Kraj

Prezydent odznaczył wojskowych, którym odmawia awansów generalskich

Andrzej Duda i wojskowi Andrzej Duda i wojskowi Krzysztof Sitkowski / Kancelaria Prezydenta RP
Lista oficerów odznaczonych w dniu Święta Niepodległości może wskazywać na preferencje prezydenta w kwestii awansów generalskich. Była też okazją do demonstracyjnego wsparcia polityka skonfliktowanego z Antonim Macierewiczem.

Scena bardzo wymowna. Po prawej, na krześle, wśród kilku osobistości siedzi prof. Romuald Szeremietiew – bodaj największy na prawicy krytyk niektórych poczynań ministra Antoniego Macierewicza. Na wprost niego, w odległości kilku metrów – ale twarzą w twarz – stoi wśród innych ministrów Antoni Macierewicz. Ich spojrzenia musiały się spotykać. Po chwili Szeremietiew wstaje i podchodzi do zwierzchnika sił zbrojnych, by odebrać z jego rąk Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski w uznaniu wybitnych zasług dla transformacji ustrojowej Polski, za osiągnięcia w działalności państwowej i publicznej. I znów spojrzenia musiały się spotkać. Jeśli uroczystość w Pałacu Prezydenckim uznać po trosze za teatr, scenograf wymyślił to świetnie.

Romuald Szeremietiew nie kryje swej krytyki dla obecnego kierownictwa MON. Ale trudno go podejrzewać o intencje polityczne. Jest jednym z najbardziej zasłużonych działaczy prawicy – współpracownik Jana Olszewskiego i Jana Parysa, były dwukrotny wiceminister obrony w rządach Olszewskiego i Jerzego Buzka. Przed powołaniem rządu Beaty Szydło w prasie rozważał swój powrót do ministerstwa, potem współpracował z ówcześnie zapowiadanym jako kandydat na ministra Jarosławem Gowinem. Ostatnio w geście sprzeciwu odszedł z posady w Akademii Sztuki Wojennej, dawniej znanej jako Akademia Obrony Narodowej, głównej polskiej uczelni wojskowej, kuźni najwyższych kadr dowódczych. W publicznym liście Szeremietiew – doktor habilitowany nauk o wojskowości – napisał: „Nie powinienem pracować w instytucji podległej MON, skoro krytycznie oceniam to, co robi, a zwłaszcza czego nie robi minister obrony”. Napisał to zaledwie niecały miesiąc temu, ogłaszając odejście z ASzWoj i zarzucając Macierewiczowi próbę budowy obronności Polski „od tyłu”. Trudno nie uznać dzisiejszego wyróżnienia za sygnał ze strony prezydenta i BBN, że doświadczenie i wiedza Szeremietiewa są zbyt cenne, by z nich rezygnować.

Odznaczenia dla wojskowych

Ale Szeremietiew to cywil, a na prezydenckiej liście odznaczonych aż roi się od wojskowych. I to zarówno tych z linii, dowództw, sztabu generalnego, jak i z MON – co może być sygnałem, że urząd prezydenta nie przekłada sporu z ministrem na pracujących w nim ludzi.

Spośród czynnych wojskowych najwyższe wyróżnienie – krzyż oficerski Orderu Odrodzenia Polski – otrzymał szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, generał broni Leszek Surawski. Jest on oczywistym kandydatem do czwartej generalskiej gwiazdki, ale jak wiadomo, wskutek sporu o system dowodzenia i rolę samego szefa sztabu „pierwszy żołnierz RP” jest nadal generałem trzygwiazdkowym. Kandydat do trzeciej gwiazdki – generał dywizji Jarosław Mika, dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych – również zamiast awansu otrzymał odznaczenie, krzyż kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Podobnym wyróżnieniem doceniony został do niedawna najwyżej umocowany Polak w strukturach wojskowych NATO, gen. broni Janusz Adamczak. Po zakończeniu kadencji szefa sztabu Dowództwa Sił Połączonych w Brunssum został skierowany do rezerwy kadrowej MON. Do końca służby ten jeden z zaledwie pięciu naszych generałów broni ma jeszcze siedem lat! Prezydent zdaje się wskazywać, że również jego doświadczenia nie wolno marnować.

Dalej na wojskowej liście odznaczonej zaczynają się już nazwiska kandydatów na niższe stopnie generalskie. Są wśród nich dowódcy brygad, skrzydeł i flotylli – pułkownicy, którzy powinni być już generałami czy admirałami, ale są zablokowani w należnych awansach przez niekończący się paraliż porozumienia najwyższych decydentów. Komendant-rektor Wojskowej Akademii Technicznej płk Tadeusz Szczurek powinien być generałem brygady, jak kilku innych szefów uczelni wojskowych. WAT odgrywa rolę centrum innowacji technologicznej nie tylko dla armii, ale przede wszystkim przemysłu zbrojeniowego – tak bardzo deklaratywnie ważnego dla obecnego rządu.

Pułkownik Jan Rydz, zwany w wojsku „pierwszym leopardzistą kraju”, wskutek decyzji Antoniego Macierewicza przeniesiony z Żagania do Wesołej, stoi na czele 1. Warszawskiej Brygady Pancernej. Wraz z nim na wschód od stolicy trafił batalion najlepszych polskich czołgów. Jedna pułkownik nie może doczekać się należnej mu pierwszej generalskiej gwiazdki. To samo dotyczy pułkownika Dariusza Parylaka, dowódcy 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa. Parylak – oficer z doktoratem i po kursach zagranicznych równoważnych z generalskimi, z doświadczeniem w misjach – byłby murowanym kandydatem do kariery generalskiej na najwyższych szczeblach dowodzenia. A jednak obecny spór nie pozwala mu przekroczyć nawet pierwszego progu korpusu generalskiego. Admirałem chwilowo nie będzie też, mimo że powinien, komandor Krzysztof Zdonek, dowódca 8. Flotylli Obrony Wybrzeża, wcześniej odpowiadający za szkolenie polskich marynarzy, absolwent studiów polityki obronnej w Naval Command College. Spośród liniowych dowódców „zamienne” odznaczenie zamiast awansu dostał też oczywisty kandydat na generała, dowódca 2. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego – czyli szef polskich F-16 - płk dypl. pil. Jacek Pszczoła.

Krzyże dla współpracowników Macierewicza

Ale na prezydenckiej liście odznaczonych znaleźli się też... najbliżsi współpracownicy Antoniego Macierewicza. Może nie od polityki, ale od organizacji i wsparcia działań jego samego i całego resortu.

Wśród tych nazwisk jest człowiek, któremu szef MON zawdzięcza bardzo wiele – mam na myśli przełożenie jego osobistych pomysłów i godnej podziwu aktywności na wydarzenia publiczne, resortowe i medialne. Pozostający z reguły w cieniu płk Kazimierz Bednorz, profesjonalista od organizacji, załatwiania i żmudnej papierkowej roboty, dziś z tego cienia wyszedł. Jako szef Centrum Operacyjnego MON dowodzi de facto poszerzonym sekretariatem ministra i można powiedzieć śmiało: jest jedną z najbardziej wpływowych postaci w resorcie, przynajmniej po jego urzędniczej stronie. Zaufanie Macierewicza zyskał mimo faktu pracy również z poprzednim ministrem, Tomaszem Siemoniakiem.

Innym przybocznym ministra, odpowiedzialnym za większość uroczystości w Warszawie, jest gen. bryg. Robert Głąb, dowódca warszawskiego garnizonu. Choć odbierał krzyż zasługi, był dzisiaj de facto w pracy – bo przecież odprawa wart, wszelkie asysty, defilady, a nawet występ chóru wojskowego w Świątyni Opatrzności – wszystko to było na jego głowie. Z wnętrza resortu w gronie wyróżnionych znaleźli się też płk Karol Dymanowski, dyrektor departamentu polityki zbrojeniowej MON i Narodowy Dyrektor Uzbrojenia, oraz płk Mieczysław Malec, koordynator prac nad Strategicznym Przeglądem Obronnym, do którego – jak wiadomo – prezydent ma pewne zastrzeżenia. Krzyż zasługi dostał też szef departamentu infrastruktury, płk Dariusz Ryczkowski, mimo że ostatnio ogłoszony raport NIK nie pozostawia suchej nitki na części podległych mu wojskowych instalacji, urządzeń i sprzętu.

Prezydent nie zapomniał o Sztabie Generalnym. Odznaczenie dostał jeden z dziesięciu pułkowników służących tam na stanowisku generalskim – zastępcy szefa zarządu. Płk dypl. Szymon Koziatek to spadochroniarz i komandos, służył w 6. Brygadzie Desantowo-Szturmowej i 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej. Od dłuższego czasu zajmuje stanowiska sztabowe i... mógłby zostać generałem – gdyby tylko odblokowana została ta ścieżka awansu. Złoty krzyż zasługi dostał też nasz przedstawiciel w sztabie wojskowym NATO w Mons (SHAPE), płk Wojciech Ozga. Ten wojskowy dyplomata nie musi na obecnym stanowisku mieć generalskiej rangi, choć wielu przedstawicieli narodowych przy SHAPE to generałowie. Na pewno kiedy sytuacja wróci do normy, będzie kandydatem wyższego stopnia.

Prezydent w żadnym swoim przemówieniu nie wyrażał dziś wprost krytyki ministra obrony, tak jak to było 15 sierpnia. Nawoływał za to do jedności i współpracy. Przez zbieg okoliczności – a może celowo – odznaczył jednak 14 wojskowych, czyli dokładnie tylu, ilu znajduje się na dwukrotnie odrzuconej liście kandydatów do awansów generalskich. Nie wiadomo, czy nazwiska całkowicie się pokrywają – można nawet z dużą pewnością stwierdzić, że nie. Ale można też te odznaczenia odczytywać jako sugestię albo wręcz zapowiedź nominacji, które mogą nastąpić po rozwiązaniu sporu z ministerstwem obrony. Jego rozwiązanie jest obecnie najważniejszym wyzwaniem dla politycznych zwierzchników wojska. Szkoda, że nie nastąpiło w dniu Święta Niepodległości.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

UKRAINA: Wołodymyr i jego drużyna

Prezydent Wołodymyr Zełenski wystartował z najbardziej ambitnym programem reform w historii kraju. Krytycy twierdzą, że ta niecierpliwość zgubi albo jego, albo Ukrainę.

Oleksandra Iwaniuk
18.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną