Pokazał się, ale... się nie pokazał. Kim jest Kulson z Marszu Niepodległości?
Policja przedstawiła funkcjonariusza „Kulsona” i ucieka przed poważnymi pytaniami o sobotni Marsz Niepodległości.
Funkcjonariusz Kulson
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Funkcjonariusz Kulson

„Siadaj, Kulson!” – to polecenie, które miał wydać starszy rangą policjant do swojego kolegi w sobotę, 11 listopada (a nie: „siadaj, ku**o” do uczestniczki marszu, jak relacjonowały media). „Kulson” to podobno ksywka młodszego aspiranta Mateusza, choć równie dobrze mógłby nosić każde inne imię, gdyż funkcjonariusz, który przyszedł na spotkanie z dziennikarzami w jednostce prewencji w podwarszawskim Piasecznie, odmówił przedstawienia się. Podczas trwającego pięć minut briefingu powiedział tylko, że genezy swojego pseudonimu nie pamięta, w policji pracuje od dziewięciu lat, a pseudonim przylgnął do niego, z nieznanych przyczyn, pięć lat temu.

Jesteśmy zaskoczeni tak dużym zainteresowaniem. To fake news – kwitował Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji. A później zasypał kolegów, którzy zabezpieczali sobotni Marsz Niepodległości, komplementami. Bo np. podczas ostatnich zamieszek w Brukseli były spalone samochody, a kilkunastu funkcjonariuszy odniosło obrażenia. Nie to, co w Polsce: profesjonalna robota, szybkie komendy, działanie w tempo i zero spalonych aut.

To w gruncie rzeczy ten sam komunikat, który przedstawiał 11 listopada minister Błaszczak, mówiąc, że „Święto Niepodległości przebiegało w bardzo dobrej atmosferze, było bezpiecznie. Mogliśmy zobaczyć biało-czerwoną na ulicach Warszawy, to był piękny widok. Jesteśmy dumni, że tak wielu Polaków postanowiło wziąć udział w uroczystościach związanych Świętem Niepodległości”.

Łamanie prawa podczas Marszu Niepodległości

Moglibyśmy założyć, że funkcjonariusze Stołecznej Komendy Policji mówią prawdę, a Kulson jest Kulsonem. Wtedy zaspokoiwszy ciekawość, zapytalibyśmy policjantów o przypadki łamania prawa podczas Marszu Niepodległości. Na przykład art. 256 Kodeksu Karnego. W paragrafie 1 wyraźnie zapisano: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyzwaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Artykuł ten został złamany w sobotę tak wiele razy, że nie sposób dokładnie policzyć.

Nie udało się również zapytać o zatrzymanie Obywateli RP, do którego doszło po poniedziałkowej manifestacji „Stop faszystom w stolicy”. Przyczynkiem do zatrzymania było odpalenie tęczowych rac przez demonstrantów. Konkretnie sześciu. A co z morzem czerwonych rac, które przelało się w sobotę przez ulice Warszawy? Policjanci nie zamierzali jednak odpowiadać na inne pytania niż te dotyczące młodszego aspiranta Kulsona. Bo to przecież śmieszne jest. He, he.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj