Czytelnik w obronie Sejmu Młodzieży: To była tylko symulacja
Czuję się wezwany do tablicy. Jako świeży absolwent liceum mam chyba jeszcze prawo do opowiedzenia czegoś o młodzieży.
Sejm Młodzieży
Sejm RP/Facebook

Sejm Młodzieży

Autor polemizuje z komentarzem Krzysztofa Burnetki na temat obrad młodzieży, które tradycyjnie odbyły się w Sejmie 1 czerwca.

U niektórych komentatorów tegoroczny Sejm Dzieci i Młodzieży budził przerażenie pomieszane ze smutkiem i zdumieniem. Dlaczego głos młodych był tak płaski i tak wulgarny? – dopytywali. Czuję się wezwany do tablicy. Podejmę się odpowiedzi na te wątpliwości, bo jako świeży absolwent liceum mam chyba jeszcze prawo do opowiedzenia czegoś o młodzieży.

Dodam, że sam żyłem przez ostatnie lata mojej szkolnej kariery w bańce, mając wokół siebie ponadprzeciętnie dużo mądrych ludzi. Razi mnie więc równie mocno, co na przykład Krzysztofa Burnetkę, bezwstydność wygłaszania retorycznie gorących, a intelektualnie letnich poglądów.

Nie pojawiają się u mnie jednak emocje tak silne co u wielu odbiorców informacji o polityce. Ustatkowany pracownik fabryki obrusza się, że nieznana mu matka utopiła swoje dzieci, a ustatkowany reprezentant klasy średniej obrusza się na polityków za ich hańbiące wypowiedzi. Ja jeszcze ustatkowany nie jestem, dlatego łatwiej mi się nie zamartwiać.

1.

Ale do rzeczy. Radykalnie robi się już w gimnazjum. Kora przedczołowa jest jeszcze na tyle nierozwinięta, że nie tylko nie potrafi poddać poglądów pod ostrzał racjonalnej krytyki (dyskusyjne, czy w wieku dorosłym jest lepiej), ale do tego pozwala uczniowi bez strachu takie poglądy rozpowszechniać. To paranaukowe wyjaśnienie można zastąpić jeszcze innym – nosicielom brawurowych opinii w wieku lat nastu nie grozi utrata pracy, strategicznych przyjaźni i reputacji. Żadnego z tych trzech zwyczajnie jeszcze nie mają.

Dochodzi do tego najwyraźniej zgubny w skutkach obowiązek uczęszczania do szkoły. To w szkole bowiem, szczególnie na lekcjach z nauczycielami, których da się łatwo zagadać, poglądy wszelakie wrzucane są na 40-osobowe poletko eksperymentalne. Z programów publicystycznych wiemy, że gdy ścierają się przeciwieństwa, robi się ciekawie. Im spięcie większe, tym każdy bardziej okopuje się na swojej pozycji. Czasami nauczyciel rzuci jakieś wyzwanie radykałom; czasami to nauczyciel jest najbardziej radykalny w całym stadzie; a i tak zwykle ze strony nauczyciela brak jakiejkolwiek reakcji, woli być neutralny.

Są jeszcze garnitury. Adepci polityki – to moja luźna obserwacja – w szkole noszą się na co dzień władczo. Nawiasem mówiąc, kiedy byłem na stypendium w brytyjskiej szkole, całe dwa lata przechodziłem w garniturze (nie z wyboru) i czułem się w nim paradoksalnie mniej pewnie. Garnitury nie dają ludziom pewności siebie dlatego, że prostują kręgosłupy, tylko dlatego, że są symbolem przynależności do grupy osób decyzyjnych. W garnitur ubiera się ktoś, kto ma wpływ. Z drugiej jednak strony jest to objaw podporządkowania, zlania się z bardzo specyficzną elitą. Dlatego dla mnie garnitur zawsze był ciut niekomfortowy. W takim ujęciu znamienna wypowiedź z Sejmu Dzieci i Młodzieży, że „PiS i PO to jedno”, nie jest taka bezpodstawna, wszak wszyscy jak leci ubierają się podobnie…

Tu już śmieję się oczywiście w żywe oczy, nie mogę przecież mieć za złe rówieśnikom, że wcale nie są antysystemowi i ubrali się na galowo do Sejmu. Żart tak został pomyślany, by poprowadzić do tezy większego kalibru: nie jest wielką tajemnicą, że samorządy szkolne bądź młodzieżowe rady nie mają zwykle wpływu na faktyczne procesy decyzyjne. I to niezależnie od zawirowań na szczytach (prawdziwej) władzy w stolicy. Co rekompensuje deficyt skuteczności? O garniturach właśnie była mowa, a o sławie najlepiej mówią wystąpienia młodzieży 1 czerwca.

Przyjemnie przekłuwa się balon nadmuchany przez utyskujących na młodzież. Gdybym na tym jednak poprzestał, można by mi słusznie zarzucić, że sprawę posiedzenia 1 czerwca bagatelizuję. A ja wolny od pokus wcale nie jestem i też chciałbym postawić diagnozę o kondycji mojego pokolenia, inaczej tylko rozkładając akcenty.

2.

Zamaszystym łukiem kreślę więc. Jeden: wystąpienia w sejmach młodzieżowych są z reguły komiczne, bo starsi uczniowie są już na tym etapie, że posługują się podobnymi konstruktami co dorośli, a jeszcze nie potrafią dobrze udawać. Oglądając to, czujemy się dziwacznie, bowiem możliwe, że młodzież nie zdaje sobie sprawy, że jest sztuczna do bólu i nie wie, według jakiej gra konwencji.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną