Janusz Korwin-Mikke ciągle w grze

Korwinizm-Mikkizm
Zyskujący w sondażach Kongres Nowej Prawicy niosą dwa żywioły: antysystemowy radykalizm oraz wciąż fascynujący młodych ludzi Janusz Korwin-Mikke.
Niektórzy komentowali, że Korwinowi odbiło, ale zamiast pogrążyć się w sondażowym niebycie, Nowa Prawica zaczęła iść w górę.
Marek Biczyk/Newspix.pl

Niektórzy komentowali, że Korwinowi odbiło, ale zamiast pogrążyć się w sondażowym niebycie, Nowa Prawica zaczęła iść w górę.

Artur Dziambor - pierwszy wiceprezes partii.
Krzysztof Mystkowski/KFP

Artur Dziambor - pierwszy wiceprezes partii.

Stanisław Żółtek - drugi zastępca prezesa KNP.
Adam Golec/Agencja Gazeta

Stanisław Żółtek - drugi zastępca prezesa KNP.

JKM w Polsacie News i Polsacie Biznes, w TVP, w Superstacji. Na Facebooku, YouTube, Twitterze i w dziesiątkach nagrań krążących po Internecie. Wszędzie mniej więcej te same słowa, układające się w polityczne credo: – Naszym celem jest zdobyć władzę. Czekamy na kryzys, który już nadciąga. Jak ta cała banda zbankrutuje, przyjdzie pora na nas. Jesteśmy jedyni, którzy mówią prawdę. Reszta bełkocze.

Niby to wciąż ten sam korwinizm od 20 lat, ten sam język i ta sama muszka, ale ostatnio coś jakby się zmieniło, bo Kongres Nowej Prawicy wychylił się zza linii odcinającej polityczny margines. Nie tylko, że dostaje w sondażach 4–5 proc. poparcia, ale i zostawia za plecami Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry, a nawet współrządzące PSL. Słychać głosy, że Polska niebawem dołączy do innych krajów UE, takich jak Holandia, Włochy, Grecja czy Węgry, gdzie przez wyborcze sita przebrnęły partie otwarcie antysystemowe. – Dla nas też pogoda jest sprzyjająca, bo ekipa rządząca się błaźni, a ekipa szykująca się do władzy jest nie do zaakceptowania dla rozsądnych ludzi – twierdzi Artur Dziambor, numer dwa w partii, od kilkunastu dni pierwszy wiceprezes KNP.

Trzy kamery na spotkanie

– Inni chcą naprawiać to, co jest, a my mówimy, że trzeba wszystko zburzyć i zbudować od nowa. To wszystko jest możliwe do zrobienia, nawet od jutra, tylko politykom brakuje odwagi. Nam jej nie zabraknie – dodaje bez zająknięcia Stanisław Żółtek, drugi zastępca prezesa KNP i wierny towarzysz Korwina od 20 lat (jeszcze z czasów wspólnej działalności w Unii Polityki Realnej).

Więc gdy KNP wreszcie weźmie władzę, w powietrze wylecą filary, na których opiera się Polska od kilkudziesięciu lat: podatek dochodowy, państwowe emerytury, edukacja i służba zdrowia, członkostwo Polski w Unii („konglomeracie faszyzmu i komunizmu”). Tradycyjnie pojmowany konserwatyzm wypchnie światopoglądowy i obyczajowy liberalizm. „Homosie” siedzieć będą w domach, zgwałcone kobiety rodzić dzieci, mordercy zawisną na szubienicach, a cała obecna klasa polityczna – czyli banda złodziei, jak mówi Janusz Korwin-Mikke – trafi do kryminału.

– Tak, jesteśmy antysystemowi – rzuca bez ogródek Krzysztof Szpanelewski, szef mazowieckich struktur partii. – Po 20 latach inicjatyw umiarkowanych, połowicznych, trzeba dokonać zasadniczej zmiany. Cechą naszych wyborców jest odwaga do zaakceptowania większych zmian, niż proponują inne partie. Pragną być kowalami własnego losu. Sami wolą decydować, jak wydadzą własne pieniądze, bez oddawania podatkowego haraczu państwu: gdzie będą się leczyć, do której szkoły poślą dzieci i jak odłożą na emerytury.

Szpanelewski, prywatnie dyrektor finansowy w firmie zajmującej się telemarketingiem, twierdzi, że sondażowe odbicie KNP zaczęło się od Facebooka, a konkretnie od dwóch zdań z profilu Janusza Korwin-Mikkego na temat posłanki Anny Grodzkiej: „Żadna posłanka Anna Grodzka nie istnieje. Istnieje stary komuch, pan Krzysztof Bęgowski, który wyłudził miejsce w Sejmie, podszywając się pod kobietę”. Niektórzy komentowali, że Korwinowi odbiło, ale zamiast pogrążyć się w sondażowym niebycie, Nowa Prawica zaczęła iść w górę. Jak mówi jeden z jej działaczy, na spotkaniach jej działaczy z sympatykami zamiast stażystów z lokalnych gazet, zaczęły pojawiać się po trzy kamery i jeszcze więcej mikrofonów.

Większość deklarowanego w sondażach poparcia, składającego się na te 5 proc., wypracowała jedna osoba. Artur Dziambor mówi wprost: KNP to JKM. – Wszystko opiera się na prezesie i wszystko od niego zależy. Gdyby nie było Korwina, nas nie byłoby również – przyznaje Dziambor, który działalność w KNP łączy z posadą radnego jednej z gdyńskich dzielnic i prowadzeniem własnej szkoły językowej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną