Bracia Kurscy: polityką podzieleni

A mury rosły
Starszy kieruje największą liberalną gazetą. Młodszy przejął właśnie publiczne media w imieniu partii rządzącej. Bracia Kurscy stali się symbolem podzielonej Polski.
Bracia Kurscy od początku mieli różne temperamenty. Jarosław to zwolennik stopniowych zmian i pracy formacyjnej, Jacek miał bardziej rewolucyjne usposobienie.
Rafał Milach, Leszek Szymański/Forum, PAP

Bracia Kurscy od początku mieli różne temperamenty. Jarosław to zwolennik stopniowych zmian i pracy formacyjnej, Jacek miał bardziej rewolucyjne usposobienie.

Jarosław w wolnej Polsce zaczynał w polityce, a skończył w mediach.
Rafał Milach/Forum

Jarosław w wolnej Polsce zaczynał w polityce, a skończył w mediach.

Jacek zaczynał w mediach, a skończył w polityce.
Andrzej Lange/SE/EAST NEWS

Jacek zaczynał w mediach, a skończył w polityce.

audio

AudioPolityka Joanna Podgórska - A mury rosły

W dniu, gdy Jacek przejmował władzę w mediach, Jarosław brał udział w pikiecie KOD pod siedzibą telewizji. Mówił o władzy monopartii, łamaniu kręgosłupów, a to, co dziś dzieje się w telewizji, porównał do weryfikacji dziennikarzy w stanie wojennym. „Nie wszyscy Kurscy są do kitu” – zakończył. To wyjątek, bo ma zasadę, by nie wypowiadać się na temat brata.

W sprawie konfliktu między braćmi nie chce się wypowiadać także ich matka Anna. Politycznie stoi po stronie Jacka. Dwukrotnie sprawowała mandat senatora z ramienia PiS. Jeszcze kilka lat temu przekonywała, że relacje rodzinne są silniejsze od polityki. Dziś mówi, że sytuacja jest dla niej zbyt bolesna, by ją komentować.

Jarek i Jacek od dłuższego czasu nie mają żadnego kontaktu, nawet ze sobą nie rozmawiają – mówi przyjaciel rodziny.

Gdyby w końcówce lat 80. ktoś opisał braciom scenę sprzed gmachu TVP, pewnie obaj uznaliby, że to czysty absurd. Wychowywali się w patriotycznym domu. Matka zaszczepiła w nich kult powstania warszawskiego, w którym brała udział jako nastoletnia sanitariuszka. Działała w opozycji, w Zarządzie Regionu Solidarności, ale bardziej niż ze środowiskiem Wałęsy związana była z tzw. gwiazdozbiorem, czyli frakcją Andrzeja Gwiazdy. To, że bracia zaangażują się w działalność podziemia, było nieomal oczywiste. Dlatego najpierw Jarosław, a trzy lata po nim Jacek wybrali liceum we Wrzeszczu, zwane Topolówką, które miało mir szkoły opozycyjnej. Jarosław już pod koniec lat 70. związał się z Ruchem Młodej Polski. Czytał Dmowskiego, chodził do kościoła, nie pił, nie palił, działał w harcerstwie i kołach samokształceniowych, pisywał do podziemnych gazetek, m.in. do Biuletynu Informacyjnego Solidarności, którym kierował Maciej Łopiński, późniejszy sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a dziś Andrzeja Dudy. Pod zarzutem czynnej napaści na milicjanta spędził ponad dwa miesiące w areszcie.

Na ścianach pokoju Jarka wisiały reprodukcje Matejki i Gierymskiego, ryngrafy i szable. Jego politycznym przewodnikiem był Aleksander Hall. Z pokoju Jacka słychać było raczej brzęk butelek i śmiechy koleżanek. Jego opozycyjnymi idolami byli Wałęsa, Kuroń i Michnik. Bracia od początku mieli różne temperamenty. Jarosław to zwolennik stopniowych zmian i pracy formacyjnej, Jacek miał bardziej rewolucyjne usposobienie, ale poważnych różnic politycznych wówczas między nimi nie było. Obaj byli po prostu antykomunistami. Jacek kontynuował działalność starszego brata. Tak jak on kolportował bibułę, pracował w pismach drugiego obiegu. Jarosław założył podziemny Biuletyn Informacyjny Topolówka, który w pończosze na głowie rozrzucał po korytarzach swojej szkoły. Potem redagowanie BIT przejęli od niego Jacek i Piotr Semka. Jacek Kurski wielokrotnie opowiadał w wywiadach, że politycznej iluminacji doznał w 1988 r., kiedy podczas strajku w stoczni poznał Lecha i Jarosława Kaczyńskich.

Cios parasolką

Lech Wałęsa był idolem politycznym Jacka, ale to Jarosław, skromny, nieznany wówczas, młody gdański prawnik został w 1990 r. rzecznikiem prasowym przewodniczącego Wałęsy, który szykował się do kampanii prezydenckiej. I to on wysłał do „Gazety Wyborczej” faks, w którym Wałęsa odbiera gazecie znaczek Solidarności i informuje Adama Michnika, że ma się „czuć odwołany” z funkcji redaktora naczelnego. Z oporami, protestami, ale wysłał. To był symboliczny początek wojny na górze, która na dobre podzieliła także braci Kurskich. Jedyne, co ich dziś łączy, to fascynacja twórczością Kaczmarskiego. W młodości obaj grali na gitarach i śpiewali jego piosenki. Po śmierci Kaczmarskiego napisali do „Gazety Wyborczej” wspólny tekst o nim. I podpisali: Bracia Jacek i Jarosław Kurscy.

Jarosław szybko zrezygnował z funkcji rzecznika Wałęsy. Jacek nie mógł tego zrozumieć. Jak opowiadał POLITYCE w 2007 r., po rezygnacji brata spotkał się z nim w restauracji we Wrzeszczu i przekonywał, że nawet jeśli Wałęsa zachowuje się po chamsku, to nie znaczy, że nie ma racji. Skoro chce rozwalić system i zerwać z „grubą kreską”, niech sobie nawet będzie chamem. Jarosław pozostał przy swoim, a epizod z rzecznikowaniem stał się dla niego na zawsze szczepionką od działalności politycznej. Rok później wydał bestseller pt.: „Wódz”, portret Wałęsy i jednocześnie własny rozrachunek z czasem spędzonym u jego boku; bardzo krytyczny wobec Lecha Wałęsy, fatalnie przyjęty przez obóz zwolenników prezydenta. Ale fizycznie oberwał za to Jacek, który jeszcze wówczas do tego obozu należał. Bracia są dość podobni fizycznie i na jednym ze spotkań organizowanych przez Porozumienie Centrum zwolenniczka prezydenta, przekonana, że to „ten” Kurski, dźgnęła Jacka parasolką.

Stosunek do Lecha Wałęsy to chyba największy paradoks braci Kurskich. Gdy Jarosław był jego największym krytykiem, Jacek należał do obozu żarliwych obrońców prezydenta. Potem role się odwróciły. Jarosław, tak jak całe jego środowisko, z czasem zrewidował opinię na temat Lecha Wałęsy i dziś mówi o nim z rezerwą, ale i z szacunkiem, jako o cennym kapitale polskiej historii. Jacek przeszedł na pozycję najbardziej zajadłych krytyków, dla których Wałęsa to w pierwszej kolejności agent Bolek.

Publicystyka, polityka

Jarosław w wolnej Polsce zaczynał w polityce, a skończył w mediach. W 1992 r. dołączył do „Gazety Wyborczej”. Jakiś czas docierał się z zespołem. Przychodził ze środowiska konserwatywnego, nie należał do ojców założycieli, związanych z KOR i „Tygodnikiem Mazowsze”. Wiele razy wchodził w spory z Adamem Michnikiem. Mimo to stał się jednym z najważniejszych publicystycznych nazwisk „Gazety”, a w 2007 r. został zastępcą redaktora naczelnego i do dziś, po faktycznym odsunięciu się Adama Michnika, praktycznie kieruje redakcją. Nie ma parcia na szkło, skupiony na poważnej publicystyce. Niedawno został odznaczony francuską Legią Honorową „jako wybitny, zaangażowany dziennikarz, intelektualista, obrońca wartości wobec wszelkich układów i kompromisów w demokratycznej Polsce”. Mieszka pod Warszawą, z żoną Jolantą, romanistką, która szefuje Fundacji im. Prof. Bronisława Geremka, zajmującej się promocją dorobku profesora, działalnością edukacyjną i organizowaniem debat dotyczących polityki zagranicznej.

Jacek zaczynał w mediach, a skończył w polityce. Niewiele brakowało, by wcześniej niż starszy brat trafił do „Gazety Wyborczej”. W 1990 r. Antoni Pawlak i Seweryn Blumsztajn przyjechali do Gdańska szukać nowego szefa dla gdańskiego dodatku. Szło im niesporo. W końcu wylądowali w redakcji „Tygodnika Gdańskiego” mieszczącej się w siedzibie Solidarności. Może macie jakiś pomysł na naczelnego? – spytali. Maciej Łopiński, naczelny „TG”, powiedział, że jest taki młody, prężny Jacek Kurski. To była końcówka kampanii wyborczej, którą wygrał Lech Wałęsa. Ale oni dzień wcześniej w gdańskiej telewizji widzieli Kurskiego, jak źle mówił o Mazowieckim. I to przesądziło na nie. „Wyborcza” była wtedy za Mazowieckim, przeciwko Wałęsie.

Trudno zresztą powiedzieć, czy Jacek odnalazłby się w prasie. Wielokrotnie deklarował, że jego miłością jest telewizja, bo pozwala mniejszym kosztem osiągnąć większe efekty. Na początku lat 90. wraz z Piotrem Semką tworzył dla telewizji ostre programy publicystyczne. W 1993 r. napisali wspólnie książkę „Lewy czerwcowy” o kulisach odwołania rządu Jana Olszewskiego i roli, jaką odegrał w tym Lech Wałęsa. Tak jak „Wódz” stała się ona bestsellerem. Rok później na jej podstawie powstał film „Nocna zmiana”, a cała historia stała się jednym z mitów założycielskich IV RP. Jacek był już wtedy mocno związany ze środowiskiem Porozumienia Centrum, partią braci Kaczyńskich. Nie był jej członkiem, ale robił im kampanię wyborczą. Wstąpił do Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego, a po porażce wyborczej, razem z jedną z jego frakcji, przystąpił do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. – Pamiętam, że zadzwonił do mnie do domu i mówi: wiesz, ja bym się do was do ZChN zapisał. Dla mnie to było trochę szokujące, bo Jacek był znaną, głośną postacią ROP, jego rzecznikiem. No ale to już było po tym, jak ROP zupełnie poległ w wyborach parlamentarnych, a ZChN w ramach AWS całkiem nieźle sobie poradził – wspomina Artur Zawisza z Ruchu Narodowego, były członek ZChN.

Kurski został prezesem zarządu pomorskiego partii. W 1998 r. uzyskał mandat radnego i objął stanowisko wicemarszałka województwa pomorskiego. – Ze stanowiska poleciał dlatego, że wziął z Zarządu Dróg Wojewódzkich, który mu podlegał, świeżo kupiony służbowy samochód, zapakował się i wraz z rodziną pojechał na wakacje do Włoch. Za wypożyczenie zapłacił jakieś grosze, kilkukrotnie mniej, niż powinien, ewidentnie nadużył stanowiska, więc go sczyścili. Wtedy na jego miejsce wszedł Bogdan Borusewicz, którego od tego czasu Kurski nie znosi – opowiada Sławomir Neuman, poseł PO.

W 2001 r. był pełnomocnikiem toruńskiej listy Akcji Wyborczej Solidarność, w której skład wchodziło ZChN. Tam miał startować także Jacek Janiszewski, były minister rolnictwa, który wynegocjował z przewodniczącym AWS Marianem Krzaklewskim, że będzie ostatni na liście. Kurski go nie chciał, więc idąc rejestrować listę, w ostatnim momencie wpisał za nim drugiego Janiszewskiego – Michała, którego znalazł gdzieś w Gdańsku. Chodziło o to, aby zabrać Jackowi Janiszewskiemu szansę na mandat. Kurski nazwał to „odruchem moralnym”, bo uznał, że kandydat w ogóle nie powinien się na listach znaleźć. Władze ZChN uznały jednak, że to „gangsterstwo polityczne” i Kurskiego wyrzuciły.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną