Po debacie w POLITYCE: Czy w Polsce da się przywrócić ład konstytucyjny?
Byli prezydenci, marszałkowie Sejmu, premierzy, sędziowie i były niezależny prokurator generalny debatowali w redakcji POLITYKI w 20-lecie referendum zatwierdzającego konstytucję z 25 maja 1997 r. – o tym, jak powstawała, co się sprawdziło i co można by poprawić.
Stowarzyszenie Przyjaciół Konstytucji
Polityka

Stowarzyszenie Przyjaciół Konstytucji

Czy ład konstytucyjny można przywrócić środkami prawnymi czy – jak czyni PiS – łamiąc prawo, gdy środkami prawnymi zrobić się tego nie da? Co się sprawdziło w konstytucji, a co warto zmienić? Czy sądownictwo powinno być nadzorowane przez rząd? A prokuratura – podległa rządowi? Czy pełna samorządność sądów nie sprawi, że sądy będą postawione poza wszelką kontrolą, także społeczną?

O tym byli prezydenci, marszałkowie Sejmu, premierzy, sędziowie i były niezależny prokurator generalny Andrzej Seremet debatowali dokładnie w 20-lecie referendum zatwierdzającego konstytucję z 25 maja 1997 r.

Ogłoszono też powstanie, pod patronatem POLITYKI, Stowarzyszenie Przyjaciół Konstytucji, które ma się zastanowić, jak urządzić Polskę po PiS.

Jak to z tą konstytucją było

Konstytucję przyjmował w 1997 r. parlament, w którym nie było prawicy. To jeden z dzisiejszych zarzutów PiS: brak reprezentatywności. Ale Komisja Konstytucyjna Zgromadzenia Narodowego chciała, by konstytucja była owocem szerokiego konsensu, więc brała pod uwagę wszystkie siedem projektów konstytucji zgłoszonych przez osiem lat pracy tej komisji. W tym silnie katolicko-konserwatywny obyczajowo projekt NSZZ Solidarność. I uwagi Kościoła katolickiego. A ostateczną autoryzację dało konstytucji referendum zatwierdzające, w którym każdy, kto chciał, mógł się wypowiedzieć.

Frekwencja w referendum wyniosła 42,86 proc. – w przypadku referendum zatwierdzającego konstytucję nie ma progu frekwencyjnego dla referendów minimum 50 proc. Społeczeństwo, większością 52,71 proc. głosów, opowiedziało się za przyjęciem konstytucji.

Od lewej: Aleksander Kwaśniewski, Marek Borowski, Ludwin Dorn, Małgorzata Kidawa-Błońska, Bronisław Komorowski, Aleksander Kwaśniewski oraz prowadzący debatę redaktor naczelny Jerzy Baczyński
Tadeusz Późniak/Polityka

Od lewej: Aleksander Kwaśniewski, Marek Borowski, Ludwin Dorn, Małgorzata Kidawa-Błońska, Bronisław Komorowski, Aleksander Kwaśniewski oraz prowadzący debatę redaktor naczelny Jerzy Baczyński

– W konstytucji z 1997 r. starano się osłabić władzę. Widać to posttotalitarną traumę. Dlatego konstytucja kładzie silny nacisk na decentralizację, samorządność i na prawa i wolności polityczne – mówił prof. Adam Sulikowski z Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego we wprowadzeniu do debaty „Konstytucja z 1997 roku: dwadzieścia lat i co dalej”, zorganizowanej z inicjatywy Fundacji Amicus Europe Aleksandra Kwaśniewskiego i redakcji POLITYKI.

Zdaniem prof. Sulikowskiego konstytucja z 1997 r. to triumf Hansa Kelsena nad Carlem Schmittem. To dwaj niemieccy filozofowie prawa spierający się o to, co powinno być źródłem władzy: prawo (Kelsen) czy wola władzy wykonawczej (Schmitt). Jarosław Kaczyński jest zwolennikiem Schmitta i jego teorii decyzjonizmu, czyli sytuacji, w której silna władza wykonawcza narzuca swoje reguły gry, które wcale nie muszą być zgodne z obowiązującym prawem. Natomiast twórcy konstytucji z 1997 r. byli pod wpływem Kelsena i uznawali, że państwo prawa zdolne jest powstrzymać autorytarne zapędy władzy wykonawczej. Według prof. Sulikowskiego konstytucja z 1997 r. nawiązuje nie do polskiej tradycji ustrojowej, ale do wzorów demokracji zachodniej, co jest trudne do zaakceptowania przez konserwatywną prawicę. – Twórców konstytucji cechowała postawa, którą nazwałbym liberalnym pacyfizmem społecznym – ocenił.

W panelu „Od kohabitacji do monowładztwa jednej partii. Ustawa konstytucyjna w praktyce politycznej w latach 1997–2017” Aleksander Kwaśniewski, były prezydent i członek Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, ocenił, że model konstytucji z 1997 r. był wizjonerski, bo pozwolił, bez zmiany konstytucji, wejść Polsce do NATO i Unii Europejskiej. – Co innego oceniać konstytucję, co innego zmieniać – mówił, odnosząc się do propozycji PiS zmiany konstytucji i referendum konsultacyjnego. – Jestem za tym, by w każdej kadencji parlamentu była komisja konstytucyjna, która ocenia konstytucję i na koniec kadencji zostawia następnemu parlamentowi rekomendacje do ewentualnej zmiany – zaproponował.

Ludwik Dorn, były marszałek Sejmu i minister spraw wewnętrznych za poprzednich rządów PiS, swego czasu „trzeci bliźniak” braci Kaczyńskich, zdradził, że Porozumienie Centrum (poprzednik PiS) sprzeciwiało się konstytucji nie tyle ze względu na jej zawartość, ile na to, że uchwalało ją Zgromadzenie Narodowe, w którym nie było reprezentantów prawicy. – Oficjalnie popieraliśmy tzw. projekt senacki marszałek Alicji Grześkowiak, a potem projekt „Solidarności”. Ale między sobą ocenialiśmy, że takiej konstytucji Polska by nie przeżyła – mówił Dorn.

Jego zdaniem w konstytucji sprawdziła się preambuła i zapisy dotyczące małżeństwa i rodziny, a także stosunków z Kościołem katolickim. – Dowodem na to jest fakt, ze nie ma w Polsce ostrego konfliktu religijnego – uzasadnił. Sprawdził się też, jego zdaniem, model „dwugłowej egzekutywy” – czyli władza wykonawcza podzielona pomiędzy premiera i rząd z jednej strony prezydenta z drugiej strony. Natomiast nie sprawdziło się podzielenie władzy nad wojskiem pomiędzy rząd, wojskowych i prezydenta. – Nie wiadomo, kto w razie konfliktu zbrojnego decyduje o „naciśnięciu guzika” – ostrzegał.

Zdaniem Dorna w konstytucji nie wyszło też sądownictwo: – To co jest uregulowane, jest za bardzo korporacyjne. Nie ma balansu pomiędzy gwarancjami niezależnością sądownictwa a prawem obywateli do sprawiedliwości.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną