Andrzej Zoll o tym, jak nie dopuścić do zagrożenia demokracji

Zespół do spraw wszystkich
Prof. Andrzej Zoll, były rzecznik praw obywatelskich, o naukowcach przekraczających swoje kompetencje, o mowie nienawiści, groźbie recydywy IV RP, prokuraturze i kodeksach.
„Uważam, że minister sprawiedliwości, jako członek rządu, powinien mieć możliwość zaskarżania w trybie nadzwyczajnym prokuratorskich orzeczeń do Sądu Najwyższego.”
Szymon Blik/Reporter

„Uważam, że minister sprawiedliwości, jako członek rządu, powinien mieć możliwość zaskarżania w trybie nadzwyczajnym prokuratorskich orzeczeń do Sądu Najwyższego.”

Janina Paradowska: – Grupa naukowców o uznanych autorytetach, wśród nich i pan, napisała list otwarty*, w którym deklaruje zamiar wyważonego i wiarygodnego komentowania najważniejszych problemów społecznych i gospodarczych. Jak rozumiem, chcielibyście państwo sprawić, aby środowiska naukowe śmielej przeciwstawiały się nieprawdziwym teoriom, fantastycznym wizjom, kreowaniu fałszywego obrazu rzeczywistości. Zespół Macieja Laska wyjaśnia zawiłości katastrofy smoleńskiej, a państwo chcecie być takim zespołem do spraw wszystkich? Jak zamierzacie działać?
Andrzej Zoll: – Trudno mówić o stałym zespole, to bardziej grupa inicjatywna, która skrzyknęła się, bo wspólnie dostrzegła wiele zagrożeń w debacie publicznej. Nie zamierzamy interweniować we wszystkich przypadkach ocenianych przez nas jako niebezpieczne, ale na miarę swoich możliwości zabierać głos w sprawach publicznych. W ostatnim czasie było dużo wystąpień naukowców, świadczących o braku kompetencji. Często siłę swego przekazu budują na autorytecie, który mają, ale w zupełnie innych dziedzinach. Przy okazji katastrofy smoleńskiej takich „specjalistów” zebrało się już sporo, ale mamy wiele innych przypadków. Mówię to z przykrością, bo chodzi tu również o mojego kolegę, który wypowiadał się z wielką pewnością w sprawie konsekwencji zapłodnienia in vitro, a jego specjalnością jest prawo rzymskie.

Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, bo czasem profesorski tytuł przydaje wiarygodności brakowi kompetencji. Do komisji etyki nauki wpływa dużo takich spraw, próśb o interwencję. Z różnych zresztą stron politycznych. Blisko 500 profesorów, na przykład, podpisało się pod listem, w którym domagają się naszej interwencji w sprawie wypowiedzi pani minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbary Kudryckiej. Zwróciła się ona w piśmie do rektorów o propagowanie kodeksu etyki nauki i prosiła, aby profesorowie zabierali głos w sprawach, w których są kompetentni, a przede wszystkim, aby na wykładach unikali głoszenia swoich poglądów politycznych.

I to tak bardzo wzburzyło tych profesorów?
Niesłychanie, uznano to wręcz za atak na wolność słowa, nauki. W tym momencie już nie wytrzymaliśmy. Środowisko naukowe różnie ocenia działalność pani minister, ma do tego prawo, ale w tym przypadku nie przekroczyła ona swoich uprawnień. Wręcz przeciwnie, miała obowiązek zabrać głos w tej sprawie. Wystąpienie prawie 500 profesorów z żądaniem jej potępienia stało się takim ostatecznym impulsem, by nasza grupa zebrała się i postanowiła jednak spróbować powalczyć o autorytet nauki i etykę zawodową.

Uważa pan, że polityka zbyt mocno wkroczyła na polskie uczelnie?
Jest różnie. Są uczelnie, które określiłbym jako zaczadzone polityką. Ale niebezpieczne zjawiska pojawiają się w różnych miejscach. Nie do zaakceptowania są demonstracje przeciwko wykładom różnych osób, przerywanie tych wykładów, bez względu na to, o jaki kolor polityczny chodzi. Uczelnie zaczynają być politycznie gorącymi miejscami, a ich pracownicy w zbyt dużym stopniu angażują się dziś bezpośrednio w politykę, ze szkodą dla działalności naukowej i autorytetu placówek.

Prokuratura właśnie uznała, że w sprawie przerwania wykładu prof. Magdaleny Środy nic się nie stało.
Mam tu bardzo poważne zastrzeżenia do działalności prokuratury. Nie chodzi mi o same przekazywane w trakcie takich wykładów treści, nie ma tu znaczenia, czy była to akurat prof. Środa czy prof. Bauman. Po prostu uważam, że uniwersytet powinien być miejscem debaty, ale naukowej. Ona może dotyczyć różnych problemów, także najbardziej kontrowersyjnych, ale niech to będzie debata, a nie krzyki. Niedopuszczalne jest wołanie – won! To zawsze prowadzi do zdziczenia obyczajów i przed tym szkoły wyższe trzeba bezwzględnie bronić, łącznie ze stosowaniem środków prawnych, które mają chronić nie tyle konkretne osoby, ale właśnie uczelnie jako miejsca debat.

Mówi pan o swoim krytycznym stosunku do prokuratury. Pan przewodniczył komisji przygotowującej projekt ustawy, rezultatem której jest rozdzielenie urzędów ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Nie ustrzegliście się błędów.
Rozdzielenie było konieczne i bardzo dobrze, że do niego doszło. Nie wyobrażam sobie np. śledztwa smoleńskiego, gdyby minister był nadal prokuratorem generalnym. To byłoby piekło. Prokuratura, mimo wszelkiej krytyki, powinna mieć status organu niezależnego od władzy wykonawczej, ale z pewnym przypisem. Otóż w konkretnych sprawach, dotyczących sposobu prowadzenia postępowań, domagania się kary, prokurator musi mieć pełną niezależność. Rząd jednak powinien mieć wpływ na politykę zwalczania przestępczości, bo to on odpowiada za bezpieczeństwo obywateli.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną