtrąbić zwycięstwa, o czym piszą nawet niektórzy „niepokorni” publicyści.

Niby po prawej stronie od kilku lat jest tylko jedna wielka siła, czyli PiS, zapewne dotrwa ono na tej pozycji do 2015 r. Niemniej ruch wokół, przeciw czy obok PiS jest już dzisiaj duży i będzie się nasilał, gdyż pytanie o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim – jako liderze całej prawicy – staje się coraz bardziej aktualne. Nawet gdyby jakimś cudem PiS zajęło pierwsze miejsce w wyborach za dwa lata, porażka mogłaby okazać się jeszcze większa, bo nie miałoby z kim współrządzić, a też nie miałoby realnej siły, by zrealizować wielki projekt zasadniczej zmiany państwa i poddania karze wszystkich, którzy nie przyjmują tezy o zamachu smoleńskim.

Niekoalicyjność PiS staje się teraz – nawet w oczach jego sympatyków – główną słabością tej partii, gdyż ci wszyscy, którzy chcą wreszcie korzystać z profitów, jakie może im dać władza prawicy, zdają sobie sprawę, że partia Kaczyńskiego im tego nie zapewni, nawet po wyborczej wiktorii. Zwycięski PiS ugrzązłby w piachu, szarpiąc się widowiskowo, a jego przywódca marniałby w oczach; nie zdobędzie ani ministerstw, ani publicznej telewizji.

Pojawia się zatem poczucie, że mimo przyzwoitych notowań PiS, zbliża się przesilenie. Że ten sondażowy wynik prawicy może zostać w wyborach zmarnowany, a cała formacja na kolejne lata pozostanie liczną, ale nadal sfrustrowaną opozycją.

Bez Jarosława Kaczyńskiego PiS pójdzie zapewne w rozsypkę, rozszarpane w walce diadochów, których jeszcze nie widać, ale się oczywiście ujawnią i wezmą za łby. Ale przede wszystkim zwolni się miejsce na samej górze, zniknie pisowski nawis nad całą prawicą, która bądź się tej supremacji podporządkowała, bądź w części wobec niej buntowała, ale nie potrafiła tej dominacji realnie zakwestionować.

Widać, jak poszukuje się tam jakiejś koncepcji wyjścia z tego zakleszczenia już teraz, ale przede wszystkim jak trwają poszukiwania rozwiązań personalnych i tematycznych na przyszłość. Bo zablokowana przez PiS prawicowa scena wcale nie jest szczytem marzeń dla wielu środowisk z tej prawicy się wywodzących. Chcą one rozparcelować elektorat Kaczyńskiego, a też go poszerzać w różnych kierunkach poprzez uwolnienie się od bagażu smoleńskiego w wersji Macierewicza i wzmożenie tak zwanej rzeczowej krytyki rządów Platformy.

Kto poza PiS

Słychać wiele opinii, że prawicowi wyborcy to fakt obiektywny i niezmienny, a PiS ich teraz po prostu jedynie obsługuje. Ale firma świadcząca ideologiczne usługi może się przecież zmienić. Z jakimi więc formacjami mamy dzisiaj do czynienia na prawicy, w jakie weszły one relacje ze sobą, gdzie biegną linie podziałów i jakie wyłaniają się hierarchie celów?

Jak na razie centralne miejsce zajmuje w tej geografii oczywiście Jarosław Kaczyński ze swoją całkowicie podporządkowaną partią. W ostatnich latach to podporządkowanie stało sie tak zupełne, że aż humorystyczne. Proces ubezwłasnowolnienia wewnętrznego PiS polegał między innymi na wycinaniu i wyrzucaniu wszystkich krnąbrnych bądź nadto zużytych w starych walkach i grach politycznych.

To z tych resztek i wyrzutków ukształtowały się dwie formacje: Polska Jest Najważniejsza i Solidarna Polska. Każda zaczynała z wielkim impetem, by z czasem słabnąć i mizernieć w oczach. Żadna nie potrafiła i nie potrafi uwolnić się od politycznej przeszłości, personifikowanej przede wszystkim przez Kaczyńskiego, z którym obecnie walczą. Żadna, bez ryzyka kompromitacji, nie może jakoś zasadniczo zmienić swoich czynów, opinii i sądów sprzed lat, czy to w ocenie IV RP, czy przyczyn katastrofy smoleńskiej, czy stosunku do Tuska i PO.

Oba te środowiska popisowskie mają swoje charakterystyczne wychylenia ideowe, dość przeciwstawne. Tak jak gdyby podzieliły się rolami, w zależności od tego, który wariant będzie miał większą szansę na zwycięstwo. Solidarna Polska bardziej na prawo i bliżej ojca Rydzyka, Polska Jest Najważniejsza bliżej centrum, bliżej konserwatywnego skrzydła Platformy Obywatelskiej i ministra Gowina. Wedle tego wariantu możliwa byłaby jednoczesna dekompozycja PO i PiS, a na styku reaktywowałaby się politycznie dawna idea PO-PiS, dla której warto układać się, pracować i czekać. A na PSL, jako koalicjanta, zawsze można będzie liczyć, czemu już dzisiaj służą rozmowy i układanki przedwyborcze Piechocińskiego z Pawłem Kowalem, liderem PJN. Ale PJN, jak twierdzi europoseł tego ugrupowania Marek Migalski, ślubu z ludowcami brać nie zamierza, w grę wchodzą jedynie „przytulanki”.

Trochę podobnie sprawy wyglądają z Solidarną Polską, która wciąż cieszy się życzliwością Radia Maryja i od tej strony najwidoczniej planuje swoje dalsze marsze polityczne. Od niej też zaczyna wszelkie kalkulacje na czas, gdy PiS wejdzie w dygot choroby sierocej, już po ustąpieniu Jarosława Kaczyńskiego. Tak na oko zdaje się, że te kalkulacje są nadto optymistyczne, niemniej nie można wykluczyć, że Ziobro może dostać przy nowym rozdaniu kart namaszczenie z Torunia i od wielu hierarchów Kościoła na szefa prawicy przyściennej (bo na prawo już tylko ściana). Ale to poparcie jest warunkowe i może być cofnięte, gdy na prawicy powstanie jakiś nowy układ sił.

Może o tym zadecydować ewentualne wyłonienie się jakiejś formacji narodowo-katolickiej, której potencjalną siłę można było zobaczyć 11 listopada w wielu miastach w Polsce. Ruch Narodowy już jest, są przyczółki, takie jak Młodzież Wszechpolska (która od niedawna ma nowego przewodniczącego, Tomasza Pałasza, 23-letniego studenta politologii, dotychczasowy szef Robert Winnicki został liderem całego RN) czy ONR. Cechą tego poruszenia jest radykalizm, jest ono skierowane nie tylko przeciwko wszystkim siłom na lewo, zaznacza też swój sprzeciw – lub zdystansowaną autonomię – wobec innych partii. Jest to pokoleniowe odrzucenie „starych” i jednoznaczne odwołanie się do dziedzictwa narodowej demokracji Romana Dmowskiego, a więc świadome zanegowanie tradycji piłsudczykowskiej, tak bliskiej ponoć Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Nawet jeśli w najbliższych wyborach parlamentarnych formacja narodowo-katolicka nie zdobędzie żadnej znaczącej pozycji, to już teraz wymusza na wszystkich swoich konkurentach większy radykalizm. A w tle czai się jeszcze Roman Giertych z Michałem Kamińskim, którzy mimo oskarżeń, że są koncesjonowaną przez Platformę oswojoną prawicą, bez wątpienia mają własne ambicje i czekają na dobry moment, aby odpalić z nową inicjatywą. Niesmoleńską i nierydzykową, a nawet antyrydzykową, biorąc pod uwagę konflikt Giertycha z ojcem dyrektorem.

No i jeszcze Piotr Duda z Solidarności, budujący z rockmanem Pawłem Kukizem swoją Platformę Oburzonych. Nawet jeśli ta konkretna inicjatywa nie wypali, Duda wyraźnie się autonomizuje; nawet Jarosław Kaczyński wprost przyznał, że lider „S” nie znajduje się w strefie wpływów PiS. Także Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego ma okresowe zwyżki notowań w sondażach, sięgające kilku procent poparcia. Te wszystkie byty, istniejące i potencjalne, podważają i osłabiają PiS. Dostrzega to Kaczyński, który ostatnio zaatakował „Oburzonych” i Pawła Kukiza, że wprowadzają zamęt, a głosować trzeba na PiS.

Tak więc prawica działa na ruchomych piaskach i próbuje się przystosować do nowych warunków. Widać wielkie ożywienie, nigdzie indziej niewystępujące w takim natężeniu, na pewno nie na lewicy, nie mówiąc już o środowiskach popierających rząd i jego partie. Prasa prawicowa dzieli się, dyskutuje, drukuje tysiące tekstów, jej autorzy jak w amoku piszą i piszą. Lansują PiS, ale coraz częściej przede wszystkim siebie samych, jakby w oczekiwaniu, że może to oni przejmą nieruchawą i wyjałowioną intelektualnie pisowską formację. Wyraźnie widać, że czują się znacznie zdolniejsi i mądrzejsi od drużyny Kaczyńskiego. Mają nadzieję lepiej wykorzystać siłę elektoratu tej partii, zręczniej nim pokierować i pomanipulować.

Dwa tygodniki, dwie taktyki

Zaznaczają się wyraźne różnice w kompozycjach ideowych i przyjmowanych taktykach. Występuje także wzajemna konkurencja, kto, jaka grupa będzie tym głównym salonem prawicy, co widać choćby w narastającej niechęci między dawnymi kolegami z tygodnika „Uważam Rze”, którzy dzisiaj rozbiegli się do dwóch nowych tygodników: „Sieci” (wspieranego przez portal wpolityce.pl) i „Do Rzeczy”, choć są autorzy, którzy jeszcze próbują być tu i tu.

Bracia Karnowscy, z tego pierwszego tygodnika, zapisali się właściwie i dość bezwarunkowo do ideologii PiS, przyjęli tezę o zamachu w Smoleńsku, a swoimi i kolegów publikacjami czynią usługi polityczne Jarosławowi Kaczyńskiemu. Coraz bardziej i coraz głośniej powtarzają wszystkie tezy propagandowe „Gazety Polskiej” Sakiewicza, która od lat płynie tym kursem. Nie stronią też od działań wprost politycznych, organizując demonstracje i wiece, rozwijając działalność klubów i produkcję propagandowych filmów.

Paweł Lisicki, kierujący tygodnikiem „Do Rzeczy”, który w wielu sprawach, zwłaszcza w krytyce Platformy i Donalda Tuska jest bliski „Sieci”, zdaje się jednak nie należeć do ślepych admiratorów Jarosława Kaczyńskiego i jego mitologii smoleńskiej; przynajmniej tezy o zamachu raczej nie przyjmuje. Tak jakby był przekonany, że jest to karta już przegrana i że trzeba szukać jakiegoś innego rozwiązania. Bądź w kierunku obozu narodowo-katolickiego, a być może jakiegoś nowego wariantu PO-PiS, po Kaczyńskim i po Tusku. Bez trudu można na łamach tego tygodnika i w tekstach jego autorów odnaleźć dwie te tendencje. Gdzieś pośrodku, między Karnowskimi i Lisickim będzie zapewne próbowała się ulokować nowa telewizja, Republika TV, kierowana przez Bronisława Wildsteina, bardziej może za Kaczyńskim, ale z gotowością porzucenia go, gdy taka będzie dziejowa konieczność.

Prawica naciera na liberałów i libertynów, na lemingów, na platfusów i lewicę, ale po prawdzie jest przede wszystkim zajęta sama sobą, bo nie wie, kto tam będzie w przyszłości najważniejszy, kto będzie rozdawał karty i pensje. Oficjalnie na medialnej i politycznej prawicy nie ma wojny, bo ten, kto ją pierwszy ogłosi i nazwie, zostanie potępiony i zagryziony. Dlatego na razie wśród „zjednoczonych niepokornych” dominują złośliwości, wypominanie tego, jaki kapitał stoi za wydawnictwami, przypominanie, że Lisicki ma tego samego wydawcę co „Wprost”, trwa wyrywanie sobie publicystów (np. Marcina Wolskiego), krytykowanie tych, którzy wciąż publikują u Hajdarowicza w „Rzeczpospolitej” (Ziemkiewicz, Warzecha). Do tego dochodzi coraz wyraźniejsza wojenka pomiędzy dyrektorem Rydzykiem i jego TV Trwam a TV Republiką Wildsteina i Sakiewicza.

Widać coraz wyraźniej, jak prawica depcze sobie po piętach, jak walczy o tych samych wyborców, czytelników, widzów. Podaż zaczyna górować nad popytem. Za mało elektoratu, a za dużo chętnych, aby z jego poparcia skorzystać.

Polityka 22.2013 (2909) z dnia 27.05.2013; Polityka; s. 16
Oryginalny tytuł tekstu: "Tłok na prawicy"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak rządził premier Kaczyński?

Jeszcze nie ruszyła kampania wyborcza, a już pojawiły się billboardy z Jarosławem Kaczyńskim jako przyszłym premierem. Prezes PiS był już szefem rządu. Warto przypomnieć jego dokonania.

Mariusz Janicki, Wiesław Władyka, [współpr.] Anna Dąbrowska
04.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną