Kraj

Przeszłość naszą przyszłością

„Dobrozmian” według PiS

Od wyborów natrętnie szukam odpowiedzi na pytanie: o co chodzi Jarosławowi Kaczyńskiemu? Czy w tym rewolucyjnym chaosie jest jakiś plan? I co by miało być, jak już pisowska rewolucja zwycięży?

Sam Prezes ani jego ludzie zadania nie ułatwiają, opędzając się ogólnikami. Jest lista obietnic wyborczych, ale one miały służyć wygraniu wyborów i coraz wyraźniej widać, że są dla nowej władzy kłopotliwe. Odbywa się jakaś wielka kumulacja władzy, nie ma jednak pewności, czy to jest cel sam w sobie, czy środek do jakiegoś celu? I jakiego?

Jest domniemanie, że tylko Prezes wie, o co chodzi, choć i na to dowodów brak. Ba, nie ma nawet poręcznej nazwy dla tego projektu, która jakoś oddawałaby intencje Prezesa. Hasło IV RP nie wróciło. Zapewne pasowałoby bardziej określenie „sanacja”, bo odwołanie do idei Naczelnika Państwa uzdrawiającego spróchniałą Rzeczpospolitą jest czytelne, ale mielibyśmy tu jakąś historyczną groteskę. Wiele osób nazywa tę osobistą, prywatną ideologię państwową „kaczyzmem”, co może jest i trafne, ale mało uprzejme. Właściwie nie znajduję dziś lepszego określenia niż „dobrozmian”.

Ostatnio pojawiło się kilka wypowiedzi Prezesa (zwłaszcza ta na konferencji w Radiu Maryja), a także analiz historycznych, które jakoś pośrednio pozwalają zrekonstruować podstawy dobrozmianu. Uproszczając, Prezes uważa, że cała III RP jest historią wielkiej manipulacji. To państwo narodziło się z grzechu pierworodnego, czyli porozumienia komunistów z częścią środowisk dysydenckich, wywodzących się (genetycznie) z rodzin mających związki z komunizmem. Symbolem ugody komunistów z antykomunistycznymi postkomunistami jest Okrągły Stół, którego świadkiem, bo raczej nie uczestnikiem, był Lech Kaczyński. To nowe państwo, zwłaszcza po zdradzie Wałęsy, który usunął ze swego otoczenia Jarosława Kaczyńskiego, dało władzę elitom „niezakorzenionym społecznie”. Elity te postawiły na „liberalizm, antypatriotyzm i antykatolicyzm”, niszczenie polskiej dumy i rozgrabianie majątku narodowego.

Taka narracja, przeciwstawiająca wynarodowione i zepsute elity krzywdzonemu ludowi, nie jest szczególnie oryginalna, ale politycznie bardzo wydajna (w politologii – i nie chodzi tu o żadną wartościującą ocenę – nosi nazwę populizmu). Oryginalna jest praktyczna aplikacja tego konceptu do warunków polskich. Otóż odpowiedzią na patologie III RP ma być rewolucja, rozumiana zresztą dosłownie jako „revolutio”, czyli powrót, toczenie się do tyłu.

A więc odrzuca się całą historię III RP, to znaczy, że trzeba ją zacząć na nowo, przed lub tuż po Okrągłym Stole, od prawdziwej walki z komunistami. Co prawda Jaruzelski i Kiszczak już nie żyją, ale są przecież rozmaite „resortowe dzieci” czy „genetyczni komuniści”. Ma być zatem wielka dekomunizacja, bo w zasadzie wszyscy, którzy brali udział w tworzeniu III RP, są skażeni grzechem postkomunizmu i kolaboracji. Następnie, jeśli odrzuca się instytucje patologicznego państwa, to trzeba się cofnąć do początków i spróbować ponownie. To, co wygląda na restytucję PRL – odwołanie reform edukacji, służby zdrowia, wymiaru sprawiedliwości, emerytur, renacjonalizacja gospodarki, zastąpienie nomenklatury III RP patriotami, odbudowa partyjnego Radiokomitetu itd. – jest po prostu zerowaniem historycznego licznika. Wracamy do schyłkowego PRL i będziemy zastanawiać się, co dalej.

Historyczne cytaty obecne są w każdym aspekcie rewolucji. W polityce zagranicznej nawiązujemy właśnie do Piłsudczykowskiej koncepcji Międzymorza, jako sojuszu słabych przeciwko Rosji i Niemcom, a sojusznikami, jak w 1939 r., mają być Wielka Brytania i – Francja niestety nie, bo właśnie zrywamy kontrakt na śmigłowce – więc republikański Waszyngton (Donald Trump?). Polityka historyczna ma być swoistym konglomeratem sanacji i endecji; Unia Europejska będzie akceptowana tylko w formie EWG – tu się cofamy o 30–40 lat itd.

Być może przejaskrawiam i nie oddaję wiernie idei dobrozmianu, ale jeśli jest inaczej, to chciałbym wiedzieć jak. Niestety, wygląda na to, że zamiast naprawiania i korygowania III RP, co przydałoby się w bardzo wielu miejscach (i co różni niepolityczni członkowie tej ekipy próbują proponować), mamy do czynienia z zerwaniem ciągłości państwa, eksperymentem zawracania czasu. Nie chcę powiedzieć, że to jest czyste zawracanie głowy, ale szkoda czasu, jeśli naszą przyszłością ma być przeszłość.

Polityka 6.2016 (3045) z dnia 02.02.2016; Komentarze; s. 6
Oryginalny tytuł tekstu: "Przeszłość naszą przyszłością"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną