Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Minister demolka

Mizerski na bis

Polityka
Za każdym razem na miejscu zdarzenia najpierw zjawia się Macierewicz, a dopiero potem następuje katastrofa.

Po wypadku pod Toruniem nikt nie ma wątpliwości, że minister Antoni Macierewicz to człowiek katastrofa. Tam gdzie się pojawi, do jakiejś katastrofy wcześniej czy później musi dojść, co świadczy o niebywałej skuteczności tego polityka.

Media informują, że w katastrofie, do jakiej Antoni Macierewicz doprowadził, stając na czele MON, poległo już 24 generałów i ponad 250 pułkowników, armia utraciła wielu ważnych dowódców i wszystkie śmigłowce Caracal. Zaginęło też kilka maszyn typu Blackhawk, których do dzisiaj nie ma, chociaż Macierewicz zapowiadał, że do końca roku będą. Ocena doświadczonych sztabowców jest taka, że jeśli jakąś katastrofę w polskim wojsku można sobie wyobrazić, Antoni Macierewicz na pewno ją spowoduje.

Z powodu olbrzymiej prędkości, z jaką Macierewicz i kolumna towarzyszących mu aut porusza się po kraju, zwykle udaje mu się wyprzedzić katastrofę i podążać przed nią. Fakty są takie, że za każdym razem na miejscu zdarzenia najpierw zjawia się Macierewicz, a dopiero potem następuje katastrofa. Z relacji policji jasno wynika, że na szosie pod Toruniem panował zupełny spokój, dopóki Antoni Macierewicz nie przejechał tamtędy w limuzynie kierowanej przez jego demonicznego kierowcę – pana Kazimierza, pozostawiając za sobą pogięte wraki samochodów oraz ich przerażonych właścicieli.

Trudno powiedzieć, skąd bierze się katastrofalna aktywność Macierewicza, ale moim zdaniem on tak dużo podróżuje, bo napędza go poczucie misji połączone z kompulsywną potrzebą odsłaniania, upamiętniania i składania wieńców. Jest przy tym tak pochłonięty tym, co robi, że pędząc w kolumnie aut z miejsca na miejsce z wielką prędkością, niekiedy nawet nie zdąży zauważyć, że uczestniczy w jakiejś katastrofie, tylko natychmiast przesiada się do innego samochodu, żeby móc pędzić ku kolejnym katastrofom.

Polityka 5.2017 (3096) z dnia 31.01.2017; Felietony; s. 99
Oryginalny tytuł tekstu: "Minister demolka"
Reklama