Kraj

Aniołki Petru’ego

Przebojowe posłanki z Nowoczesnej

Od lewej: Katarzyna Lubnauer, Joanna Scheuring-Wielgus, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Joanna Schmidt i Kornelia Wróblewska Od lewej: Katarzyna Lubnauer, Joanna Scheuring-Wielgus, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Joanna Schmidt i Kornelia Wróblewska Łukasz Kamiński/Forum, Darek Golik/Forum, Stanisław Kowalczuk/East News
O tym, jak posłanki Nowoczesnej trafiły pod strzechy. I wszędzie ich teraz pełno.
Posłanka Gasiuk-Pihowicz, którą opozycja usiłuje zdyskredytować, jest prawnikiem, ma doświadczenie w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.Joanna Borowska/Forum Posłanka Gasiuk-Pihowicz, którą opozycja usiłuje zdyskredytować, jest prawnikiem, ma doświadczenie w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich.

Wdzierają się na zamknięte przez polityków PiS spotkanie z Komisją Wenecką. Protestują przeciwko prowadzeniu szkół na „Smoleńsk”. Podczas posiedzeń komisji sejmowych zajmujących się kolejnymi ustawami o Trybunale Konstytucyjnym stają w szranki z posłami Astem i Piotrowskim. Stale udzielają wywiadów, oponują i polemizują. Kiedy tylko coś się w Sejmie czy w rządzie wydarzy, od razu, już od rana komentują to posłanki Nowoczesnej, podpierają się ekspertyzami i dokumentami. Teraz opowiadają nowy program swojej partii i dają mu swoje twarze. Wokół lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru niemal nie widać mężczyzn, wyłącznie elokwentne kobiety, pojedynczo, w duetach i większych grupach. Oczywiście od serialu „Aniołki Charliego” nazywane są „Aniołkami Petru”. Stały się już znakiem firmowym tego opozycyjnego ugrupowania, ważną częścią wizerunku nowej partii. Kim są i skąd się wzięły?

Kornelia Wróblewska jako dziecko chciała zostać – mówi żartem – Lady Dianą, czyli wyjechać z rodzinnej wsi Misie, stać się osobą rozpoznawalną i dzięki temu pomagać innym. Także mama powtarzała córce, że życie jest gdzie indziej, poza Misiami. Za to ojciec ściągał ją na ziemię. Kiedy postanowiła – pierwszy magister w rodzinie – zdawać na dziennikarstwo, przekonywał, że w mediach nie znajdzie pracy bez znajomości. Nie tylko dostała się na studia, ale też z sukcesem prowadziła i produkowała programy telewizyjne, m.in. „Familiadę”. Kiedy w mediach było coraz trudniej, uciekła w kreowanie wizerunku. Jako doświadczona modelka i bizneswoman doradzała kobietom biznesu, „jak wydobyć z siebie piękno”. W tamtym czasie rozwiodła się i już jako samotna matka zrobiła doktorat z teologii. Mimo to rzeczywiście wciąż czuła, że życie jest gdzie indziej. Dlatego kiedy pojawił się ruch Nowoczesnej, uznała, że jest szansa na realizację marzeń. Tym bardziej że w polityce w 2015 r. jej brak znajomości okazał się akurat atutem.

Takich jak Kornelia Wróblewska nowych w polityce posłanek jest w Nowoczesnej 12. Prawie połowa klubu poselskiego, najwyższa proporcja od 1989 r. Miały łatwiej, bo startowały w wyborach do Sejmu, w których obowiązywał parytet, ale i tu rozbiły bank: zajęły 41 tzw. jedynek, w innych partiach zarezerwowanych głównie dla mężczyzn.

Nikomu nieznane, w swoich okręgach wygrały z politycznymi tuzami. Przedsiębiorczyni, 34-letnia Joanna Schmidt pokonała w Poznaniu Rafała Grupińskiego z PO i Tadeusza Dziubę z PiS. Reklamowana jako wnuczka górnika 30-latka Monika Rosa dostała w Katowicach niewiele mniej głosów od Andrzeja Sośnierza z PiS. A skromna nauczycielka akademicka z Łodzi Katarzyna Lubnauer weszła do Sejmu wraz z gigantem PiS prof. Piotrem Glińskim. W Sejmie też rozbiły bank: dwie zostały wiceprzewodniczącymi klubu, jedna wicemarszałkiem.

– Kobiety Nowoczesnej są świetne i co ważne widoczne – mówi prof. Małgorzata Fuszara, była pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania. – Udowadniają, że czas podcinania skrzydeł kobietom w polityce się skończył.

Dziewiczo, ale z przeszłością

Jednak posłanki Nowoczesnej wydają się wyrastać z próżni. Wybiórczo podają informacje na temat swojej dotychczasowej aktywności społeczno-politycznej, nie mówią o rodzinach, odcinają się od feministek, dzięki którym mogły korzystać z parytetu. Jedna z frontmanek Nowoczesnej Joanna Schmidt na początku kampanii przekonywała, że według niej „feminizm to uznawanie, że kobiecie należy się więcej niż innym”. – Na indeksie są w partii nazwiska Magdaleny Środy czy Wandy Nowickiej – mówi anonimowo jedna z posłanek. – Celowo, bo ustaliłyśmy, że musimy uciekać od wszystkiego, co będzie się kojarzyć wyborcy z lewactwem, palikociarnią i kodziarnią. Mamy być „nowe w mieście”.

Kobiety Nowoczesnej chętnie podkreślają swoją polityczną świeżość, nawet jeśli jest ciut udawana. Katarzyna Lubnauer, o czym raczej nie wspomina, jest związana z polityką od czasów Unii Demokratycznej, w której organizowała kampanię wyborczą Jacka Kuronia. Kamila Gasiuk-Pihowicz jako 21-latka startowała w eurowyborach z ramienia Unii Wolności, w Młodym Centrum poznała swojego męża Michała Pihowicza. Z polityką jest też związany jej brat Marcin Gasiuk: wcześniej asystent Bronisława Geremka, obecnie urzędnik unijny. Mimo to w wywiadach opowiada, że budynek Sejmu wydaje jej się mniejszy niż w telewizji. Joanna Scheuring-Wielgus, współzałożycielka Czasu Mieszkańców w Toruniu i była kandydatka na prezydenta miasta, wyznaje, że jest „zwyczajną dziewczyną”. A Joanna Schmidt, zawodowo kanclerz wyższej uczelni niepublicznej, podkreśla, że jest „polityczną dziewicą”.

Podobną stylizację na brak doświadczenia, a nawet rodzaj naiwności, chętnie prezentują również posłanki z drugiego szeregu Nowoczesnej. Monika Rosa w krótkim biogramie poselskim pisze o sobie: „dumna Ślązaczka, uwielbiająca spacery z suczką Maszą po parku”, i nie wspomina o trwającej od 2010 r. pracy w Kancelarii Prezydenta. – Największy problem z odcięciem od skojarzeń z innymi partiami ma Basia Dolniak – mówi anonimowo jedna z posłanek. – Jej mąż Grzegorz Dolniak był posłem na Sejm trzech kadencji i przewodniczącym Klubu Parlamentarnego PO do momentu wyboru na nowego szefa Grzegorza Schetyny. Zginął w katastrofie smoleńskiej, ale Basia postanowiła nie wykorzystywać tego do budowania swojej pozycji politycznej. Jest jej ciężko oddzielić emocje od polityki, szczególnie ostatnio, kiedy zapowiedziano ekshumację ofiar katastrofy smoleńskiej. To ją boli podwójnie: jako posłankę mniejszości sejmowej, która nie ma wpływu na podjęcie takiej decyzji, i żonę, której nikt nie pytał o zgodę. Ale by zachować się z umiarem i profesjonalnie, nie wypowiada się na ten temat.

Rodzina pod kluczem

W partii obowiązuje styl unisex. W odróżnieniu od kobiet z PiS, które z ostentacją pełnią w partii funkcje służebno-opiekuńcze wobec Jarosława Kaczyńskiego, Nowoczesne na każdym kroku podkreślają niezależność od lidera partii Ryszarda Petru. Przekonują, że – gdyby użyć porównania do rodziny – Nowoczesna jest związkiem otwartym. A jeszcze trafniej: korporacją.

W korporacji rodzinę – także jako zbyt kojarzoną z tradycyjnym modelem – trzyma się z dala od pracy. Joanna Scheuring-Wielgus, matka trójki dzieci, nie chce o nich mówić, chociaż punktuje samotność i brak rodziny Jarosława Kaczyńskiego. Podobnie Kamila Gasiuk-Pihowicz, która przekonuje, że obiecała sobie nie mieszać do polityki rodziny (mąż jest aktualnie skarbnikiem Nowoczesnej). Joanna Schmidt, jeśli mówi o bliskich, to jak o dobrze funkcjonującym przedsiębiorstwie, gdzie wszystko dzieje się według szczegółowego planu. Czyli oprócz szkoły i zajęć pozaszkolnych, zimą narty, prawie codziennie tenis, w weekendy turnieje. Katarzyna Lubnauer nawet w krótkim biogramie na stronie partii ucieka od rodzaju żeńskiego, pisząc o sobie: wykładowca, naukowiec, popularyzator. Z jednej strony to zgodne z duchem Nowoczesnej, która podobnie jak w dobrze działającej korporacji nie dzieli zadań ze względu na płeć, ale zdolności i wiedzę. – Z drugiej jednak, wydają się nie doceniać społecznej siły wynikającej ze wspólnoty przynależności do płci – zauważa socjolog dr Michał Lutostański.

A np. życiorys Joanny Scheuring-Wielgus, jak zapewniają koleżanki z toruńskiego Stowarzyszenia Rzeczpospolita Babska, to przecież wielki atut. Miała trzy lata, kiedy zmarł na raka jej ociec. Jako młoda mężatka szybko owdowiała i została z małym dzieckiem. Potem sama cudem uszła z życiem z wypadku. Bywało jej ciężko finansowo, ale uparcie dała sobie radę ze wszystkim. Albo Joanna Schmidt, córka górnika z Głogowa. Wszystkie trzy córki państwa Mihułków (nazwisko panieńskie posłanki) wyjechały z miasteczka i skończyły wyższe studia, pracując i utrzymując się; Joanna była przy tym jedną z najlepszych studentek. Potem, kiedy rozwijała eksport w rodzinnej firmie męża (żaluzje, rolety, moskitiery), godziła ciągłe podróże z wychowaniem dzieci. Mogłaby o sobie opowiedzieć i Barbara Dolniak – lecz woli nie.

Myszki i śmieszki

Gdy popytać w środowiskach, z których wywodzą się posłanki, okazuje się, że to Polska zaskakująco tradycyjna, katolicka. Joanna Schmidt, publicznie popierająca rozdział państwa od Kościoła, chodzi co tydzień na msze. Dla Kamili Gasiuk-Pihowicz oczywistością był i ślub kościelny, i ochrzczenie dzieci. Kornelia Wróblewska, która publicznie przyznaje kobietom w sytuacjach skrajnych, jak gwałt, prawo wyboru – rodzić czy nie, też uchodzi za osobę głęboko wierzącą. Politolog prof. Radosław Markowski z SWPS przyznaje, że przeciętny Polak może mieć za złe oddzielanie własnych poglądów od oficjalnej linii partii. Pytanie, czy mechanizm ten dotyczy także wyborców Nowoczesnej – z ich liberalną zasadą uznawania wiary za sprawę osobistą?

Za to wyborcy – czy też wyborczyni – Nowoczesnej może przeszkadzać, że kobiety w polityce nie próbują załatwiać spraw innych kobiet, a zajmują się kryzysem konstytucyjnym czy walką z tzw. mową nienawiści. W ogłoszonym kilka dni temu programie Nowoczesnej zaledwie sześć na kilkadziesiąt punktów dotyka spraw związanych z kobietami, czyli równouprawnienia, zwiększenia ściągalności alimentów i aktywizacji zawodowej. Najbardziej konkretny z punktów postuluje stawianie za wzór patriotyzmu obok mężczyzn Marii Skłodowskiej-Curie. Ani słowa o ustawie aborcyjnej. – Niestety, sprawy związane z kobietami są w partii traktowane jako światopoglądowe, czyli niebezpieczne – zdradza Magdalena Rutkowska z Regionu Warszawa Nowoczesnej.

Dla tych nowoczesnych tradycjonalistek warszawski Sejm okazał się miejscem zaskakującym. Kornelia Wróblewska, uznana przez media za jedną z najładniejszych posłanek tej kadencji, skarży się na esemesy – z komplementami od kolegów-posłów z różnych ugrupowań. Piszą, że jej wygląd ich rozprasza. Kamila Gasiuk-Pihowicz publicznie nazwana została przez Pawła Kukiza myszką agresorką, Monika Rosa – seksowną śmieszką, a Joanna Schering-Wielgus w pierwszym tygodniu pracy w Sejmie usłyszała wprost na korytarzu, że niezła z niej dupeczka. Odpowiedziała ostro, ale dziś dodaje, że młodsze koleżanki, które podobne komentarze mają słyszeć równie często, miewają z tym kłopot.

Wiele zgłosiło się do ruchu Nowoczesnej z własnych firm, jak zajmująca się nowymi technologiami Marta Golbik z Gliwic, albo korporacji, jak Kamila Gasiuk-Pihowicz. Przyzwyczaiły się do oceny swoich osiągnięć, a nie wyglądu czy stylu bycia – w tej dziedzinie w korporacjach obowiązuje skrajnie sztywny model, wszelkie nawiązania do stroju uchodzą za niewyobrażalne. Konsternację Nowoczesnych skrzętnie wykorzystują stare sejmowe wygi, jak poseł Ryszard Czarnecki, który na wizji udzielał Kamili Gasiuk-Pihowicz – jak powiedział – praktycznej lekcji pluralizmu, siebie samego traktując jak mentora. – Tymczasem Gasiuk-Pihowicz, którą opozycja usiłuje zdyskredytować, jest prawnikiem, ma doświadczenie w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Jest profesjonalistką i jak mało który z posłów odwołuje się do rozumu. W ten sposób posłanki Nowoczesnej tworzą nową jakość w polskiej przaśnej polityce, również jeśli chodzi o sposób mówienia – ocenia prof. Markowski.

Powoli, na razie poprzez grupę ekspertów-sympatyków znajdujących się poza Sejmem, do Nowoczesnej docierają postulaty w tak zwanych kwestiach kobiecych. Aborcja to nadal temat tabu, ale udało się zorganizować konsultacje społeczne i wysłuchanie poselskie na temat alimentów. Pomocne okazały się doświadczenia życiowe i zaangażowanie posłanki Ewy Lieder, która sama miała problemy ze ściągnięciem alimentów od byłego męża. Doświadczenia korporacyjne innych posłanek przydały się na Kongresie Kobiet, gdzie Magdalena Rutkowska zorganizowała nawet warsztaty dotyczące start-upów i mentoringu dla raczkujących przedsiębiorczyń. Dyskretnie, profesjonalnie ukrywana kobiecość ujawnia się czasem w zaskakujący sposób. W zeznaniu majątkowym Kornelii Wróblewskiej jest, a jakże, pierścionek z brylantem.

Polityka 39.2016 (3078) z dnia 20.09.2016; Polityka; s. 23
Oryginalny tytuł tekstu: "Aniołki Petru’ego"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną