Kompletnie pogubiony politycznie i wizerunkowo PiS produkuje problemy szybciej niż rozwiązania
Burzliwa noc przeszła w burzliwy dzień. Wydarzenia tak się rozpędziły, że trudno je zatrzymać w kadrze i na spokojnie zastanowić się, co z nich wyniknie.
Po co PiS chciał ograniczyć swobodę dziennikarzy w Sejmie?
Sejm RP/Flickr CC by 2.0

Po co PiS chciał ograniczyć swobodę dziennikarzy w Sejmie?

Ostatnia doba przyniosła wykluczenie z obrad posła PO Michała Szczerby (Marek Kuchciński nie mógł wczoraj dobitniej wykazać, że fotel marszałka jest dla niego za duży), blokadę mównicy przez opozycję, przeniesienie obrad Sejmu do Sali Kolumnowej i uchwalanie tam ustaw, w tym budżetowej.
 
Pod Sejm ściągnęli ludzie wściekli na rząd i do nocy blokowali wyjazd posłów; politycy PO nagrywali krążących po gmachu polityków PiS. Wstał dzień i manifestacje zaczęły się od nowa, nie tylko zresztą w Warszawie.

Jarosław Kaczyński zachował się jak narciarz

Świętym prawem opozycji jest prowokowanie rządu do błędów, organizowanie demonstracji itp. Jej zachowanie wczoraj można oceniać różnie, osobiście nie jestem entuzjastą blokowania mównicy. Tyle że PiS ściągnął na siebie te kłopoty sam. Jarosław Kaczyński zachował się jak narciarz, który przy piątym stopniu zagrożenia lawinowego przypiął narty i radośnie pogwizdując, wyruszył w góry.
 
Po co PiS chciał ograniczyć swobodę dziennikarzy w Sejmie? Po co Kuchciński wykluczył Szczerbę za próbę obrony mediów? Nawet poseł Tadeusz Cymański (pół PiS, pół Solidarna Polska) przyznał publicznie, że działania PiS były „niefortunne”. Przyjmowanie budżetu w takim stylu jest niedopuszczalnym skandalem i piramidalną głupotą. To jak wywieszenie tablicy: „Inwestorzy niemile widziani”.
 
W każdym razie lawina została już podcięta.
 
„PiS jeszcze nie trzeszczy, ale przybywa malkontentów. Jeśli nie wyhamujemy, to będzie krótka kadencja” – napisał do mnie z rana ważny polityk obozu dobrej władzy. Całkiem szeregowy poseł PiS pytany o atmosferę obrad, odparł zaś: „Gdybym powiedział, że cyrk, to obraziłbym cyrk. Żałosne to i smutne”.

Politycy PiS oskarżają opozycję o łamanie prawa

Oficjalny przekaz obozu rządzącego jest inny. „Próba destabilizacji państwa” – głosi czerwony pasek na TVP Info. Na portalu braci Karnowskich tytuły w najlepszym peerelowskim stylu: „Immunitetowi awanturnicy działają jak hybrydowa V kolumna. Trudno nie mieć skojarzeń z osiemnastowiecznymi zaprzańcami” czy „Opozycja znów chce wywołać zamieszki? Trwa eskalacja napięć!”.
 
Politycy PiS oskarżają opozycję o łamanie prawa i o to, że pod pretekstem obrony wolności dziennikarzy chce uratować byłych esbeków przed ustawą dezubekizacyjną. A niezrównana rzeczniczka PiS Beata Mazurek nazwała akcję opozycji przestępstwem.
Prezes podobno chciał – jeszcze przed awanturą – złagodzić retorykę, wyciszyć choć część konfliktów, ale teraz będzie to bardzo trudne, bo trzeba by się przyznać do porażki i ustąpić.
 
Można też zlecić badania, sprawdzić, co myślą Polacy – zwłaszcza wyborcy PiS – i dostosować się do ich oczekiwań. Zagrać na czas. Na razie o „uspokojenie” zaapelował do „wszystkich stron” Andrzej Duda. Prezydent ogłosił, że jest gotów do mediacji i zasugerował możliwość wznowienia dyskusji o zasadach poruszania się dziennikarzy po Sejmie. Może więc PiS trochę przystopuje?

Kryzys przyspieszy zmiany w opozycji?

Obecna sytuacja może też przyspieszyć zmiany w opozycji. Pierwsze skrzypce grali wczoraj politycy młodszego pokolenia PO – Sławomir Nitras, Kinga Gajewska, Agnieszka Pomaska, słabo ukorzenieni w partii Grzegorza Schetyny. Dziś na manifestacjach najbardziej widoczna była z kolei Nowoczesna w towarzystwie SLD, KOD i Barbary Nowackiej. Dla wszystkich jest jasne, że opozycja nie dotrwa do wyborów parlamentarnych w obecnym kształcie, a dzisiejsze wydarzenia mogą zaburzyć dotychczasową hierarchię.
 
Na awanturze partii może ewentualnie skorzystać Paweł Kukiz, który już zresztą wezwał do przyspieszonych wyborów.
 
Trudno powiedzieć, jak awantury przyjmą wyborcy. Intuicja podpowiada, że rządzący nie wyjdą na nich najlepiej. Obrazek Zbigniewa Ziobry – ministra sprawiedliwości! – podpisującego listę obecności na posiedzeniu po zamknięciu obrad – jest symbolicznym pokazaniem wszystkim wyborcom, gdzie władza ma prawo i sprawiedliwość.
 
Dla PiS (brawo za timing) wszystko dzieje się w najgorszym momencie – tuż przed świętami, gdy zgodnie z odwiecznym prawem Bielana i Kamińskiego rodziny się zbierają i gadają o polityce. Jeśli Kaczyński nie wymyśli jakiegoś spektakularnego nowego otwarcia, to pierwsze noworoczne sondaże będą dlań gorsze od grudniowych.

Czytaj także

Polityka Cyfrowa

Teraz miesiąc od nas w prezencie!

Zaprenumeruj

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj