Pensje akademików raz w górę, raz w dół. Co na to Gowin?
W styczniu na konta sporej grupy akademików wpłynęły niższe nawet o 400 zł pensje. Tymczasem Jarosław Gowin zarzeka się, że już wkrótce dostaną podwyżki.
Minister Gowin we wrześniu nie obiecywał wyższych zarobków, mówił jedynie o wyższych nakładach na naukę.
Michal Dyjuk/Forum

Minister Gowin we wrześniu nie obiecywał wyższych zarobków, mówił jedynie o wyższych nakładach na naukę.

Miało być lepiej, mądrzej, bogaciej i bardziej światowo, ale zdaje się, że wyjdzie jak zwykle. Póki co po kieszeniach dostali akademicy i to oczywiście ci młodsi. Minister Jarosław Gowin w listopadzie przedstawił projekt nowej ustawy, która ma uzdrowić polską naukę i szkolnictwo wyższe, za parę dni ma zaprezentować jej poprawioną wersję. Tymczasem w styczniu na konta sporej grupy akademików wpłynęły niższe nawet o 400 zł pensje.

Jednym zabrano 50 zł, innym 100, a tym, którzy w tym roku zrobili habilitację i powinni zacząć zarabiać kilka złotych więcej, nowa ustawa zjadła podwyżkę. To wydaje się niedużo, ale w sytuacji, kiedy asystent zarabia 2400 zł i zabiera mu się 100, to jest to już odczuwalne – mówi dr Aneta Pieniądz z Obywateli Nauki.

Obniżka pensji jest wynikiem wprowadzonej jesienią ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, która zmienia zasady korzystania z 50 proc. kosztów uzyskania przychodów dla twórców. Poseł PiS Lech Sprawka stworzył katalog twórców, którzy mogą skorzystać ze zniżki. Wśród „szczęśliwców” obok pisarzy, aktorów czy dziennikarzy są „osoby zajmujące się działalnością badawczo-rozwojową i naukowo-dydaktyczną”. To stąd różnice.

Algorytm wyliczania obniżek wiąże się głównie z tym, czy zatrudnionym się jest na stanowisku dydaktycznym czy naukowo-dydaktycznym. Co ciekawe, póki co część uczelni zdecydowała się na wprowadzenie przepisu, samodzielnie decydując, czy wykonywana przez danego akademika praca podlega prawu autorskiemu czy nie, podczas gdy inne jeszcze zwlekają z wprowadzeniem nowych przepisów.

Jak się łatwo domyślić, obniżki dotykają głównie młodszych pracowników (asystentów i adiunktów), bo utytułowanym akademikom uczelnie chętniej wyrównują straty wynikające z nowych przepisów. Najwyraźniej w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie do końca zdawano sobie sprawę, że zmiana w prawie podatkowym dotknie sporą grupę akademików, stąd dość nerwowa reakcja na wieść o obniżkach i interwencja w Ministerstwie Finansów.

Gowin zaproponuje akademikom podwyżki?

Faktem jest, że minister Gowin we wrześniu nie obiecywał wyższych zarobków, mówił jedynie o wyższych nakładach na naukę (np. na projekty badawcze). Jednak w trakcie konsultacji społecznych propozycja, że asystent ma zarabiać 125 proc. pensji minimalnej, została skrytykowana i być może za kilka dni zostanie przedstawiony jakiś nowy, korzystniejszy dla pracowników naukowych sposób naliczania wynagrodzenia.

Niebawem się dowiemy, ale obniżka pensji, którą właśnie odkryto na kontach, nastąpiła w fatalnym dla MNiSW momencie. – Ogłasza się, że na uczelniach po wprowadzeniu nowej ustawy będzie lepiej, a tymczasem ludzie dziś dostają mniej pieniędzy, to polityczny strzał w stopę. W dodatku słyszy się, że płace rosną, wszystkie branże dostają więcej, nawet budżetówka, tylko nie my. Frustracja rośnie, tylko ona nie przekłada się nijak na jakieś ruchy ze strony środowiska akademickiego, poza sarkaniem na politykę MNiSW – mówi dr Pieniądz.

Akademicy raczej nie zaczną wychodzić na ulice czy strajkować, jak np. rezydenci. Mają słabsze niż oni karty przetargowe, poza tym jest w tym środowisku dużo podziałów – w końcu profesorowie nie odczuwają tak dotkliwie obniżek pensji, a studentów zarobki ich wykładowców nie spędzają snu z powiek.

Według dr Pieniądz wszyscy będą raczej próbowali przeczekać złą sytuację. – Środowiska akademickie są bierne i często nastawione konformistycznie. Jedyne, co mogłoby wzbudzić szerszy odzew i zwiększyć społeczne zainteresowanie losem uczelni, to strajk studentów. Jednak studenci są bardzo zatomizowani i mało zainteresowani sytuacją szkół wyższych jako taką, nawet jeśli dotyczy to ich bezpośrednio – tłumaczy.

Jedno jest pewne: to kolejny argument, który skutecznie odstraszy młodych, ambitnych i zdolnych od uprawiania nauki i zostawania na uczelni. Na UW wprowadzono niedawno zasadę, że pierwsze zatrudnienie pracownika z doktoratem musi być stanowiskiem asystenckim. Wynagrodzenie podstawowe na tym stanowisku wynosi ok. 2400 zł brutto. I jak widać, może zmaleć. To nie zachęca.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną