#MeToo po polsku. Dziennikarze oskarżeni o molestowanie
Agora i Krytyka Polityczna zawieszają współpracę z dwoma autorami, oskarżonymi przez 8 kobiet m.in. o molestowanie seksualne.
Kolejna zaskakująca odsłona akcji #MeToo
Pixabay

Kolejna zaskakująca odsłona akcji #MeToo

Coś się zmienia. Może to koniec dawania tacitus consensus, cichego przyzwolenia na przemoc? Może przestaniemy być mistrzami świata w odwracaniu oczu?

To kolejna zaskakująca odsłona akcji #MeToo. Wyśmiewana i dezawuowana, przynosi jednak coraz dalej idące konsekwencje. A także pytania, które trudno postawić, zwłaszcza samemu sobie i swoim kolegom.

Na łamach „Codziennika Feministycznego” osiem kobiet (cztery pod nazwiskiem) oskarża dwóch ludzi mediów o poniżanie, dyskryminację, agresję słowną i fizyczną (okaleczenie oraz gwałt). Choć w tekście nazwiska padają w niebezpośrednim kontekście, obydwu mężczyzn łatwo zidentyfikować. Mowa o Michale Wybieralskim, wieloletnim dziennikarzu i redaktorze „Gazety Wyborczej”, od listopada szefie wydawców portalu wyborcza.pl, oraz o Jakubie Dymku, publicyście m.in. Krytyki Politycznej i Dwutygodnika.

Wybieralski błyskawicznie przeprosił „wszystkie osoby – autorki tekstu i inne osoby, jeśli takie są – które poczuły się urażone, molestowane czy prześladowane przez moje wypowiedzi czy zachowania”. Choć ton przypomina Szkołę Przeprosin im. Kevina Spaceya. Wybieralski dodał, że ogromnie żałuje i pragnie zadośćuczynić. Jakub Dymek zaprzeczył oskarżeniom o gwałt i oświadczył, że to pomówienie ze strony byłej partnerki, z którą sam zakończył związek.

Sprawa jest zaskakująca z kilku powodów.

Pokłosie dyskusji o #MeToo po polsku

Po pierwsze, oskarżenia dotyczą „młodych chłopców lewicy”. Nie jest to ultrakonserwatywna prawica, zapiekła w patriarchalnym schemacie podporządkowującym kobiety. Nie są to starsi panowie, których można nieudolnie próbować wybielić nieznajomością współczesnej kultury. To młodzi, wykształceni ludzie liberalnych mediów, publicznie deklarujący poparcie dla praw kobiet, maszerujący w Czarnych Protestach i manifach. Kobiety nazywają ich „papierowymi feministami”, z których bije hipokryzja.

Po drugie, uwagę zwraca reakcja obydwu redakcji. Najpierw Agora, wydawca „Wyborczej”, szybko informuje o rozpoczęciu procedury wyjaśniającej w tej sprawie. Dodaje, że dysponuje odpowiednimi procedurami, „które pozwalają na rzetelne zbadanie sprawy. Dają one zarówno gwarancje ochrony ofiar, jak i przeciwdziałają niesłusznym oskarżeniom”. Jednocześnie Agora zawiesza Wybieralskiego w obowiązkach służbowych, a on sam do czasu wyjaśnienia sprawy ma powstrzymać się od komentarzy. Nieco później także Krytyka Polityczna ogłasza, że w związku z publicznymi zarzutami wobec Jakuba Dymka postanawia zawiesić z nim współpracę.

Ale to nie kończy dyskusji o wymiarze i konsekwencjach stawiania zarzutów o przemoc i molestowanie seksualne.

Trzeba postawić pytanie o domniemanie niewinności. Być może sprawa znajdzie swój finał na wokandzie (choć najczęściej w podobnych przypadkach, jeśli zarzuty się potwierdzą, dochodzi do przeprosin i ugody). Do tego w naszej kulturze prawnej hołdujemy zasadzie: in dubio pro reo, a zatem wszelkie wątpliwości przemawiają na korzyść oskarżanego. Ale sąd to, póki co, odległa perspektywa.

Za to tu i teraz mamy ciężkie oskarżenia, rzucone w przestrzeni publicznej. A to oznacza, że opinia publiczna wyda swój własny wyrok, nie czekając na rozstrzygnięcia przed sądem albo mediatorem. Na jednej szali mamy dobre imię obwinionych, na drugiej skargę pokrzywdzonych. Trzeba postawić sobie pytanie, które dobro wybieramy chronić.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj