Tzw. elity stają w obronie Janusza Rudnickiego. Skutki będą groźne
Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało – to odpowiedź na skargę kobiety, która z imienia i nazwiska wskazuje mężczyznę, który ją molestował.
Janusz Rudnicki
Franciszek Mazur/Agencja Gazeta

Janusz Rudnicki

Na przyjęciu rodzinnym wujek kładzie rękę na pupie siostrzeńca. Dziecko jest zawstydzone, nie wie, jak zareagować. A jak reaguje rodzina?

No, może i wujek nie zachował się jak trzeba, ale nie przesadzajmy. On po prostu tak ma, że czasem z łapami wyskakuje, po prostu taki jego urok. Ale przecież lubimy, jak przychodzi, dowcipny i w ogóle dusza towarzystwa. W ogóle to świetny facet. Pomaga dzieciom, zbiera do puszek. Nigdy dziecka by nie skrzywdził. Może tylko czasem brakuje mu wyczucia.

Poza tym wujek źle zrobił, fakt, ale czy dzieciak nie mógł tej dłoni sam zabrać? Co, rąk nie miał? A poza tym to co, nie zna wujka? Nie raz się w domu mówiło, że on do wszystkich taki kontaktowy.

Jakie molestowanie? Nie róbmy z wujka potwora. Są tacy, co lubią łaskotki i umieją się bawić. Zresztą kiedyś to młodzież nie robiła afery z byle czego. Zachowajmy, na miłość boską, jakieś proporcje. Nie ma co psuć atmosfery przy obiedzie. Może serniczka?

Mechanizmy obronne

Wewnętrzne wartości rodzinne przesłaniają obiektywny fakt, że dzieje się krzywda. Dla zachowania spójności grupy deprecjonuje się wagę zdarzenia, nie dostrzega się zagrożenia i tego, że może eskalować. Mechanizmy obronne, gdy zagrożenie dotyczy kogoś z naszej grupy, naszego bliskiego kręgu, są dobrze poznane. Problem polega na tym, że łatwo się je zauważa u innych – w najbliższym gronie bardzo trudno.

Od weekendu w internecie (bo tradycyjne media raczej nabrały wody w usta) wrze dyskusja, gdzie leżą granice molestowania seksualnego, lojalności wobec znajomych i przyjętych konwencji. Argumenty były podobne jak w rodzinie chłopca.

Na pierwszym, najprostszym poziomie sprawa wygląda tak, że starszy mężczyzna publicznie obelżywie odniósł się do dwóch młodych kobiet. A to już przemoc. W tym przypadku sytuacja dotyczy dwojga znanych autorów – reporterki Anny Śmigulec i pisarza Janusza Rudnickiego. Głos zabrało wiele osób publicznych, które dotychczas uważano za należące (lub orbitujące) do kręgów opiniotwórczych, czasem nawet elitarnych. I okazało się, że wiele z nich nie radzi sobie z dysonansem poznawczym – zderzyły się tu dwie wartości, przyzwoitość i lojalność.

Do tego podobne zależności łatwo piętnujemy (także ci, którzy dziś rozmywają znaczenie słów Rudnickiego) w innych wpływowych środowiskach. Gorszymy się książkami, w których opisywane są kościelne mechanizmy tuszowania krzywd wyrządzonych dzieciom. Nagradzamy publikacje, w których obnaża się korupcję wśród sędziów i przemoc w ośrodkach opieki. Zawsze dziwimy się, że społeczność tak długo przyzwalała na patologie. Lubimy też czuć się dobrze, wskazując wielkie moralne drogowskazy. Łatwo oburzamy się na krzywdzące słowa, o ile padają z drugiej strony sporu.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj