Kraj

Kobiety próbuje się przyprzeć do muru. Więc się buntują

Reyman / Facebook
Powiedziano kobietom, że Polska to kraj niemoralnych, cynicznych i morderczych właścicielek macic. Jak miałyby przejść nad tym do porządku dziennego?

No i stało się, co musiało. Płody poaborcyjne, które mają ruszyć sumieniami drugiej strony, są już na Facebooku. Zdjęcia medyczne, dobrze oświetlone, a na nich dodatkowe oko zamiast nosa, rozlewający się mózg bądź jego brak, wiszące na strzępach nerwów dodatkowe pary oczu. Ofiary natury, których skazany na porażkę rozwój zatrzymano w jakimś szpitalu ginekologicznym. Ludzie, którzy decydują się wrzucić zdjęcia do sieci, piszą potem, że zaprzyjaźnieni internetowo obrońcy życia jakby przystopowali. Ich „urocze bobasy, które byłyby skazane na śmierć w męczarniach aborcyjnych”, wypadają naiwnie i głupio. Ząb za ząb, wrażliwość za wrażliwość.

Ta sama wojna, inny front. Koleżanki z Facebooka, które kiedyś wzdrygały się na nazywanie aborcji „inną metodą antykoncepcyjną”, teraz biorą wieszaki i mówią: mój brzuch – moja sprawa. Ślą premier Beacie Szydło opisy własnych skrobanek oraz własnych tamponów – skoro tak interesuje się płodnością obywatelek. Powielają na Facebooku historie znajomych, które z ulgą otrzepały się po zabiegu – jakby karpia ubiły na święta. To też się musiało stać. Powiedziano kobietom, że Polska to kraj złych z natury, niemoralnych, cynicznych i morderczych właścicielek macic, a prawo musi chronić nas przed kobietami. Że dla sprawy warto nawet brać odwet na niektórych za wszystkie, dla zasady. Jak miałyby przejść nad tym do porządku dziennego?

Gdy wycofać się z tej wojny na emocje, można zauważyć na przykład, że brytyjska i polska aborcyjna ustawa brzmią bardzo podobnie, tyle tylko, że tam „zagrożenie zdrowia i życia kobiety” inaczej się interpretuje. Ze świadomością, że kobieta w głębokiej depresji, która nie chce urodzić, i tak tego nie zrobi, co najwyżej sobie zrobi krzywdę. Więc warto zapytać ją, wesprzeć, skonfrontować jej czarną wizję świata z czyjąś, pozytywniejszą. A jeśli nie uda się – to trudno, całego świata ustawowo się nie zmieni.

W Polsce lada chwila do sieci trafią zdjęcia „dziecka doktora Chazana” – to przypadek wyjątkowo drastyczny, będą więc pewnie dziesiątki tysięcy powieleń. Komentując wywiad, którego udzielili zmuszona do donoszenia tej ciąży kobieta wraz z mężem, prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski pisze, że ów wywiad to dowód braku wrażliwości – wywiad, a nie decyzja doktora. Rodzice – pisze – mieli szansę pokochać Dziecko, dostrzec w nim człowieka, doświadczyć życia głębiej, w innym jego wymiarze – ale pustota naszych czasów im nie pozwoliła.

Tyle tylko, że cudzej wrażliwości nie da się zmierzyć swoją. Tym bardziej że jest ona zmienna w czasie, począwszy od tego, że wiele rzeczy jest w stanie człowiek unieść, lecz niekoniecznie na raz. W niesieniu można pomóc, lecz bez gwarancji sukcesu. Nie wiadomo, czy brytyjska metoda ograniczania szkód zbliża świat do humanitarnego ideału, o którym pisze Terlikowski – gdy jest wrażliwość i pokora, a nie hucpa i pustka. Lecz metoda przypierania do muru na pewno jest przeciwskuteczna.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Polska bordową wyspą

Mimo antysmogowego wzmożenia marsz do oczyszczenia polskiego powietrza będzie długi.

Jędrzej Winiecki
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną