Kraj

PiS ośmiesza Naród

Mamy lepszą broń do walki z „polskimi obozami” niż kara

PiS twierdzi, że chodzi o karanie za „polskie obozy”. PiS twierdzi, że chodzi o karanie za „polskie obozy”. Fabrizio Sciami / Flickr CC by SA
PiS twierdzi, że chodzi o karanie za „polskie obozy”. Prawda jest taka, że przepis o karalności „pomawiania Narodu Polskiego o zbrodnie” został uchwalony już za pierwszych rządów PiS. Nazywany był wtedy „lex Gross”.

Karanie za „pomawianie Narodu Polskiego o zbrodnie” – uchwalone, PiS obwieścił to jako kolejną zdobycz swoich rządów. A Izrael – co było przecież łatwe do przewidzenia – odczytał nowe przepisy jako wymierzone w badania naukowe nad Holokaustem i próbę blokowania debaty na ten temat. Zobaczymy, co PiS zrobi z tymi – oficjalnymi bądź co bądź – protestami rządu izraelskiego. Czy w ramach polityki wstawania z kolan stwierdzi, że nie będą obce siły narzucać nam porządku prawnego, czy też „pochyli się z troską” i coś tam poprawi, żeby zażegnać konflikt dyplomatyczny. Ale dotychczasowa postawa rządu PiS wobec Unii Europejskiej nie wróży dobrej woli łagodzeniu konfliktów.

Uchwalone kilka dni temu przez Sejm, a przygotowane przez ministerstwo sprawiedliwości przepisy wprowadzają karę do trzech lat więzienia za „publiczne, wbrew faktom, przypisywanie Narodowi Polskiemu lub państwu polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką”. Rząd głosi, że to przepis, który ma umożliwić ściganie pojawiającego się w zagranicznych mediach sformułowania „polskie obozy zagłady.” Ponieważ dotąd zwykle okazywało się, że jest używany wcale nie po to, by „pomawiać naród o zbrodnie”, ale dla określenia geograficznego położenia obozów, twórcy nowego prawa uznali, że można „pomówić naród” także nieumyślnie. Dzięki temu można będzie w ciemno skazać każdego za użycie tego sformułowania niezależnie, jakie miał intencje.

Kara za „pomawianie narodu” nie jest nowym pomysłem PiS

I za jakakolwiek sugestię, że jakaś grupa Polaków mogła popełnić „zbrodnię przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne” , bo nie ma definicji pomawiania „narodu”? Czy np. mieszkańcy Jedwabnego, którzy wzięli udział w pogromie Żydów, to „naród”? A mieszkańcy Kielc (pogrom kielecki, 1946 rok)? Albo decyzja rządu polskiego (konkretnie KC PZPR) w sprawie Akcji Wisła? Czy rząd (partia rządząca), to „naród”? (to zresztą, za rządów PiS, pytanie szalenie aktualne).

PiS twierdzi, że chodzi o karanie za „polskie obozy”. Prawda jest taka, że przepis o karalności „pomawiania Narodu Polskiego o zbrodnie” został uchwalony już za pierwszych rządów PiS. Nazywany był wtedy „lex Gross” i był reakcją na książkę Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”, o mordzie w Jedwabnem”. I na zapowiedź wydania w Polsce jego kolejnej książki, „Strach”. Chodziło o to, że obowiązujące przepisy nie pozwalały na postawienie Janowi Tomaszowi Grossowi zarzutu popełnienia przestępstwa, a chciano w ten sposób udaremnić rozpowszechnianie tej książki. Nie udało się. Wprawdzie prokuratura wszczęła śledztwo, ale umorzyła je uzasadniając, że pomysł, by prawo karne decydowało o tym, co jest, a co nie jest prawdą historyczną jest sprzeczny z konstytucyjnymi wolnościami: debaty publicznej i badań naukowych.

Zaraz potem przepis o zakazie pomawiania narodu polskiego o zbrodnie zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego ówczesny rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. Trybunał uznał przepis za sprzeczny z konstytucją, ale – niestety – nie ocenił go merytorycznie. Uznał, że naruszono zasady przy jego uchwalaniu – i z tego powodu usunął go z kodeksu karnego. A resztę zarzutów umorzył uznając, że orzekanie jest już zbędne. Taka postawa Trybunału otwarła drogę do uchwalenia tego przepisu teraz, po raz drugi, w nieco tylko zmodyfikowanym kształcie.

A więc widać, że przepisu nie da się stosować także dlatego, że jest sprzeczny z konstytucją. Pod warunkiem, że sędziowie, do których trafią sprawy o „pomawianie narodu polskiego”, szczególnie w pracach historyków – będą chcieli brać pod uwagę konstytucję i orzekać niezawiśle. To samo zresztą dotyczy oceny, czy sformułowanie o „polskich obozach zagłady” zostało użyte w celu „pomówienia narodu polskiego.” Wszystko zależeć będzie od sędziowskiej niezawisłości.

Ale PiS uchwalił nowe przepisy o sądach powszechnych, SN i KRS nie po to, by sędziowie orzekali niezawiśle. Jak powiedział poseł Piotrowicz, teraz mają „pełnić rolę służebną”. Wiec można się spodziewać wszystkiego.

Jak przepisy o „pomawianiu narodu” będą działać zagranicą?

Także tego, że polskie sądy będą skazywać za badania naukowe zmierzające do ustalenia roli obywateli polskich w dokonanych na terenie Polski zbrodniach na Żydach. Tego właśnie obawia się rząd Izraela. A także za sformułowanie polskie obozy zagłady” użyte przez zagraniczne media dla określenia lokalizacji owych obozów. Taki wyrok zadziała w Polsce. Ale jeśli dotyczyć będzie obywateli innych państw, możliwości jego wykonania będą praktycznie żadne. Gdy dotyczyć będą państw spoza Unii (np. USA), zadziała zasada, że do uznania i wykonania wyroku karnego potrzebna jest karalność czynu w obu krajach. A np. w USA nie ma przestępstwa „pomawiania narodu polskiego o zbrodnie”. W krajach unijnych wydawałoby się, że będzie prościej, bo np. europejski nakaz aresztowania nie wymaga się podwójnej karalności.

Ale to jeszcze nie znaczy, że sądy krajów UE uznają wyroki polskich sądów wydane na mocy przepisu o „pomawianiu narodu”. Mogą je np. uznać za sprzeczne z unijną Kartą Praw Podstawowych (z wolnością debaty publicznej) i zwrócić się z pytaniem w tej sprawie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Mogą też po prostu zakwestionować niezależność polskich sądów po zmianach prawnych dokonanych przez PiS. Tak już się w tej chwili zdarza.

Do tego premier Mateusz Morawiecki już dwukrotnie na arenie międzynarodowej – raz w amerykańskim tygodniku „Washington Examiner”, a niedawno wobec zagranicznych dziennikarzy w Brukseli przekonywał, że polskie sądy są niewiarygodne, wyroki są kupowane, a sędziowie mają na sumieniu zbrodnie komunistyczne. Po takiej rekomendacji trudno się spodziewać, że zagraniczne – w tym europejskie – sądy będą bez zastrzeżeń wykonywać wyroki sądów polskich. Tym bardziej, że o zasianie w nich wątpliwości zadbają prawnicy osób skazywanych za „pomawianie narodu polskiego”.

PiS pozbawia się możliwości egzekwowania swoich pomysłów

Z tego samego powodu na panewce może spalić inny przepis uchwalony dla ochrony narodu polskiego przed „pomawianiem o zbrodnie”. Otóż organizacje pozarządowe zajmujące się ochroną dobrego imienia Polski i narodu będą mogły wytaczać powództwa cywilne o odszkodowanie za pomawianie o zbrodnie. Doskonały sposób, na dofinansowanie takich organizacji jak Liga Dobrego Imienia, czy Ordo Iuris, zaangażowanych w walkę o karanie za „pomawianie narodu”.

Znowu: w Polsce może się znaleźć sąd, który takie odszkodowanie orzeknie. Jeśli będzie dotyczyć osoby fizycznej czy prawnej w Polsce – komornik je wyegzekwuje. Rząd ma nadzieję, że stanie się tak też na terenie Unii. W oficjalnym komunikacie po uchwaleniu przepisów przez Sejm ministerstwo sprawiedliwości powołuje się na unijne rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych. A także na decyzję ramową z 24 lutego 2005 r. w sprawie stosowania zasady wzajemnego uznawania do kar o charakterze pieniężnym. „Instrumenty te z pewnością pozwolą na efektywną realizację przepisów przewidujących ochronę dóbr osobistych Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego w przypadku czynów popełnionych za granicą.” – czytamy w komunikacie ministerstwa.

Tylko: czy europejskie sądy zechcą wykonywać wyroki sadów polskich, które utraciły gwarancje niezależności i polskich sędziów, o których premier Morawiecki mówi, że są sprzedajni?

Jak skorpion, który sam sobie wbija zatruty kolec, tak PiS pozbawia się możliwości egzekwowania własnych pomysłów.

Ale może o to chodziło: o grę na użytek polskiego wyborcy, któremu trzeba pokazać, że rząd dba o dobre imię Polski i Polaków. Obojętne, co miałoby z tego wyniknąć.

A co z „polskimi obozami zagłady”? M.in. dzięki działaniom rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, w polskich sądach przetarta została droga powództwa o ochronę dóbr osobistych wytaczanego przez byłych więźniów obozów koncentracyjnych, a w przyszłości może ich krewnych. W grudniu ub. roku Sąd Apelacyjny w Krakowie w całości uwzględnił argumentację RPO i nakazał przeproszenie byłego więźnia Auschwitz, Karola Tendery, za użycie przez niemiecką telewizję ZDF określenia „polskie obozy śmierci". Sąd uznał że to stwierdzenie naruszyło dobra pana Tendery w postaci godności, tożsamości narodowej i godności narodowej przez, bo według logiki tego określenia były więzień Auschwitz z ofiary staje się sprawcą.

A więc nie jest tak, że nie mamy żadnej broni na „polskie obozy zagłady”. A Muzeum Auschwitz opracowało specjalny program komputerowy, dzięki któremu każdy może wyszukiwać podobne sformułowania w internecie i opatrywać je komentarzem.

No i jest stosowana od lat – z powodzeniem – broń dyplomatyczna. Ale PiS nad dyplomację czy perswazję zawsze przedkładał represję. W 2005 roku doszedł do władzy na hasłach zwiększenia represji karnej i od tego czasu wiele się nie zmieniło. Przeciwnie: teraz represja PiS ma sięgać poza granicę Polski, a nawet Europy. I wstyd – też

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną