Ciało z ciała
Ciało człowieka nie jest z plastiku, lecz ze skóry, podobnie jak sarny, zająca czy wilka.

O kobiecie napisano wiele. Że jest puchem marnym (Mickiewicz), nieudanym mężczyzną (św. Tomasz z Akwinu), że cierpi z braku penisa (dr Zygmunt Freud), że jest diabłem (papież Pius II). Święty Odo porównał ciało kobiety do wora gnoju, twierdząc, że sam jej widok wywołuje wymioty. Najlepszy był Clemens Alexandrinus: „U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd”.

I wywołuje. Po dwudziestu wiekach młotkowania wstydzimy się siebie, a zwłaszcza naszych ciał. Niewiele wiemy o naszej seksualności i ze świecą szukać kobiety, która wie, co robią w tym momencie jej własne jajniki. Idąc ulicą, widzimy plakaty fotoszopowego ciała, które zachęca do kupienia czegokolwiek. Przeglądając magazyny, idealnych ciał dostrzegamy jeszcze więcej. Zdepiluj się, odchudź, wmasuj krem i już – będziesz kobietą, którą wreszcie docenią. Może nawet klepną po tyłku z tego szacunku? Równocześnie panuje protekcjonalizm całusków w rączkę i przepuszczania przez drzwi. Z jednej strony marny puch, z drugiej słaba istotka wymagająca podtrzymywania ramieniem. Jeśli nałożymy na to molestowanie seksualne, to nagle okazuje się, że kobiety to nieustający paradoks.

A propos młotkowania – „Młot na czarownice” był podręcznikiem na czasy Wielkiej Inkwizycji – Kathryn Harrison w „Tysiącu drzewek pomarańczowych” pisze o czasach tzw. polowań na czarownice tak, że dostaje się gęsiej skórki. Nie dlatego że epatuje potwornościami (trudno nie przy takim temacie), ale dlatego że sięga do prawdy kobiecego losu, naszych prawdziwych pragnień, prawdy naszych ciał. Opisuje, jak bardzo macierzyństwo może być obszarem kobiecej wolności i źródłem szczęścia, a jednocześnie użyte przeciwko kobiecie, gdy zmusza się ją do bycia matką. W powieści Harrison ofiarą jest młoda królowa wydana za króla niedojdę, któremu nie udaje się spłodzić potomka. Aktom prokreacji przyglądają się ksiądz (oczywiście w roli eksperta) i lekarz, nie licząc tłumku służby. Jakby w takiej sytuacji można było komuś podać pomocną dłoń...

Harrison powinna być wznawiana co chwila i rozdawana za darmo na szkolnych korytarzach. Podobnie jak nasze drugie zauroczenie, książka brytyjskiej stand-uperki Sary Pascoe pod znaczącym tytułem „Zwierzę. Autobiografia ciała kobiety”. Z wyspiarskim poczuciem humoru Pascoe rozprawia się ze sprawami mrożącymi krew w żyłach. Z naszym odwiecznym wstydem bycia kobietą, wyuczoną głuchotą na potrzeby naszych ciał. Pascoe patrzy na nas z punktu widzenia mądrego zwierzęcia, które jest w każdym z nas. Czy to, że plemniki muszą konkurować z innymi (słynny wyścig, który szybszy), nie oznacza czasem, że Matka Natura przewidziała obecność plemników innych partnerów w tym samym cyklu? Czy posiadanie dzieci z tym samym mężczyzną nie skazuje lokalnych grup na borykanie się z tymi samymi wadami genetycznymi? Czyż nie jest żałosna pewnego rodzaju obsesja potwierdzenia ojcostwa przez cyrografy typu akt ślubu i piętnowanie kobiet za tzw. zdrady – od ostracyzmu (jako specjalistki od słów, uwielbiamy słowo „puszczać się”, jest w nim powiew wolności) po publiczne ukamienowanie? Czy „i że cię nie opuszczę” nie oznacza, że tracimy możliwość wymiany uczuciowej z większą liczbą ludzi, zdrowszego łączenia się genów, bo różnorodnych? Ciekawe, że na japońskim ślubie wznosi się toast za „miłość, mądrość i szczęście” w małżeństwie, a nie za „wierność i posłuszeństwo”.

Kontrola nad kobiecym ciałem, odcinanie nas od niego i pozostawianie w błogiej niewiedzy co do mechanizmów jego funkcjonowania robią nam źle od wieków. A dziś doszła jeszcze opresja ze strony przemysłu „urodowego”, który zarabia kokosy na naszej niepewności. W Europie już nas nie palą na stosach, ale same skazujemy się na cierpienie przy ostrzykiwaniu, nakłuwaniu i przerabianiu za pomocą skalpela. Religia skazuje kobiety na wycięcie łechtaczek i warg sromowych? No to proszę, przemysł kosmetyczno-chirurgiczny nie pozostaje w tyle: kobiety same zgłaszają się na przycięcie warg sromowych!

Nasze ciała są mądre. Jeśli ich posłuchamy, będziemy wiedziały, kiedy, z kim i w jakim celu chcą się kochać. Notabene, temat marnej jakości seksu, na który czasem się zgadzamy, jest w „Zwierzęciu” opisany z cudowną brawurą. Nasze ciała wiedzą, kiedy mamy spać, jeść czy się bzykać. Mówią do nas bogatym językiem, wysyłając tak czytelne sygnały, że tylko ślepy ich nie załapie.

Akuszerki czy zielarki poprowadziłyby nas w stronę cielesnej mądrości. Ale jest ich coraz mniej. Musimy tę wiedzę rekonstruować same. Nauczyć się naszych ciał, wsłuchać się w nie, poznać na nowo. Przestać je torturować operacjami plastycznymi, bo jakiś dupek powiedział, że jesteśmy już stare. Jesteśmy? To świetnie – stare i mądre. Mądrość i godność – to są istotne cele – a nie krótsze wargi sromowe. Dopóki dajemy się robić w konia specjalistom od religii, przemysłu chirurgii plastycznej, dopóty będzie nas prześladował odwieczny obraz: stół, a wokół niego sami mężczyźni, radzący nad tym, co jest dobre dla naszych jajników.

Tomasz z Akwinu ulżył sobie, mówiąc, że „Kobiety są błędem natury z tym ich nadmiarem wilgoci, temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu”. To św. Tomasz był błędem, nic dziwnego, że Natura go wyeliminowała. Nie rozmnożył się (o ile nie pogwałcił przysiąg kapłańskich). Zostawił po sobie podszyte kompleksami słowa, na które litościwie spuśćmy zasłonę i zastąpmy je mądrzejszymi.

Ciało człowieka nie jest z plastiku, lecz ze skóry, podobnie jak sarny, zająca czy wilka. Rację ma więc Sara Pascoe, kiedy proponuje korzystać z dobrodziejstw bycia zwierzęciem. Może właśnie taka strategia uratuje ludzkość przed zagładą?

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną