Marszałek - pan na województwie

Książęta dzielnicowi
Nie słychać o nich wiele, ale mają dużą władzę, wpływy, rozbudowane dwory, rzesze popleczników i wrogów. Na swoim terenie budzą wielkie emocje. Marszałkowie wojewódzcy to współcześni włodarze ziem. Teraz będą, razem z wicepremier Elżbietą Bieńkowską, dzielić nowe europejskie pieniądze.
Andrzej Buła (opolskie)
Rafał Mielnik/Agencja Gazeta

Andrzej Buła (opolskie)

Piotr Całbecki (kujawsko-pomorskie)
Daniel Pach/Forum

Piotr Całbecki (kujawsko-pomorskie)

Jarosław Dworzański (podlaskie)
Anatol Chomicz/Forum

Jarosław Dworzański (podlaskie)

Olgierd Geblewicz (zachodniopomorskie)
Cezary Aszkiełowicz/Agencja Gazeta

Olgierd Geblewicz (zachodniopomorskie)

Krzysztof Hetman (lubelskie)
Wojciech Pacewicz/PAP

Krzysztof Hetman (lubelskie)

Adam Jarubas (świętokrzyskie)
Krzysztof Jastrzębski/EAST NEWS

Adam Jarubas (świętokrzyskie)

Rafał Jurkowlaniec (dolnośląskie)
Maciej Kulczyński/PAP

Rafał Jurkowlaniec (dolnośląskie)

Władysław Ortyl (podkarpackie)
Piotr Tracz/Reporter

Władysław Ortyl (podkarpackie)

Elżbieta Polak (lubuskie)
Karol Serewis/EAST NEWS

Elżbieta Polak (lubuskie)

Jacek Protas (warmińsko-mazurskie)
Przemysław Skrzydło/Agencja Gazeta

Jacek Protas (warmińsko-mazurskie)

Mirosław Sekuła (śląskie)
Andrzej Grygiel/PAP

Mirosław Sekuła (śląskie)

Marek Sowa (małopolskie)
Sebastian Kocoń/Forum

Marek Sowa (małopolskie)

Witold Stępień (łódzkie)
Marian Zubrzycki/Forum

Witold Stępień (łódzkie)

Mieczysław Struk (pomorskie)
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Mieczysław Struk (pomorskie)

Adam Struzik (mazowieckie)
Leszek Szymański/PAP

Adam Struzik (mazowieckie)

Marek Woźniak (wielkopolskie)
Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta

Marek Woźniak (wielkopolskie)

Marszałkowie mają miliardowe budżety (od 644 mln zł na Podlasiu do prawie 3 mld zł na Mazowszu), dysponują mieniem województwa i odpowiadają za politykę regionalną. W swoich urzędach zatrudniają bezpośrednio 14 tys. osób. Każdemu z marszałków podlega też kilkadziesiąt wojewódzkich samorządowych jednostek. Np. marszałkowi pomorskiemu Mieczysławowi Strukowi – 53, w tym siedem zespołów szkół policealnych, dwa szpitale psychiatryczne, pięć muzeów, dwa teatry, opera, filharmonia i wojewódzki urząd pracy.

Marszałkom podlegają lokalne agencje rozwoju regionalnego i parki technologiczne, regionalne koleje, fundusze, lotniska i rynki hurtowe, przedsiębiorstwa PKS i dworce autobusowe, wojewódzkie i specjalistyczne szpitale oraz biblioteki, centra doskonalenia nauczycieli, kolegia językowe, specjalne ośrodki szkolno-wychowawcze, niektóre zespoły szkół zawodowych, ośrodki ruchu drogowego, samorządowe muzea, teatry, kina i filharmonie, parki krajobrazowe, drogi wojewódzkie, pogotowia ratunkowe, melioracje i urządzenia wodne, biura geodezyjne itd. Podlega im też wojewódzki geolog i wojewódzki geodeta. Odpowiadają oni nawet za sprowadzenie do kraju turystów wysłanych za granicę przez upadłe biura podróży.

Marszałkowie mają też wpływ na obsadę kadr w spółkach z udziałem środków samorządu. Na Mazowszu jest 18 spó­łek ze 100-proc. udziałem samorządu (m.in.: Koleje Mazowieckie, Warszawska Kolej Dojazdowa, Instytucja Filmowa Max-Film) i cztery spółki, w których mazowiecki samorząd jest współudziałowcem. Dwie z nich zarządzają lotniskami w Modlinie i Sochaczewie. Wojewódzkie jednostki organizacyjne, agencje, fundusze czy spółki mają terenowe delegatury, oddziały i filie. Od woli marszałka i jego najbliższych współpracowników, bezpośrednio lub pośrednio, zależy więc obsada kilku-, kilkunastu tysięcy miejsc pracy w każdym województwie. A każdy taki pracownik ze swoją rodziną to też potencjalny wyborca, zarówno w wyborach samorządowych, jak i ogólnokrajowych. To dziś wielka władza osobista i polityczna. Dlatego też w województwach kwitnie partyjniactwo i nepotyzm, o czym mówił i przed czym ostrzegał prof. Michał Kulesza, niedawno zmarły twórca ostatniej samorządowej reformy.

Od sołtysa do marszałka

Pierwsi marszałkowie swoje urzędy objęli 1 stycznia 1999 r., kiedy wszedł w życie ostatni etap reformy samorządu. Przywrócono wtedy powiaty i w miejsce 49 małych „gierkowskich” wykrojono 16 dużych województw. Poza marszałkiem mazowieckim Adamem Struzikiem (pełni funkcję już 12 lat, drugim marszałkiem z najdłuższym stażem jest Marek Woźniak, od 8 lat rządzący w Wielkopolsce) pozostali szerzej znani są w zasadzie tylko w swoich województwach. Wyjątkami mogą być Piotr Całbecki, marszałek kujawsko-pomorski, który popularność zdobywał hasłem „Kujawsko-pomorska gęsina na Świętego Marcina”, czy marszałek świętokrzyski Adam Jarubas i lubelski Krzysztof Hetman, znani swego czasu jako wyborcze lokomotywy swoich regionów – pociągnęli za sobą listy wyborcze swoich partii, zdobywali nawet mandaty posłów, ale w końcu z nich zrezygnowali. Jest wśród marszałków tylko jedna kobieta – Elżbieta Polak, marszałek lubuska.

Marszałka (przewodniczącego zarządu województwa) wybierają wojewódzcy radni. W sejmiku zasiada ich od 30 (w opolskim i w pięciu innych małych województwach) do 51 (w mazowieckim). Spośród 561 radnych sejmikowych jedynie 20 nie kandydowało z partyjnych list.

Po wyborach (najbliższe za rok) sejmik ma trzy miesiące na to, by wybrać swe prezydium, a potem marszałka i pozostałe cztery osoby do zarządu województwa. W przeciwnym razie sejmik z mocy prawa rozwiązuje się i premier zarządza przedterminowe wybory (raz już tak było w 2007 r. w woj. podlaskim). Trzeba zatem budować lokalne polityczne koalicje, bo od pierwszych wyborów do sejmików w 1998 r. komitet wyborczy jednej partii tylko parę razy zdobył w sejmiku większość miejsc pozwalającą na samodzielne rządy w województwie.

Wszyscy urzędujący marszałkowie pracowali wcześniej w administracji samorządowej bądź państwowej i byli radnymi. Kilku było już wojewodami, posłami, senatorami, wiceministrami, Struzik – marszałkiem Senatu, a marszałek śląski Mirosław Sekuła – prezesem NIK. Marszałek małopolski Marek Sowa służbę publiczną zaczynał od funkcji sołtysa. Aż czterech marszałków ukończyło akademie wychowania fizycznego. Ich absolwenci rządzą w północno-wschodnim pasie województw, od Gdańska (Struk), przez Olsztyn (marszałek warmińsko-mazurski Jacek Protas, kiedyś nauczyciel WF i trener koszykówki), po Białystok (marszałek podlaski Jarosław Dworzański, też nauczyciel) oraz na Opolszczyźnie (marszałek Andrzej Buła, nauczyciel WF i trener piłki nożnej).

Pensja marszałka wynosi średnio 12,5 tys. zł (brutto). Kilku, jak wynika z ich oświadczeń majątkowych, dorabia, zasiadając w radach nadzorczych: marszałek zachodniopomorski Olgierd Geblewicz w radzie spółki Goleniowskie Wodociągi i Kanalizacja, marszałek łódzki Witold Stępień w radzie przedsiębiorstwa komunalnego w rodzinnym Konstantynowie Łódzkim, marszałek Sowa – w radzie Uzdrowiska Krynica-Żegiestów SA, i marszałek Struzik – w radzie Krajowego Funduszu Kapitałowego SA i spółki Tramwaje Warszawskie. Z tego tytułu ci marszałkowie w 2012 r. zarobili dodatkowo 21–73 tys. zł.

W województwach mazowieckim, wielkopolskim i kujawsko-pomorskim rządzi dopiero drugi marszałek, natomiast w dolnośląskim już siódmy, a w lubelskim – ósmy. Tak duża rotacja w niektórych województwach wynika ze zmian lokalnych koalicji po wyborach, wyboru marszałka na posła lub senatora, awansu na stanowisko wiceministra, jak i rezygnacji ze stanowiska przed upływem kadencji. Tak było z marszałek opolską, zmuszoną do rezygnacji i następnie skazaną za udział w aferze korupcyjnej w opolskim ratuszu. W grudniu 2012 r., po fali krytyki za chaos komunikacyjny, wywołany nieudolnym przejęciem regionalnego ruchu kolejowego przez podległe mu Koleje Śląskie, do dymisji podał się marszałek śląski Adam Matusiewicz. We wrześniu został wykluczony z PO. Z powodów zdrowotnych w październiku rezygnację złożył Józef Sebesta, marszałek opolski. Nowym został Andrzej Buła, dotąd poseł PO.

Do dobrowolnej dymisji przez opozycję wzywany jest marszałek Struzik. Powodem ma być wysokie zadłużenie województwa, a także wpadka z lotniskiem w Modlinie, gdzie po paru miesiącach eksploatacji zaczęła się kruszyć nawierzchnia pasa startowego. Do lotniska nie dociągnięto też linii kolejowej. Ale choć wielu marszałkom zarzuca się polityczny nepotyzm przy obsadzaniu stanowisk, naruszanie procedur w kadrowych konkursach, megalomańskie pomysły na budowę kolejnych regionalnych lotnisk i hal sportowych, a nawet obarcza się winą za złą akustykę w nowej białostockiej operze…, to dalej urzędują, gdyż aby marszałka odwołać w trakcie kadencji, musi się za tym opowiedzieć 3/5 radnych.

Tak stało się w maju na Podkarpaciu, gdzie rządząca w 33-osobowym sejmiku koalicja 18 radnych PO-PSL-SLD razem z opozycją odwołała marszałka Mirosława Karapytę z PSL, któremu prokuratura postawiła zarzuty natury obyczajowej i korupcyjnej. Ale nieoczekiwanie na marszałka wybrano tam senatora PiS Władysława Ortyla, bo opozycję (12 radnych z PiS i trzech z Prawicy dla Rzeczypospolitej) wzmocnili dwaj dysydenci z PO i PSL. W nagrodę zostali wicemarszałkami w odwojowanym przez PiS województwie.

Niedawno zachwiała się pozycja marszałka dolnośląskiego Rafała Jurko­w­lańca. Wszystko przez porażkę Grzegorza Schetyny w wyborach na lidera dolnośląskiej PO. Panowie znają się od lat. Schetyna był jednym z założycieli Radia Eska Wrocław, którego prezesem w latach 1993–97 był Jurkowlaniec. Obaj, choć nie w tych samych latach, pełnili wysokie funkcje w koszykarskim klubie Śląsk Wrocław. W listopadzie 2007 r., kiedy Schetyna został ministrem spraw wewnętrznych i administracji, premier Donald Tusk rekomendowanemu przez dolnośląską PO bezpartyjnemu wówczas (dziś już w PO) Jurkowlańcowi podpisał nominację na wojewodę. W 2010 r. Jurkowlaniec został marszałkiem, ale cokolwiek zrobi i jakkolwiek się stara, opozycja uważa, że pozostaje człowiekiem Schetyny, na Dolnym Śląsku nazywanym Supermarszałkiem. Teraz wystarczy, że Jacek Protasiewicz, nowy szef dolnośląskiej PO, porozumie się z Rafałem Dutkiewiczem (dziewięciu radnych z jego listy zasiada w ławach sejmikowej opozycji), by Jurkowlaniec stracił stanowisko.

Administratorzy czy wizjonerzy

Co jakiś czas pojawiają się pomysły na reformowanie wojewódzkiego szczebla samorządu. SLD ustami swoich działaczy opowiada się m.in. za tym, by marszałka nie wybierał sejmik, lecz mieszkańcy województwa w wyborach bezpośrednich. Podtekst tej propozycji jest oczywisty – takich wyborów nie wygrałby np. „dożywotni” marszałek Struzik. Ale gdyby ją przeforsowano, to marszałek z mandatem zdobytym w wyborach bezpośrednich często mógłby być w konflikcie z posiadającą większość głosów w sejmiku koalicją o odmiennej politycznej opcji. Paraliżowałoby to pracę sejmiku i zarządu województwa.

Senator PO Bogusław Śmigielski, w latach 2008–10 marszałek śląski, uważa natomiast, że marszałek powinien odgrywać jeszcze większą rolę. W rozmowie dla portalsamorządowy.pl powiedział, że powinno się zlikwidować dwuwładzę w województwach. Kompetencje wojewody i marszałka należy zebrać w ręce marszałkowskie. Wtedy będzie też jasna sytua­cja w województwie, gdzie dziś mamy wojewodę – urzędnika mianowanego przez premiera oraz marszałka – polityka z wyboru. Rząd mógłby się na to zgodzić, bo wojskiem oraz policją i tak kierują ministrowie, a w wielu kwestiach funkcja wojewody traci rację bytu. Senator Śmigielski z pomysłem wystąpił w maju br., ale nie słychać, by PO podjęła nad nim prace.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną