Kto podsłuchiwał polityków? I po co?

Pędząca Sowa
Belka i Sienkiewicz negocjują, Nowak prosi o pomoc w sprawie kontroli skarbowej. Kto nagrał prywatne rozmowy polityków, dlaczego akurat teraz przekazał taśmy dziennikarzom i co ta bomba rozwali?
arekmalang/PantherMedia

Intrygujące, kto stoi za aferą z podsłuchami w restauracji „Sowa i przyjaciele” i jak rozmowy zostały nagrane. Mówi się o ludziach ze służb specjalnych, zamieszanych w jakieś wewnętrzne rozgrywki. Jakość nagrania sugeruje, że dokonano go z oddali, a to oznacza, że użyto specjalistycznego sprzętu (ABW używa tzw. jaskółek do nagrywania z dalszej odległości). Możliwe jest też podsłuchiwanie za pośrednictwem telefonów komórkowych, które służby specjalne potrafią zaktywizować jako urządzenia nadawcze, o ile nie zostaną z nich wyjęte baterie.

Nagrania ponoć oferowano co najmniej trzem redakcjom, dwie miały odmówić. „Wprost”, decydując się na upublicznienie taśm, sporo zaryzykowało, bo będzie teraz zapewne atakowane przez niektórych, że zostało użyte do rozgrywki politycznej. Ale z punktu widzenia misji dziennikarskiej tygodnik nie mógł, mając taki materiał, milczeć. Wiadomo, że nagrania przyniósł do redakcji tygodnika Piotr Nisztor, wolny strzelec na rynku dziennikarskim. Autorzy nagrań potraktowali go jako słup przekaźnikowy. Dlaczego akurat jego, to już temat na inne rozważania.

Warto też zastanowić się, dlaczego akurat taki termin wybrano na odpalenie tej bomby. Gdyby zdecydowano się na okres przed wyborami do PE, wszystko byłoby czytelniejsze. Być może termin ma związek z tematem wtorkowego posiedzenia rządu, gdzie ma być omawiana nowelizacja ustawy o NBP. Przypomnijmy, właśnie tej nowelizacji domagał się w rozmowie z Sienkiewiczem prezes Belka. W tej sytuacji nowelizacja może przepaść. Czy właśnie o to chodziło osobom, które sprowokowały ten kryzys?

Poza koalicją rządową największym przegranym tej historii może się okazać znany kucharz Robert Sowa, współwłaściciel restauracji u zbiegu Gagarina i Czerniakowskiej. Jedną z zachęt adresowanych do potencjalnych gości, poza wyrafinowanymi potrawami i listą znakomitych win, była pełna dyskrecja podczas biznesowych i towarzyskich spotkań w zaciszu saloniku dla VIP-ów. Dzisiaj to już nieaktualne. „Sowa i przyjaciele” zapadnie w pamięć warszawiaków, jako kolejny po „Pędzącym króliku” lokal gastronomiczny, gdzie ubija się nieczyste polityczne interesy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną