Kraj

Ziobro atakuje prezydenta. Historia od politycznej miłości do nienawiści

Ziobro ostro krytykuje prezydenta i mówi o jego niewielkim doświadczeniu. Ziobro ostro krytykuje prezydenta i mówi o jego niewielkim doświadczeniu. Jerzy Gumowski / Agencja Gazeta
W ośmiostronicowym wywiadzie zatytułowanym „Prezydent musi wybrać: albo wielkość, albo groteska” minister sprawiedliwości nie przebiera w słowach.

Wymiana ciosów – po podwójnym wecie Andrzeja Dudy – między rządem a Pałacem Prezydenckim trwa w najlepsze. Ziobro ostro krytykuje prezydenta i mówi o jego niewielkim doświadczeniu. Otoczenie prezydenckie ten wywiad wprawia w zażenowanie.

Co mówi Ziobro o Dudzie?

O podwójnym wecie. Według Ziobry podwójne weto prezydenta Andrzeja Dudy „to był smutny dzień dla tych wszystkich Polaków, którzy liczyli na rzeczywistą zmianę w wymiarze sprawiedliwości”. Minister zarzuca Dudzie, że działa w pośpiechu i „utrudnia realizację tych zobowiązań, które wszyscy, łącznie z prezydentem, złożyliśmy w czasie kampanii wyborczej”. Według Ziobry „ostateczną decyzją o wecie prezydent sprawił wielką radość ludziom, którzy sami siebie określili, że są nadzwyczajną kastą”.

O tym, jaką drogą powinien iść teraz Duda: „Jedna to przedłożenie projektów zgodnych ze swoim zobowiązaniem wyborczym, które przyniosą realną zmianę w sądownictwie. Jeśli to uczyni, pozostanę przy swojej ocenie, że weta były błędem, że można było skierować ustawy do Trybunału, jednak zakaszę rękawy, by pracować na sukces prezydenta. (…) To jest w finale wybór między wielkością a groteską. Ja wierzę, że mądrość, odwaga i męstwo zwyciężą. Andrzej Duda mimo wielkiej presji da radę. W polityce warto mieć charakter”.

O tym, że Duda kieruje się ambicjami kosztem wartości: „Ufam, że pan prezydent, choć nie ma wielkiego doświadczenia politycznego, poszuka mądrej rady, a przede wszystkim, powtarzam, że będzie wierny wartościom. Bo w polityce są cztery poziomy: system wartości, strategiczne cele, taktyczne wybory, ale też zawsze obecne ambicje. Gdy rozrost własnego »ja« przerasta wartości i strategiczne cele, to błędne wybory taktyczne prowadzą na mieliznę”.

O reelekcji Andrzeja Dudy: „Czas biegnie szybko i przyjdzie pora, że prezydent będzie się musiał zmierzyć z wyzwaniem wyborów. Platforma wystawi swojego kandydata, Nowoczesna swojego, PSL swojego, lewica swojego. A mainstreamowe media, w tym TVN, »Wyborcza« etc., będą miały swojego faworyta, i nie będzie nim Andrzej Duda. Jednak jeżeli prezydent rozejdzie się z wartościami naszego środowiska, to nie może zakładać, że zyska kolejny kredyt zaufania”.

O przyszłości Andrzeja Dudy: „Albo prezydent przejdzie do historii jako, wcale nie przesadzam, wielka postać, jako jeden z przywódców dobrej zmiany, jako człowiek, który przyczynił się do budowy silnego, uczciwego polskiego państwa, albo polegniemy. (…) Pierwszy polegnie pan prezydent i co najwyżej będzie mógł się w przyszłości cieszyć rolą młodego komentatora z własną ochroną”.

O prezydenckim otoczeniu: „To jednak ludzie, którzy niczym larwy chcą się rozwijać w politycznym ciele prezydenckiego zaplecza, by później – o czym marzą – przeistoczyć się w motyle, stając się ważnymi postaciami na scenie politycznej. Najczęściej jednak tacy ludzie nie zostają nawet ćmami”.

Rozmowa w poniedziałkowym „wSieci” zirytowała prezydenckie zaplecze. Zbigniewowi Ziobrze ostro odpowiedział już minister z kancelarii Dudy Wojciech Kolarski. „Ten wywiad wprawia w zażenowanie. Minister, który w taki sposób wypowiada się o głowie państwa, prezydencie Rzeczypospolitej, raczej nie może być uznany za polityka dojrzałego” – stwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Historia znajomości Dudy z Ziobrą

Relacje polityków były napięte już w przeszłości. Kilka tygodni po wyborach w 2005 r. prezes PiS oddelegował Arkadiusza Mularczyka do pisania ustawy lustracyjnej. Ten szukał pomocy teoretyków, a z Dudą skontaktował go ich wspólny kolega z harcerstwa. I tak Duda w polityce pierwszy raz zaistniał jako ekspert PiS na posiedzeniach specjalnej komisji, która pracowała nad nowym prawem lustracyjnym.

Środowisko naukowe UJ kategorycznie sprzeciwiało się pisowskiej wersji lustracji. Wiele osób na uniwersytecie uznało, że Duda ponosi za to współodpowiedzialność. Wtedy Zbigniew Ziobro zaproponował mu stanowisko swojego zastępcy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Tworzyli zgrany duet, odwiedzali się w domach. Kiedy Duda zajmował się pisaniem surowego prawa, Ziobro mógł uprawiać politykę.

Gdy PiS przegrał przedterminowe wybory, Zbigniew Ziobro wychodził dla Andrzeja Dudy ministerialną posadę w kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Ze strony Ziobry to nie była zwykła przyjacielska przysługa. Wielu widziało to tak, że Ziobro chciał mieć nasłuch na to, co dzieje się w Pałacu.

Zaraz po wyborach parlamentarnych w 2011 r. Duda zdał najważniejszy test lojalności wobec prezesa PiS i podpadł Ziobrze. Jarosław Kaczyński postanowił wtedy wyrzucić z partii krytykujących go polityków, którym przewodził Zbigniew Ziobro. I Ziobro, i Mularczyk uważali, że Duda ma obowiązek odejść z nimi z partii. Byli pewni, że Duda właśnie wtedy zacznie spłacać dług wdzięczności. Przecież rok wcześniej dzięki poparciu Ziobry PiS wystawiło Dudę na prezydenta Krakowa. Wynegocjował z partyjnym skarbnikiem spore pieniądze na kampanię nieznanego w stolicy Małopolski kandydata. Plakaty z Dudą wisiały dosłownie wszędzie. Choć nie wszedł do drugiej tury, to stał się na tyle rozpoznawalny, że rok później dostał się do Sejmu. Zdobył aż 80 tys. głosów, szósty wynik w kraju. To właśnie wtedy, w 2011 r., Duda wyszedł z cienia Ziobry. Prezes czuł się z Dudą bezpiecznie, bo za krótko był w PiS i nie zdążył zbudować politycznego zaplecza.

Duda niespodziewanie – nawet dla samego prezesa PiS – wygrał wybory prezydenckie, a kilka miesięcy później Ziobro został ministrem sprawiedliwości. Duda miał powiedzieć do zaufanej osoby, że najbardziej boi się tego, co Ziobro będzie chciał zrobić z sądami. Znał dobrze jego projekty, bo plany zamachu na niezależność sądownictwa były już gotowe za pierwszych rządów PiS. Przez przyspieszone wtedy wybory Ziobro nie zdążył ich ujawnić przed opinią publiczną. Duda – jako wiceminister sprawiedliwości w resorcie Ziobry – dobrze o nich wiedział.

Co Ziobro ma na Dudę?

Już w 2014 r. Ziobro, wtedy jeszcze na wojennej ścieżce z prezesem Kaczyńskim, ostro i też w tygodniku „wSieci” wypowiedział się na temat Dudy, który w tamtym czasie był jeszcze posłem PiS. „Pan poseł Duda zawdzięcza swe istnienie w polityce mnie i posłowi Mularczykowi i zachowuje się bardzo nieładnie swoimi wypowiedziami o zdrajcach. Na posła Dudę oddawano głosy, bo sądzono, że jest jeszcze moim zastępcą w ministerstwie sprawiedliwości” – mówił Ziobro trzy lata temu.

Szef Solidarnej Polski określił Dudę Judaszem: „Jeżeli ktoś kogoś zdradził, to on się zachował jak taki Judasz. Poszedł za srebrniki do prezesa Kaczyńskiego, choć dzięki nam znalazł się w polityce”.

Zagroził też Dudzie, że „jak będzie trzeba, przypomnę mu pewne fakty, które były dla niego niemiłe”. Dotychczas nic takiego Ziobro nie ujawnił. Być może trzyma jeszcze jakiegoś asa w rękawie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Szkoła bardzo szkodzi. Uczniom, demokracji, światu

Rozmowa z dr. Mikołajem Marcelą o fatalnych skutkach kultywowania XIX-wiecznej formuły szkoły, wychowywaniu do autorytaryzmu i o tym, jak można to zmienić.

Jacek Żakowski
18.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną