Kto ma szanse w starciu z partią Jarosława Kaczyńskiego

Siedem przepisów na niePiS
PiS jest zwartą, karną formacją, z jednym przywódcą, który ma u swoich absolutny posłuch i autorytet. NiePiS natomiast, choć z porównywalnym, a nawet większym społecznym poparciem, jest rozdrobniony, bywa, że zagubiony i skłócony. Czy ma szansę w tym najważniejszym starciu w historii III RP?
Protest partii Razem pod KPRM w obronie TK
Maciej Łuczniewski/Reporter

Protest partii Razem pod KPRM w obronie TK

Warszawa, demonstracja „My Naród”. Od lewej: Małgorzata Kidawa-Błońska, Barbara Nowacka, Ryszard Petru, Jarosław Marciniak, Mateusz Kijowski.
Maciej Łuczniewski/Reporter

Warszawa, demonstracja „My Naród”. Od lewej: Małgorzata Kidawa-Błońska, Barbara Nowacka, Ryszard Petru, Jarosław Marciniak, Mateusz Kijowski.

Schetyna, aby utrwalić swoje przywództwo w partii, musi jej przysporzyć procentów w sondażach i chwilowo nie jest ważne, czy kosztem PiS czy Nowoczesnej.
Tomasz Adamowicz/Forum

Schetyna, aby utrwalić swoje przywództwo w partii, musi jej przysporzyć procentów w sondażach i chwilowo nie jest ważne, czy kosztem PiS czy Nowoczesnej.

audio

Audio Polityka Mariusz Janicki Wiesław Władyka - Siedem przepisów na niePiS

Przed opozycją stoją krytyczne wyzwania. PiS powrócił do władzy zdeterminowany, doświadczony poprzednimi porażkami. Sieć głębokich wewnętrznych powiązań, wspólnych interesów ideowych, ekonomicznych i życiowych powoduje, że ta ekipa jest scementowana znacznie bardziej, niż się wcześniej zdawało. Opozycja stanęła zatem przed zasadniczymi dylematami, od których rozstrzygnięcia zależy kształt polskiej demokracji. Poniżej omawiamy kilka z nich.

1. Klątwa 500 złotych

Tyleż cyniczny co błyskotliwy pomysł PiS z 500 zł dla rodzin z dziećmi postawił opozycję w bardzo trudnej sytuacji. Badania opinii publicznej pokazują, że zdecydowana większość Polaków „kupiła” ten projekt, podobnie jak inne socjalne obietnice z czasu kampanii wyborczej. O skomplikowanym położeniu antyPiS świadczą ostatnie wyniki CBOS: aż 65 proc. wyborców Platformy popiera „500 zł”, także 62 proc. zwolenników Nowoczesnej, partii przecież o obliczu liberalnym, programowo przeciwnej politycznemu rozdawnictwu publicznych pieniędzy. A PiS swoją pięćsetką załatwił dwie sprawy. Po pierwsze, jest z nią jednoznacznie kojarzony i liczy na życzliwą pamięć, po drugie, jawi się jako jedyny gwarant trwałości tego rozwiązania i będzie przez lata rozgłaszał, że jeśli nie wygra kolejnych wyborów, dzisiejsza opozycja skasuje ten dodatek.

Ta próbuje sobie radzić na dwa sposoby. Nowoczesna zaproponowała własny pakiet socjalny, z którego przebił się głównie projekt refundowania młodym Polakom wkładu własnego przy kredytowanym zakupie mieszkania. Ale siła rażenia tej propozycji była znikoma. Szef Platformy Grzegorz Schetyna z kolei postanowił nie kopać się z koniem, przyjął do wiadomości marketingowy sukces PiS i chce się do niego przyłączyć, nawet przelicytowując partię rządzącą (500 zł od pierwszego dziecka). Najwyraźniej uznał, że lepiej teraz najeść się wstydu za odstąpienie od programowego pilnowania dyscypliny budżetowej, niż przed kolejnymi wyborami uchodzić za potwora, który czyha na należną dzieciom i wchłoniętą już przez społeczną świadomość dotację.

Zresztą na tym się nie kończy, bo poparcie dla innych obietnic PiS, czyli obniżenia wieku emerytalnego, sięga wśród Polaków 80 proc., dla zwiększenia kwoty wolnej od podatku – 75 proc., dla darmowych leków dla seniorów – 94 proc. Opozycja, jeśli chce rywalizować z partią Kaczyńskiego, nie może tych (jak już widać – nierealnych) prezentów po prostu negować, bo zostanie znienawidzona. Może zatem albo je popierać i przebijać, albo wymyślić własne projekty, mniej kosztowne dla budżetu, ale równie proste i efektowne jak „pięć stów”. Jest też po stronie opozycji oczekiwanie, że PiS sam się udusi pod ciężarem swoich trudnych do zrealizowania obietnic. Polityk PSL Stanisław Żelichowski wprost powiedział, że teraz trzeba czekać, aż polski chłop połapie się, że źle wybrał, popierając PiS.

2. Jak zaszkodzić PiS, nie szkodząc krajowi

Antypisowska opozycja, szukająca w walce z antykonstytucyjnymi ekscesami PiS poparcia w instytucjach europejskich, jest nieustannie atakowana i szantażowana przez partię rządzącą jako formacja narodowej zdrady. Politycy PO sami wielokrotnie mówili o „skrępowanych rękach”, o dwuznaczności swojej sytuacji, o tym, że za ewentualnymi rezolucjami potępiającymi władze w Polsce, które by wsparli, mogą pójść realne sankcje ekonomiczne. A te uderzą nie w rząd PiS, który, używając starej frazy, „się wyżywi”, ale w społeczeństwo. Najdobitniejszym przejawem tej niemocy było nieudolne i asekuranckie wystąpienie europosła Olbrychta podczas debaty w Parlamencie Europejskim z udziałem premier Szydło. Odrzucenie syndromu szantażowanego jest teraz dla opozycji kluczowe, choć wymaga zręczności. Przede wszystkim wytłumaczenia, że gradacja ważności spraw państwowych przemawia za pilnowaniem właśnie porządku ustrojowego, trójpodziału władzy, zachowania kompetencji instytucji kontrolnych, ponieważ dotyczy to każdego obywatela i jego wolności. Że od tego zależne są wszystkie inne kwestie.

Zwłaszcza że tylko groźba wprowadzenia sankcji ekonomicznych, zagrażających spełnieniu socjalnych obietnic i planowi Morawieckiego, może przestraszyć Kaczyńskiego. Chodzi nie tyle o zaakceptowanie przez opozycję ewentualnych restrykcji, ile o zgodę na groźbę ich wprowadzenia. Ale także o to, by w ogólności przeciwstawić się opowieści PiS, że jakoby odwoływanie się do „zagranicy” (Unii, USA) jest działaniem na zgubę kraju, że sprawy trzeba załatwiać między Polakami, tu na miejscu. Spotkanie Schetyny z kanclerz Merkel w sprawie ewentualnej rezolucji na temat łamania prawa w Polsce pokazuje, że opozycja ten Rubikon powoli przekracza.

3. Na prawo, w lewo czy do centrum

AntyPiS ma spory kłopot z ideowym kierunkiem, który by pozwolił wymanewrować partię Kaczyńskiego. PiS tradycyjnie obsadza całą prawą część politycznej sceny (trochę może tylko zaniepokojony ruchem narodowym i kukizowcami), ale w październikowych wyborach swoimi socjalnymi propozycjami zdobył dodatkowo 8–10 proc. wyborców centrowych, którzy wcześniej dawali zwycięstwo Platformie. Bez tych wyborców PiS nie będzie miał drugiej kadencji władzy, dlatego opozycja, aby Kaczyńskiego pokonać, sama musi ich pozyskać. Problem w tym, że ci „centryści” najprawdopodobniej nie mają sprecyzowanych poglądów, nie da się ich prosto wrzucić na mapę politycznych podziałów.

Dlatego widać w obozie niePiS różne opcje i podejścia. Petru trochę odpuścił z neoliberalnych dogmatów i wchodzi na ścieżkę rozwiązań bardziej „wrażliwych społecznie”. Lider Nowoczesnej chce się „odbankowić” i pozbyć łatki wyraziciela interesów tylko klasy średniej, tych, co pozostali w OFE.

Poszukuje też Platforma, choć ostatnie wypowiedzi i działania Grzegorza Schetyny pokazują, że lider PO stawia raczej na tradycjonalistyczny elektorat, że tak jak w przypadku 500+ nie zamierza walczyć z realnymi preferencjami wyborców. Chce centrowy elektorat przyciągnąć do PO nie lewicującymi projektami, ale z powodu zrażenia do nieobliczalnego PiS, zagrażającego stabilności życia, trwałości przepisów, regulacji i prowadzeniu interesów. Liczy na to, że przywiązanie okazyjnych wyborców do PiS jest słabe i koniunkturalne i że Platforma spełni te same wymagania socjalne (np. 500 zł), ale zarazem zapewni święty spokój i przywróci szacunek Europy. Dlatego też Schetyna ciepło wyraża się o Kościele, a do inauguracji klubów obywatelskich zaprosił biskupa Pieronka. Schetyna najwyraźniej doszedł do wniosku, że lewicowo-liberalna modernizacja kraju, którą lansowała Kopacz, czyli np. zacięta walka o in vitro czy uznanie tzw. konwencji antyprzemocowej, w gruncie rzeczy mało kogo obchodziła, była zbyt elitarna. Że Polakom trzeba zaproponować w zarysach mniej więcej to, co oferuje PiS, ale bez PiS, bez jazgotu, awantur, międzynarodowej hecy. Ideologię wypiera zatem czysty pragmatyzm celu – pozbycie się partii Kaczyńskiego i przywrócenie liberalno-demokratycznego ładu.

Pytania, jak się przeciwstawić obecnej władzy, drążą też lewicę. Nie chodzi już o SLD, które pod nowym przewodnictwem Włodzimierza Czarzastego zmierza na margines. Ale młodsi lewicowcy, którzy niedawno powołali nowe stowarzyszenie Inicjatywa Polska, poszukują – jak sami mówią – programu tak „sugestywnego” jak ten autorstwa PiS. Ogólnie rzecz biorąc, można odnieść wrażenie, że to nie tyle walka na idee, ile na sposoby. PiS tak rozregulował scenę polityczną, że dawne reguły i tradycyjne podziały już nie obowiązują. Trzeba po prostu coś na nich wymyślić, a jak to będzie nazwane w kategoriach lewica-prawica – nie ma większego znaczenia.

Jest jeszcze problem – jak pozyskać młodsze pokolenia, które jak na razie dość umiarkowanie włączają się w konflikt z PiS albo wręcz Kaczyńskiego (obok Kukiza) popierają? Bez odzyskania choćby części tej generacji przez opozycję trudno będzie jej wygrać.

4. Bronić III RP czy nie

Kiedy chodzi o Trybunał Konstytucyjny, wolności obywatelskie, trójpodział władzy, ustrojowe pryncypia, antyPiS potrafi się zmobilizować i trafnie diagnozuje zagrożenia płynące ze strony dzisiejszej władzy. Ale twór państwowy pod nazwą III RP, który te systemowe zasady liberalnej demokracji wprowadził i konstytucję zainstalował, ma coraz mniej obrońców. Modne jest mówienie, że nawet jeśli PiS upadnie, to nie ma powrotu do dawnych porządków. Że wielu popiera PiS nie dlatego, że lubi tę partię, ale po to, aby nie wróciła tamta władza z jej aferami, lenistwem, ośmiorniczkami. Słowem, PiS może niekoniecznie, ale znana nam wersja III RP też nie. W tę retorykę włączył się Ryszard Petru (również na łamach POLITYKI), który uważa, że konflikt PiS–PO ma charakter generacyjny, anachroniczny, że trzeba nowych ludzi, innego pokolenia rządzących i już to wszystko zmieni. Schetyna też się niespecjalnie garnie do obrony choćby dorobku ośmiu lat Platformy, zapewne dlatego, że to były rządy Tuska i Kopacz.

Ale najbardziej kwestionuje III RP nowa lewica, czyli na przykład partia Razem. Nośny jest wątek „niesprawiedliwej III RP”, pełnej nieprawości, złodziejstwa, prymitywnego, antypracowniczego kapitalizmu. Pojęcie wolności jawi się czasem w takim ujęciu niemal jako obsesja pewnego konkretnego pokolenia, które ze znojem wydobyło się z PRL, nagle dostało wolne wybory, wolność słowa, konstytucję i w tym amoku szczęścia nie zadbało o sprawy zwykłych ludzi. Dzisiaj ta wolność jest oczywista i teraz chodzi o umowy śmieciowe, podatek bankowy i tanie mieszkania. W tej zgrabnej, choć nieco infantylnej, koncepcji brakuje jednego – tego, że ta w jakiś sposób lekceważona wolność może być znowu zagrożona i to się właśnie dzieje.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną